Gdyby ktoś z Was chciał wiedzieć, jak osiągnąć status beznadziejnej blogerki/blogera, to taka mała rada od cioci Huś: nie róbcie nic. I tym optymistycznym akcentem rozpoczynam ten pełen bezradności, wstydu i żalu post.
Piszę do Was, siedząc sobie w kurzu, gwoździach, futrynach (?) i innych dziwnych rzeczach, które mnie przerażają. Obok stoi wujek z młotkiem i usiłuje założyć nowe drzwi. Podobno najpierw powinno się zakładać drzwi, a później malować pokój, ale wiadomo, że u mnie musi być zupełnie odwrotnie. Od środy mamy Wielkie Dni Sprzątania (raz nawet nie poszłam do szkoły), a to dlatego, że zgłosiłam się do projektu Comenius i dokładnie za 7 godzin i 50 minut będę gościć dziewczynę z Niemiec. Powoli uświadamiam sobie, że moje umiejętności językowe chyba nie są wystarczające, ale jakoś to będzie. Mam nadzieję. Najwyżej do piątku będę przechodzić prawdziwe męczarnie i owa dziewczyna również. Pisałyśmy do siebie maile i cóż, delikatnie mówiąc, trochę mnie zatkało, bo - błagam, nie śmiejcie się ze mnie tak jak... wszyscy ludzie, którzy mnie znają i o tym wiedzą - jej zdaniem, czytanie Harry'ego Pottera i zajmowanie się magią (jakkolwiek to brzmi) jest niebezpieczne. Jak widzicie, jestem w prawdziwym niebezpieczeństwie i teraz nie wiem, co mam ze sobą począć.
Mój kurs prawa jazdy ciągnie się wręcz w nieskończoność, wciąż zostało mi kilka godzin i mam nadzieję, że nie będę musiała dokupić 50 dodatkowych godzin, żeby móc zapisać się na ten beznadziejny egzamin. Czy nie mogłabym po prostu dostać prawa jazdy bez egzaminu? Już chyba dziesięciu moich znajomych ma obiecane podwózki i przejażdżki (co jest skutkiem nocnych podróży, podczas których robiłam za pasażera), a obawiam się, że nigdy się ich nie doczekają. :D
Po dziesiąte, nie mam z kim iść na studniówkę i czuję się jak ostatnia ofiara losu, dlatego chcę jak najszybciej zdać prawko, żeby uciec z tej - jak mi się wydaje - paskudnej imprezy, woohoo! Chyba, że zabiorę ze sobą mojego wyimaginowanego chłopaka. I batonika (patrz: piosenka niżej).
W międzyczasie staram się uczyć, naprawdę się staram! I usiłuję przekonać moją mamę, żeby pozwoliła mi lecieć z tatą w ferie do Wietnamu (to kolejny genialny pomysł, żeby nie iść na studniówkę, bo wszystko będzie miało miejsce mniej więcej w tym samym czasie, aczkolwiek jeśli tata się o tym dowie, to jakoś to ogarnie i w tej jednej, jedynej kwestii zgodzi się z moją mamą i wspólnie wyślą mnie na studniówkę). Co prawda, podczas moich nocnych przemyśleń stwierdziłam, że to mogłoby być trochę niebezpieczne (ale nie tak niebezpieczne jak czytanie HP po nocach!), bo mogę zostać zaatakowana przez gigantyczne jaszczurki spacerujące po ścianach albo jeszcze większe moskity albo jakieś szarańcze lub cokolwiek innego, co tam żyje. Mimo wszystko, piszę się na tę wycieczkę absolutnie!
Wiem, że jestem okropna i nie wiem, kiedy przeczytam, co tam u Was, bo chwilowo naprawdę nie mam na to czasu i bardzo żałuję. :( Postaram się, jak najszybciej to wszystko nadrobić.
Trzymajcie kciuki, żebym doszła do jakiegokolwiek porozumienia z moją Niemką i żebyśmy w ogóle zdążyli ogarnąć ten dom na jej przyjazd, a uwierzcie mi, chyba będzie ciężko. I za moją poniedziałkową autoprezentację... która, rzecz jasna, jest po niemiecku. :)))
Tschüss!
Ta dziewczyna zaraz jak do ciebie przyjedzie zaraz odprawi nad tobą egzorcyzmy :D
OdpowiedzUsuńZawsze możecie się porozumieć po angielsku ;) Ja bym tak przynajmniej zrobiła, bo po sześciu latach nauki niemieckiego potrafię się jedynie przedstawić.
OdpowiedzUsuńJa jestem zdecydowanie gorszym blogerem niż ty, naprawdę :D Przynajmniej nie denerwujesz swoich czytelników ciągłymi zmianami adresu, wyglądu, nicku, avatarka i na przemian odchodzeniem i powracaniem na bloga jak ja, wskutek czego już chyba nikt nie wie kto ja jestem i czemu ma mnie akurat w znajomych :D No cóż, taka już ze mnie ofiara. A teraz uciekłam na myloga i zasłaniam się opowiadaniem, żałosne, wiem!
OdpowiedzUsuńMoja babcia twierdzi, iż HP to satanizm w najczystszej postaci, a w dodatku uwielbia język niemiecki, więc... Przypadeg? Nie sondze!
Ten Wietnam to byłby czat. Życzę powodzenia z tym prawem jazdy, ja to się chyba nie odważę na to, a 18 za niecały rok. I oczywiście wiem, że na studniówkę także nie będę miała pary, bo niby skąd? Forever alone zobowiązuje. :D
Pierwszy dzień może być trudny, ale później będzie z górki. Po prostu obycie z się językiem. :)
OdpowiedzUsuńPS Teatr-uliczny z pewnych powodów zakończył działalność. Zapraszam na nowego bloga ;)
O, u mnie w szkole też organizowali ten projekt, ale ja nie odważyłam się zaprosić do siebie żadnego cudzoziemca, nie dogadałabym się chyba. :D
OdpowiedzUsuńI mój kurs na prawko też ciągnął się w nieskończoność, ale tydzień temu zasiliłam wreszcie szeregi szalonych kierowców.
A tak w ogóle, na studniówkę można iść bez partnera i tez się dobrze bawić - przetestowane. :P
I nie, nie jesteś najgorszym blogerem. :D Ja swój ostatni post napisałam w czerwcu i jakoś nie zapowiada się, aby coś miało się zmienić w tej kwestii.
Trzymam kciuki! Z niemką poradzisz sobie śpiewająco a studniówką się nie przejmuj - idź! Jeden raz w życiu chyba warto.. :)
OdpowiedzUsuńtaka-se-nazwa.blog.onet.pl
Husiek, nie narzekaj! Głowa do góry, szprechniesz po niemiecku lepiej od dziewczyny, uważaj na egzorcyzmy (a najlepiej o HP nie wspominaj... dla własnego spokoju), na studniówce baw się dobrze i ucz się tyle, na ile masz siłę!
OdpowiedzUsuńNo, trzymaj się :D
Właśnie, też powinnam jeszcze podszkolić swoje umiejętności językowe i to też robię, ale nawet gdybym nic nie robiła i olała to zupełnie, to i tak jestem tą lepszą, więc nie ma obaw :D
OdpowiedzUsuńZaczynam się też zastanawiać nad studniówką. Miałabym z kim iść, teoretycznie, ale no błagam - nie będzie załatwiać wizy tylko z powodu jakiejś mojej głupiej szkolnej imprezki :DD Dlatego to tak, jakbym nie miała z kim iść, i tylko mam nadzieję, że zamiast studniówki zorganizujemy jakąś wycieczkę ;)
No i przekonuj, przekonuj! :) Jak wrócisz, to przyślesz mi jakieś zdjęcia, no nie? ;) Zazdroszczę Ci trochę :) Właśnie, przypomniałaś mi. Też trzeba będzie zacząć przekonywać mojego tatę do MOJEJ, PIERWSZEJ w życiu zupełnie samodzielnej wycieczki na inny kontynent... Boję się rezultatów tej rozmowy :'(
O rany... Jak tam ta koleżanka z Niemiec? Nic Ci nie zrobiła?
OdpowiedzUsuńDlaczego rodzice zmuszają Cię, żebyś szła na studniówkę? Tylko po to, żebyś się tam pokazała? Bez sensu :(
Hihi, ja raczej jestem gorszą blogerką niż Ty, Huś, wygrałam ;)
OdpowiedzUsuńAle rozumiem ten chaos w Twoim życiu, u mnie też tyle się dzieje, że ledwie ogarniam, kiedy nastają po sobie poszczególne dni tygodnia.
Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze się układa. Z partnerem na studniówkę mam o tyle lepiej, że najprawdopodobniej pójdzie ze mną mój przyjaciel (jak nie to będzie mi wisiał 150 zł :)).
Ale tego goszczenia Niemki to Ci zazdroszczę *.*
Pozdrawiam :)
Powoli też staję się mistrzem blogowania :D Na prawo jazdy zdałam, udało mi się zdać za pierwszym razem już sobie pykam autem i niestety - za często muszę robić za kierowcę, przez co nie mogę poraczyć się alkoholem :(, to przykre, ale okej :D Na studniówkę postanowiłam, że nie idę. Nie chce mi się. Mimo że partner jest. Jakoś będzie musiał to przeżyć.
OdpowiedzUsuńJa także zasługuje na miano najgorszej blogerki roku :C Pierwszy post po trzech miesiącach, a i tak moja frekwencja nie jest jakoś powalająca. :D
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że wizyta cudzoziemki nie okazała się niewypałem i że obydwie byłyście zadowolone :3
Żyjesz? Dani powróciła!
OdpowiedzUsuńCzasami "nicnierobienie" też jest potrzebne, a wręcz wskazane ;)
OdpowiedzUsuńHalo, czy moja ulubiona fanka HP jeszcze tutaj jest? :D
OdpowiedzUsuń