Ostatnio wysłuchuję różnych dziwnych historii Fu. Jak to tajemniczy nieznajomy oświadczył jej się na ulicy z tego powodu, że była smutna, a po odmowie pytał wszystkich przechodniów, czy wygląda jak burak, jak to pomagała razem z A. szukać w parku staruszki, która zwiała pielęgniarce, no i jak gonił je karzeł. I tak sobie myślę, że życie jest dziwne. Czy tylko ja widzę coś nadzwyczajnego w karzełku wołającym „czekaj!” i niemalże chwytającym Fu za rękę? Pomińmy fakt, że pierwszą osobą, jaka przyszła mi na myśl, był profesor Flitwick, bo to już w ogóle niedorzeczne, no ale przecież lubię wymyślać sobie głupie historie.
Już postanowione – idę z Fu do parku szukać Piotrusia Pana.
I mam nadzieję, że przyzwyczailiście się już do mojego idiotyzmu i nadzwyczaj dziecięcego podejścia do życia.
dziecięce podejście do życia jest fajne, dopóki się z nim nie przesadza ;)
OdpowiedzUsuńPozostaje mi zapytać, czy już przesadzam :D
Usuńna to pytanie ja ci nie odpowiem :D
Usuńna pociechę za to powiem, że mimo mojej zgrzybiałej starości też czasem zdarza mi się zachowywać jak dziesięciolatce :D
Fajnie jest pomarzyć i pofantazjować, ale nie chowaj się do skorupki, bo nasza niby szara rzeczywistość też pozytywnie zaskakuje :>
OdpowiedzUsuńAle ja lubię stać na boku i obserwować. To jest chowanie się czy jeszcze nie? ;)
UsuńChyba jeszcze nie. Chowanie to raczej zamykanie się na wszystko, łącznie z obserwowaniem ;>
UsuńNa taką odpowiedź czekałam :D
UsuńPowiem tyle - znajdziecie Piotrusia :) Będzie dobrze :D
OdpowiedzUsuńObawiam się, że jeśli pójdę z Fu, to nie tylko znajdę Piotrusia Pana, ale wyląduję w Narnii.
UsuńDziecięce podejście do życia może czasem pomóc. Chociaż może być też strasznym utrudnieniem.
OdpowiedzUsuńJak wszystko, niestety.
UsuńZależy, jak się do niego ustosunkujesz.
UsuńOsobiście nie widzę w tym żadnego problemu, ale inni już tak ;)
UsuńCo mają inni, nie mają nic do powiedzenia ;)
Usuńja cie kocham :D
OdpowiedzUsuńnawet moj chlopak mi mowi, ze jestem infantylna i mam mentalnosc wiecznej siedmiolatki :> kocham to <3
UsuńZałamałam się ostatnio, jak popłakałam się na Pocahontas, ahahhahaha :DDD
Usuńno kurde ja na królu lwie zawsze placze. i na wszystkich slodkich bajkach!
UsuńOstatnio tak płakałam (a właściwie, to nawet bardziej) chyba dwa lata temu, jak w Wigilię na Disney channel leciał Pinokio :'D
UsuńA ja nadal chcę do Nibylandii ale nie wiem czy nie jestem już za stara.
OdpowiedzUsuńOczywiście, że nie jesteś. Nikt nie jest za stary na coś takiego :)
UsuńPrzestań. Daj mi swoje podejście do życia bo ja już zwątpiłam we wszystko co dobre.
OdpowiedzUsuńI dlatego lepiej przestawić się na dziecięce postrzeganie świata, polecam.
UsuńNo cóż, ta notka jest wyjątkowo... jak by to rzec... oryginalna. :D Ale oczywiście w najlepszym znaczeniu tego słowa. ;) Ska ja znam dziecinne podejście - i nie zrezygnuję z niego, wbrew wszystkim! :D Ja zbyt składnie w tej chwili nie piszę, bo tak właściwie przez pół dnia płakałam i literki jeszcze mi się rozmazują przed oczami. Wychodzi na to, że pozostał mi mój ostateczny antydepresant - czytanie swojego ukochanego oryginału. ;) Jest to tak totalnie, no... "heartbreaking" opowieść, że czytając pytam się: na co Ty narzekasz...?
OdpowiedzUsuń*Skąd, oczywiście. A nie mówiłam. :D
UsuńWszystko przez tego karła! ;)
UsuńTak, ja też nie mam zamiaru rezygnować z mojego podejścia. Zresztą to już chyba nawet nie jest podejście, taka już po prostu jestem, a ja nie lubię zmieniać się na siłę. Poza tym po co? Mnie to nie przeszkadza i to się liczy. :)
Co to za opowieść?
Właśnie! Ja też taka jestem i mnie to bynajmniej nie przeszkadza. Trochę gorzej z innymi, ale no cóż... :D I do tego jeszcze... dochodzi egoistyczne podejście. :D
UsuńZrezygnowałam z bloga, ostatnio w ogóle mam kryzys twórczy. U mnie w domu powstało takie określenie: artystka na urlopie. Zgadzam się. :)
A ta opowieść to "The Kite Runner". To jest... no to jest... tego się nie da opowiedzieć/streścić w paru zdaniach/jakoś przybliżyć, trzeba przeczytać. Wiesz co, na YouTube jest film, z angielskimi napisami, teraz właśnie po raz kolejny oglądam i... zachwycam się aktorami. *__* Polecam!
*Jak też mogło mi to umknąć: "no ale przecież lubię wymyślać sobie głupie historie" - No ale ja również! <3 Oj, moje historie...
UsuńNigdy nie czytałam bardziej oryginalnej notki ; o
OdpowiedzUsuńObserwuję! O ! :)
Świetny szablon.
taka-se-nazwa.blog.onet.pl
Haha, dzięki :) Jak widać, czasami życie potrafi być oryginalne.
UsuńCo tam, dziecięce podejście do życia. Powodzenia przy szukaniu Piotrusia Pana. Poza tym, ja wolałabym do Narnii. Wyrośnięte dzieci, łączmy się :D
OdpowiedzUsuńA ja do Hogwartu, może polecę z Piotrusiem (przy pomocy magicznego pyłu, rzecz jasna) :>
UsuńMiej to dziecięce podejście do życia jak najdłużej :) No i oczywiście szukajcie, a znajdziecie :D
OdpowiedzUsuńW moim przypadku - pewnie do śmierci :D
UsuńNo widzisz, inni spotykają karzełków, a jak ja marzę po prostu o spotkaniu Kubusia z happysadu, to nie. Life is brutal :(
OdpowiedzUsuńLepiej, żeby Ci się taki na ulicy oświadczył, a nie :D
UsuńKubuś? Borze, jakby mi się on oświadczył to ja bym chyba ómrzyła z ekscytacji :D
Usuń/błędy ortograficzne dodałam celowo. :D /
Lepsza Twoja infantylność niż 13-latki, udające wielce dorosłe osoby :D Zresztą, dziecięce zachowanie nie jest złe, o ile Tobie samej nie przeszkadza. A z tego, co widzę, to niekoniecznie Ci przeszkadza, a raczej czasem po prostu irytuje, tak?
OdpowiedzUsuńDokładnie, raczej mi to nie przeszkadza. Chyba, że ktoś zaczyna mi to wypominać i moje słowa w ogóle do niego nie docierają.
UsuńWydaje mi się, że nie powinnaś czuć się winna, gdy Ci ktoś wypomina, że jesteś dziecinna. Jest Ci tak dobrze, dlatego taka jesteś.
UsuńJa też mam nie tyle co dziecięce podejście do życia, ale dość dużą fantazje obfitującą w sporą ilość dziwnych teorii (więc prawie wychodzi na to samo) :3
OdpowiedzUsuńTwoje podejście jest ok :) i nie zmieniaj go :))
OdpowiedzUsuńJeśli Twój obecny stan nazywasz dziecinnością, to ja też jestem dziecinna, a co więcej, nie zamierzam przestawać. High 5!
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że opisane przez Ciebie przygody są co najmniej rozbrajające. Nie wiem nawet jak je skomentować, ale zazdroszczę jej tak kolorowego życia :) U mnie ostatnio niestety bardziej szaro, ale jeśli zaglądasz czasem do mnie na bloga, to z pewnością to wyczytasz.
I sobie możesz mówić, żeby nie składać życzeń, ale i tak to napiszę - stówka... dzieciaku! :) Nie zmieniaj się :)
Ja swoje urodziny zaczynam za 30 minut i też ich szczerze nienawidzę. Tego udawanego świętowania, składania życzeń i żałosnych 'wizyt-niespodzianek'.
OdpowiedzUsuńUwielbiam robić takie rzeczy innym, ale w swoje urodziny chciałabym, żeby inni o mnie zapomnieli.
W swoje urodziny lubię być sama.
ja często mam takie samo podejście jak Ty, mimo że takie dziecięce, to jednak uwalnia od problemów, na jakiś czas. :D
OdpowiedzUsuńJa się przyzwyczaiłam, bo mimo wszystko lubię Twoje posty, hmm.
Nie ty jedna podchodzisz do życia ciut dziecinnie. To chyba dużo ciekawsza opcja, niż racjonalne tłumaczenie niektórych problemów. Powodzenia w szukaniu Piotrusia! :)
OdpowiedzUsuń