niedziela, 17 marca 2013

Huś vs pesymizm i reszta świata

Pisałam „odejdź, śniegu” i co? Kilka dni później obudziłam się rano i najpierw obudził mnie dziadek, dobijający się z łopatą do okna, a potem do ostatniej chwili próbowałam pohamować moje freakowanie podczas czekania na Pseudo („chill, zdążę!”), bo przecież kim bym była bez mojej manii punktualności. W ostateczności dostałam wiadomość „ej, chyba jednak nie zdążę, dopiero suszę włosy”. Wiecie, jak bardo nienawidzę się spieszyć? A tym bardziej w samotności? Cóż, rzuciłam się w kierunku przystanka i może nawet biegłam (o!), ale śnieg bardzo skutecznie mi to uniemożliwiał, bo było go chyba więcej, niż po kolana, a przede mną może tylko dwie osoby raczyły przejść się tym naszym uroczym chodniczkiem (tereny wiejskie pozdrawiają gorąco!). No więc, czułam się jak na poligonie. Co najmniej, jak na poligonie. Właściwie, może nawet dobrze, że czekałam na Pseudo, łudząc się, że wyrobi się na czas (i podziwiając jakieś wstrętne, czarne ptaszyska, latające nad moim domem niczym nad chatką Hagrida), bo na przystanku spotkałam kolegów z gimnazjum. Miło było ich zobaczyć, kiedy nie chcieli odpisać zadania albo nabić zdechłej muchy na szpilkę. Wydaje mi się, jakbym chodziła z nimi do klasy caaałe wieki temu. O, a to był właśnie ten poranek, kiedy postanowiłam sobie, że będę udawać, że nie jestem pesymistką. Od czegoś trzeba zacząć, prawda? 

Tutaj prawie wszystko tyczy się mnie. Tak, doszło już nawet do tego, że zaczęłam czytać różnorakie rzeczy o pesymizmie i o tym, jak z nim walczyć. Hm, chyba coś mi to dało, skoro teraz o tym piszę. 

Niestety, chociaż dzień zaczął się w miarę dobrze (pomijając śnieg, poligon i prawie-spóźnienie na geografię), to niedługo później zaczęło się narzekanie. Postanowiłyśmy z Brzozą, że musimy się odizolować od naszej cudownej klasy. Nie wiem, z kim jeszcze mogę porozmawiać tak, żeby później żadna z uroczych koleżanek nie wydrapała mi oczu. Jejku, czy do wszystkiego musimy podchodzić tak strasznie poważnie? Nagle wszystkim poprzewracało się w głowach do tego stopnia, że ludzi, których lubiłam, teraz nie potrafię znieść, więc chyba najlepiej jest ich ignorować. Bądźcie dalej zadufanymi ludźmi, ale mnie w to nie mieszajcie.

Wolę jednak żyć w oderwaniu od rzeczywistości. :>

17 komentarzy:

  1. Aj, ludzie to ludzie, się zmieniają i niestety nie zawsze na dobre :) Mnie też przysypało, znam ten ból :D Trzymaj się :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Oderwanie od rzeczywistości jest spoko.

    A ten śnieg to przeze mnie. Ja go zatrzymałam, bo ja go lubię. Przepraszam ;_;

    OdpowiedzUsuń
  3. oderwijmy sie razem. brzmi niesamowicie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam taką osobę, której teraz nie umiem znieść, a kiedyś była mi bardzo bliska. Po prostu przestała dla mnie istnieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Śnieg jest dobry! :) Jeszcze niech wytrzyma tydzień, prooooszę *.* Pesymizm jest okropny, nie można się nim zajmować!

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię śnieg, ale zima w tym roku zdecydowanie przesadza. Ostatnio również czułam się jak na poligonie (tak, tak, kocham życie na wsi <3), więc liczę na to, że wiosna przybędzie lada moment.

    Ludzie to zmienne istoty, ani się obejrzysz, a już nie poznajesz człowieka, z którym spędzałaś całkiem sporo czasu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Idealnie jest żyć w oderwaniu od rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie w piątek niby pan poodśnieżał chodniki przy bloku, ale tak cholernie wiał wiatr, że w ciągu 5 minut schody przy klatce były cale pozasypywane... I też nasypało kij wie ile śniegu. Ale od wczoraj jest już na plusie, więc jest szansa, że niedługo ten śnieg sobie spłynie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja kiedyś byłam pesymistką, ale tak przejściowo. Teraz jestem realistką z wahaniami optymizmu, jestem aż nadto wesoła. :D Jak to zwalczasz to dobrze, jakiś krok do przodu. :3

    Pozdrawiaaaam gorąco ( przyda się, niech ten śnieg stopnieje :c ) <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Wczoraj przed godziną siódmą obudziło mnie piękne słońce! Moja nadzieja znów odżyła wierząc, że może synoptycy się mylą. Taa dziś za oknem świata nie widać, a śnieg wali w okna.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też wolę :D Zwariować można od tej rzeczywistości... ;p

    OdpowiedzUsuń
  12. najlepiej oderwać się od rzeczywistości i żyć własnym światem ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Też żyję w oderwaniu od rzeczywistości, ale bardzo optymistycznie ostatnio. ;) Chociaż, tak naprawdę mój optymizm będzie uzasadniony dopiero w TYM dniu... mimo to wolę nastawiać się pozytywnie. :D

    Izolowanie się jest fajne, poważnie. ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj, nie można być pesymistą, bo to nie przystoi chrześcijaninowi ;). A skoro czytasz Deona to podejrzewam, że w gruncie rzeczy wcale się tak smutkać nie chcesz!
    Swoją drogą - uwielbiam tę stronę!

    OdpowiedzUsuń
  15. Powiem Ci, że choć ja staram się być optyymistką-w granicach możliwości oczywiście- to moja klasa ostatnio też działa na mnie jak płachta na byka. Denerwuje mnie sam ich widok, a co dopiero rozmowy. Agrr.
    Liczę na to, że przez święta odpocznę. Tobie też tego życzę. Zajedz się i naładuj pozytywny akumulatorek w Twoim ciele (:

    OdpowiedzUsuń
  16. Husiek, jest zabawa do zrobienia, u mnie szczegóły :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Ostatnio też miałam dzień, gdzie WSZYSTKO zmówiło się przeciwko mnie, począwszy od budzika, który nie zadzwonił, przez torbę, która rozwaliła mi się w drodze do szkoły i na obrażonym koledze skończywszy. Nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać.

    Co do tych ludzi, których teraz nie znosisz - wiem dokładnie jak to jest. Jeszcze 3 miesiące temu miałam wspaniałą grupkę przyjaciółek. Bach! Nagle raz zrobiłam coś, co im się nie spodobało, między sobą w pełnej konspirze zaczęły obrzucać mnie słownym błotem, podczas gdy przy mnie udawały, że wszystko jest okej. No i tak to właśnie musiałam się z nimi pożegnać.

    OdpowiedzUsuń