sobota, 8 grudnia 2012

Times of trouble

Z komórkowego notatnika, 7.12.2012 pt. 23:52 


Postanowiłam, że wszystko Wam opowiem. Boję się każdego kolejnego dnia, nie mówiąc już nawet o następnych latach, których sobie nie wyobrażam. Z doświadczenia wiem, że wszystko może się zdarzyć i niczego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Nie mogę spać, więc rozmyślam o tym, co dotychczas mi się przydarzyło. 

Pamiętna data, 7 stycznia 2010 roku, czwartek, kiedy mama oznajmiła mi, że odchodzi od taty. Wiecie, to poniekąd był dla mnie wstrząs, ale spodziewałam się tego od trzeciej klasy podstawówki, kiedy moja mama zdradziła tatę. Wyostrzył mi się wtedy jakiś… zmysł śledczy, czy jak to tam można nazwać, nieważne. Było dziwnie, dziadkowie nie chcieli tego zaakceptować. Bałam się. Do tego doszły nieodłączne elementy życia mojej mamy – alkohol i problemy finansowe. To ciągnie się aż do dziś. Z tatą bywało różnie. Babcia i dziadek często stawali po jego stronie, ale tylko do czasu. Potem tata wyprowadził się na stałe. Powiedzmy, że żyliśmy sobie w miarę spokojnie. Ale jednak pojawił się ktoś, kto musiał wszystko zniszczyć – obecny partner mojej mamy. Nie polubiłam go i pewnie nigdy nie polubię. Przez jego apodyktyczny sposób bycia, przez to, że wiecznie się wymądrza i przez to, że to ja muszę słuchać, kiedy mama w nocy pije i płacze przez niego, a nie on. 

Pamiętacie, jak żaliłam się Wam we wrześniu, nie mówiąc tak naprawdę, o co chodzi? Bałam się Wam powiedzieć, bo sama w to tak naprawdę nie wierzyłam. Moja mama była w ciąży. Tym byłam tak przerażona. Tym, jak zareagują dziadkowie, co powiedzą ludzie, jak będzie wyglądało moje życie i jak sobie poradzimy, skoro wydatków i tak ciągle przybywa. Moja mama w ciąży już nie jest… dobrze myślicie, aborcja. Sama nie wierzę, że to piszę. Nie wierzę, że to moje życie, że to moja mama. Boję się, że to wszystko się powtórzy, że moja mama znów wpakuje się w kłopoty, a ja tak, jak we wrześniu nie będę jadła, nie będę spała, tylko o nich myślała. Wiecie, ile się wtedy modliłam? Mówią, że „jak trwoga, to do Boga” i to prawda, przekonałam się o tym na własnej skórze. 

Czasami to ja czuję się, jakbym była matką mojej mamy, a nie ona moją… I mimo wszystko czuję się niepotrzebna. Wiem, że nie obchodzę moich rodziców już tak, jak kiedyś, żeby nie powiedzieć, że nie obchodzę ich wcale. Moja mama woli jego. Jego rodzinę, jego dom. Czasami przez trzy dni z rzędu jestem w domu sama z babcią i dziadkiem i poniekąd jestem z tego zadowolona. Nie słyszę płaczu, telefonicznych kłótni i dźwięku otwieranej wódki. Tata nie przyjeżdża do mnie często, ostatnio prawie wcale, a jak już, to raz na jakieś 2/3 tygodnie na maksymalnie pół godziny. Prawdopodobnie jestem tylko kimś, kogo trzeba dofinansowywać w zamian za co mam się dobrze uczyć i być grzeczna. Jak kiedyś dziadkowie stali za tatą murem, tak teraz się to zmieniło. Niewątpliwie lepszy kontakt mam z mamą, choć często bronię taty. Nie, nie dlatego, że bez jego pieniędzy pewnie bym zginęła. Za to, że poważnie podchodzi do życia. 

Może niewiele dla nich znaczę. Nie dziwię się, że nie wiedzą, co ja czuję. Chodzi mi o to, że tak naprawdę w swoim życiu mam wpływ tylko na błahostki, całość ukształtowali oni, nieświadomie. Żyją tak, jak im się podoba, zapominając o tym, że ja też żyję i muszę się im podporządkowywać. A może po prostu łatwo ulegam ich wpływom. Przejmuję się ich problemami, boję się o nich, myślę, co głupiego mogą jeszcze zrobić i jakie to przyniesie konsekwencje. Nie bez powodu jestem taka, jaka jestem. Mam wstręt do zdrad, rozwodów, alkoholu… wielu rzeczy i to się już pewnie nie zmieni. Czasami sobie myślę, że przydałby mi się psycholog, bo już dłużej sama ze sobą nie wytrzymam. 

Wiecie, ile osób o tym wie? Chyba nikt. Nawet Pseudo. Wstydzę się o tym mówić, wstydzę się za moich rodziców, którzy i tak mają mnie gdzieś. Zazwyczaj mówią jedno, robią drugie. W styczniu partner mojej mamy wyjeżdża za granicę, a ona będzie chciała do niego dołączyć. O dziwo, zostałam o tym poinformowana. Na początku byłam przerażona, ale teraz tak sobie myślę… czemu nie? Wstyd mi, bo czasami chciałabym od nich odpocząć, po prostu się od nich odciąć! Wiem, że tata też kiedyś wyjedzie. Pamiętam, jak mama mówiła, że tylko ja tak naprawdę trzymam go w Polsce. Ale skoro to dla niego problem, żeby odwiedzać mnie raz w tygodniu, to nie wiem, czy cokolwiek jeszcze go tutaj trzyma… 

Oni mają mnie gdzieś, a ja ich kocham. Bo rodziców kocha się przecież zawsze, bez względu na wszystko. Nawet jeśli czasami chciało się przez nich umrzeć i zasypiało się z nadzieją, że może już więcej się nie obudzimy. To śmieszne, że oni są w stanie próbować ułożyć sobie życie na nowo, a ja nie jestem w stanie nawet przestać się tym wszystkim tak przejmować. Mam wrażenie, że do końca życia już tak będzie. Oni mnie zostawią z tym moim jednym marzeniem o normalnej, najnormalniejszej na świecie rodzinie, jaką większość ludzi ma. Nie chcę się użalać, wymądrzać, ani tego roztrząsać (co i tak już zrobiłam). Chcę tylko pokazać, że coś, co dla jednych jest normalne, dla innych jest abstrakcją. Chociaż mam parę takich rodzinnych wspomnień sprzed jakichś ośmiu, dziesięciu lat. To teraz wydaje mi się takie absurdalne. Nie wierzę w to, że coś takiego mogło mieć miejsce naprawdę… 

Większość z Was pisała we wrześniu, że to przejściowe, że będzie dobrze. Że to nie jest przejściowe, to już chyba widzicie. Czy będzie dobrze? Zapytajcie moich rodziców. Jestem od nich totalnie uzależniona i nie wiem, czy da się z tym cokolwiek zrobić. 

Mam nadzieję, że wciąż macie mnie za… normalną? Dochodzi pierwsza, na pocieszenie poczytam Pottera.

57 komentarzy:

  1. Współczuję Ci ogromnie. Trzymaj się, ale pamiętaj - każdy ma jakieś problemy i choć tego na co dzień nie widać, włosy stają dęba, kiedy się słucha. Nie jesteś sama. Kiedy mama wyjdzie to z kim będziesz mieszkać? Z tatą? Z dziadkami? Rób swoje, ucz się, problemy będą i nie masz na to wpływu, ale za niedługo będziesz mogła się wyrwać. Nie bój się o tym mówić, ale tylko odpowiednim osobom. Pamiętaj, że są ludzie, dla których jesteś ważna.
    Pozdrawiam i trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dziadkami, o ile naprawdę wyjedzie, a sądzę, że raczej tego chce.
      Dzięki :*

      Usuń
    2. Będzie dobrze :) Chodź tak się nie wydaje, to mówię Ci - wszystko się ułoży :D

      Usuń
  2. Nie wiem, co mogę powiedzieć, bo mnie... zatkało, więc przesyłam Ci mega przytulenie i mega całusa. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że mnie też czasami zatyka. Dzięki!

      Usuń
    2. Kurcze, dasz radę, masz nas, wiec nie ma bata!

      Usuń
    3. No wiem, tu zawsze jest tak ciepło. :) A potem wyłączam komputer i nagle... BUM, zderzenie z rzeczywistością.

      Usuń
    4. To miej nas w główce, a będzie Ci raźniej :)

      Usuń
    5. Tak właśnie robię :)

      Usuń
    6. :D

      w miarę czasu wszystko się jakoś ułoży :)

      Usuń
    7. Za jakieś dziesięć lat? ;)

      Usuń
    8. nie wybiegałabym aż tak w przyszłość :D

      Usuń
    9. To się nazywa optymizm :')

      Usuń
    10. Ah, okej, niech będzie optymizm :D

      Usuń
  3. Wiesz, mam przyjaciółkę, która ma podobnie. Tylko, że u niej jest tak trochę ... gorzej. Ale dobra. Może i jest to głupie, ale kiedyś powiedziała mi, że musi się trzymać, aby pokazać im, że ona nie będzie jak oni. I póściła mi piosenkę Kelly Clarkson "Because of you", powiem Ci, że chyba świetna do Twojej sytuacji. Poza tym z pewnością kiedyś będzie dobrze - problemy są, ale tylko po to, żebyś wiedziała kto jest godny miejsca w Twoim sercu,
    Trzymam kciuki, żeby Ci się ułożyło. I ślę tulasa grudniowego, tak na pocieszenie ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest. Od wieków powtarzam sobie, że nie będę taka, jak oni i modlę się, żeby moje życie było już tylko lepsze pod tym względem.
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Na pewno będzie! W końcu nauczona doświadczeniem nie będziesz się staczała. Powinnaś w to wierzyć. Takich przypadków jest wiele, ale kiedy wszystko się tak nagle "wali" to trzeba w tym odnaleźć siłę. Wiem, że mogę sobie tak gadać, ale wiesz, każdy z nas ma swoje sekrety i tajemnice, które go uczą - w Twoim przypadku Twoje ówczesne życie nauczy Cię pewnie być silną w przyszłości.

      Usuń
    3. Dlatego wydaje mi się, że nigdy nie wyluzuję, tylko cały czas będę przewrażliwiona. Może to i lepiej, nie wiem.

      Usuń
    4. Może. Może i lepiej. A może lepiej będzie, kiedy już będziesz dorosła ... zapomnieć, wybaczyć?

      Usuń
    5. No nie wiem. Naprawdę jestem mistrzynią w rozpamiętywaniu tego, co było. Co do wybaczenia - żeby wybaczyć, to chyba najpierw ta druga osoba musi czegoś żałować, no nie? Moi rodzice chyba niespecjalnie czegokolwiek żałują. A może żałują, tylko nie chcą tego roztrząsać na nowo.

      Usuń
  4. O Twojej sytuacji z mamą trochę wiedziałam, ale że ... aborcja? Do tej pory z takimi sytuacjami spotykałam się w książkach i filmach na etyce.
    Ważne, byś sobie nie miała nic do zarzucenia. Niestety, ale prawda jest taka, ze Ty i ja już za parę tygodni zostaniemy ‘rocznikowo‘ dorosłe i coraz więcej bedzmy musialy być zdane tylko na siebie.
    I tak dobrze, że masz dziadków. Wiem, że normalna rodzina jest najlepszą opcją, ale gdyby ktoś z zewnątrz się o tym dowiedział... Aż strach się bać :)
    A mówiłaśkiedyś rodzicom co tak naprawdę do nich czujesz?
    Trzymaj się, kochana, jest ciężko, ale ja wierzę, że w końcu los wynagrodzi Ci wszelkie niewygody :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że ja też? Ale już trochę przyzwyczaiłam się do tego, że moje życie jest trochę, jak jakiś dramat.
      Wiem i to mnie przeraża. Właściwie, to jutro już będę mogła powiedzieć, że za równe 5 miesięcy będę dorosła. :o
      Tak, za dziadków jestem naprawdę bardzo wdzięczna, bo zawsze ze mną są i nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.
      Nie wiem, co by było, gdyby ktoś serio się o tym wszystkim dowiedział. Moi znajomi pewnie uznaliby to za jakiś chory wymysł.
      Nie, nie mówiłam. To znaczy, co do faceta mojej mamy, to ona wie, że go nie lubię i poniekąd nie akceptuję. Przyjeżdża do nas stosunkowo rzadko, ale jak już u nas jest, to mówię tylko 'dzień dobry' (o ile w ogóle!) i nie ruszam się z pokoju. Ale moja mama nic sobie z tego nie robi. Już przerabiałyśmy to równy rok temu. Powiedziała, że nie mam co stroić fochów, bo to się już nie zmieni i muszę to zaakceptować. Tata? Nawet nie mam z nim jak porozmawiać, mamy beznadziejny kontakt. On uważa, że przy wszystkich naszych obecnych problemach powinnam się skupić na nauce, bo to jest najważniejsze i niczym się nie przejmować.
      Dziękuję. :*

      Usuń
  5. W tym momencie czuję się podle. Narzekam, momentami nie cierpię sytuacji jaką mam w domu, mimo wszystko zdając sobie sprawy, że niektórzy marzą o tym co ja mam. Teraz mam na to kolejny dowód. Nawet nie mogę powiedzieć że współczuję, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Owszem - bardzo niedawno była opcja rozwodu między rodzicami, ale razem poszli do psychologa, powiedzieli sobie wszystko i już jest okej. Pogodzili się na szczęście i wszystko wróciła do normy. Jednak u Ciebie ... Boże, czuję się strasznie. Zastanawiałam się, czy wtedy we wrześniu nie napisać do Ciebie faktycznie na e-maila i nie porozmawiać. W sumie nie wiem czemu nie napisałam, zbierałam się do tego kilka razy. Wyszło jak wyszło, a teraz się czuję ... no podle, po prostu podle.

    Jednak wierzę w coś takiego, że mimo początkowego cierpienia każdego spotka odrobina szczęścia. Ciebie też spotka. Dzięki takim przeżyciom będziesz mogła pokazać że jesteś inna niż rodzice. Jest to zły sposób na naukę życia, ale dzięki temu masz wzorzec, czego nie zrobić nigdy swoim dzieciom.

    Mam szczerą nadzieję, ze będzie dobrze. Albo na tyle dobrze, by móc normalnie funkcjonować i żyć.

    Przesyłam uściski, bo chociaż tyle mogę zrobić. :3
    Natalia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też narzekam, chociaż wiem, że inni też mają gorzej... ale to naprawdę ciężko jest sobie uświadomić, dopóki nie zobaczy się czegoś na własne oczy, wtedy to dopiero dociera.
      Hej, nie przejmuj się tym tak! :) Racja, we wrześniu naprawdę czułam się, jak jakaś psychiczna, zastanawiałam się nawet, czy nie iść z tym do szkolnego pedagoga, ale popisałam z paroma osobami, no i mimo wszystko było trochę lepiej.
      A tak poza tym to cieszę się, że z Twoimi rodzicami już okej. Trzeba umieć doceniać swoją rodzinę... zawsze jest mi trochę głupio, jak patrzę na takie normalne rodziny, bo moja to nigdy za normalna nie była (no wiesz, chociażby dlatego, że mój tata nie jest Polakiem, co dla wszystkich jest takie WOW-omfg, a nie zdają sobie sprawy z tego, jak jest na serio).

      Zakładając, że te dzieci w ogóle kiedyś będę miała, bo od dawna żyję w przekonaniu, że lepiej nie mieć dzieci, niż nieświadomie robić im krzywdę.

      Dzięki. :)

      Usuń
  6. Trzymaj się mała, to najważniejsze, żebyś była silna :* Trochę wiem jak Ci ciężko, ale tylko trochę, bo u mnie jest sytuacja w ten deseń.. o której też nikt nie wie, bo wstyd mi tego, ogromnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też wstyd, ale czasami już nie można niczego ukrywać, bo czuje się na sobie ciężar tej sytuacji. Więc po tych ponad czterech latach prowadzenia tego bloga stwierdziłam, że muszę jakoś to wszystko ogarnąć i się tym z Wami podzielić, żebyście mieli świadomość, kim w ogóle jestem. Fajnie jest udawać na co dzień kogoś, kim chyba nie do końca się jest, ale gorzej jest spojrzeć na siebie, kiedy jest się już bez tych wszystkich ludzi, którzy patrzą na ciebie, jak na kogoś, kogo myślą, że znają.

      Usuń
    2. Wiem co czujesz. Ja też raz o tym pisałam, jeszcze na onecie, ale nie umiem już. Brakuje mi słów gdy zaczynam, a gdy jestem sama słów jest zbyt wiele, by pomieścić je w głowie.
      Przynajmniej jak sie otworzysz to twe serduszko będzie bardziej uradowane, bo lżejsze (:

      Usuń
    3. Ja często pisałam różne posty na ten temat, ale zazwyczaj ich nie publikowałam, bo dochodziłam do wniosku, że brzmią po prostu idiotycznie.

      Usuń
  7. Napisałaś, że kochasz i mamę i tatę. Podziwiam, ja kocham tylko mamę i nie potrafię zmusić się do miłości, a Ty masz wielkie serce.
    Nie chciałbyś zamieszkać z ojcem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nie mam wielkiego serca, naprawdę. :) To jest tak, że przez większość czasu myślę sobie, że ich nienawidzę, a dopiero później uświadamiam sobie, że ich kocham. To takie głupie.
      Nie sądzę, żeby taka opcja w ogóle wchodziła w grę. Po pierwsze, ja sama chyba bym nie chciała, nie przyzwyczaiłabym się, musiałabym się obracać wśród kompletnie innych ludzi ode mnie i całej wietnamskiej społeczności, a to byłoby dla mnie trochę dziwne i niezręczne. Poza tym sam mój tata nigdy mi tego nie proponował, jakby najoczywistszą rzeczą na świecie było to, że mieszkam tutaj. W domu, w którym mieszkam od urodzenia.

      Usuń
  8. Kurczę, nie wiedziałam, że masz w rodzinie takie problemy. Domyślam się, że jest Ci ciężko i wstydzisz się za tę sytuację, ale musisz być silna i jakoś sobie z tym poradzić, smutki nic nie dadzą. Może ten psycholog to jest dobry pomysł?
    Dobrze, że wyrzuciłaś z siebie to, co Cię boli, teraz będzie Ci lżej. Trzymaj się! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to nie wiem. Nie sądzę, żeby moim rodzicom w ogóle przyszło do głowy, że mogłabym go potrzebować. Poza tym skoro ja i tak cały czas trzymam się tych problemów (a one mnie), to nie wiem, czy da się z tym coś zrobić...
      No, czasami tak jest najlepiej :)

      Usuń
  9. Co cię nie zabije to cię wzmocni. Moi rodzice się rozwiedli jak miałam 3/4 lata, więc tego nie pamiętam, mam dosłownie kilka wspomnień i przebłysków. Mogę ci chyba tylko współczuć, że przeżywasz to teraz, że jesteś w pełni świadoma co się dzieje. Sytuacja jest faktycznie nieciekawa, więc będę bardzo mocno trzymać kciuki byś miała siłę, żeby jakoś przez to wszystko przejść. Rób swoje i uważaj, by nie popełnić podobnych błędów. I pamiętaj, że masz nas! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem. Pamiętam, jak już kiedyś o tym rozmawiałyśmy. Właściwie, to chyba w żadnym wieku nie da się tego jakoś dobrze znieść.
      Dzięki. :*

      Usuń
    2. Nie da się, bo to nie tak powinno wyglądać. Zawsze będzie się odczuwało różnice, brak uczucia, obecności czy wsparcia ze strony tych, od których powinniśmy je otrzymać. Niestety nie zawsze jest pięknie i kolorowo, ale wierzę, że nic nie dzieje się bez powodu, że z jakiejś przyczyny musiało mnie to spotkać ;) I że w pewnym sensie mnie to wzmocniło.

      Usuń
    3. Właściwie, to już coraz częściej u wszystkich jest tak, jak być nie powinno.
      Wzmocniło na pewno, to chyba jedyny plus. :)

      Usuń
    4. I właśnie to jest słabe. Lata temu piękne było to jak ludzie wiązali się ze sobą na całe życie. I byli szczęśliwi. I klaps w tyłek nie był niczym złym. Generalnie było jakoś inaczej i mam wrażenie, że nie idziemy w dobrą stronę jako ogół.

      Usuń
    5. Aż strach pomyśleć, co będzie za parę lat.

      Usuń
    6. No bez kitu. Z jednej strony chciałabym kiedyś mieć dziecko, z drugiej zastanawiam się czy to aby dobry pomysł :D

      Usuń
  10. Zawsze bolą mnie takie sytuacje, gdzie słyszę, że rodzice po rozwodzie chcą zostawić swoje dzieci, bo nagle znaleźli sobie jakiegoś nowego partnera i dzieci są im jakby niepotrzebne :( Przecież skoro zdecydowali się te kilkanaście lat temu mieć dzieci, to powinni je najpierw odchować, a zająć się swoimi zachciankami, dopiero jak dzieci się usamodzielnią. Przynajmniej mi się tak wydaje, ale nie wszyscy mogą się z tym zgodzić.
    Tymczasem mocno Cię przytulam i przypominam, że my tu jesteśmy dla Ciebie, więc... :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak powinno być, jak piszesz. Jestem tego samego zdania, ale to tylko nasze zdanie, niestety.
      Dzięki. :*

      Usuń
  11. Dobrze, że to wszystko z siebie wyrzuciłaś, to naprawdę pomaga. Trzymaj się, nie załamuj i pamiętaj, że jesteś cudowną osobą, to co się stało nie jest twoją winą i nie jesteś za to odpowiedzialna. Pamiętaj, że masz nas ;*
    A psycholog to dobry pomysł, ja chodzę i od tego czasu jest mi o wiele lżej!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jesteś normalna w swych problemach. Brak problemów jest nienormalnym.

    Poza tym, nie ważne co tam chowasz w duszy, ważne kim jesteś. Ja chowam też parę rzeczy w duszy. Świadomie i nieświadomie. Są rzeczy których nigdy chyba nikomu nie powiem. Ale czy powiesz, że jestem nienormalny? No dobra, ja tak, ale ja muszę taki być :P

    Moją normalnością jest bycie wyjątkowym.

    Twoją normalnością jest to, że jesteś jaka jesteś. Dopóki nie kłamiesz, wszystko jest normalne, bo jest ludzkie, Twoje, Husiowate.

    Trzymaj się kochana, pozdrowionka i całusy od rozumo-zgredka.

    Twój UwG i rozumo-zgredek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwila, powiedziałeś, że jesteś nienormalny? (jestem chora i nie kontaktuję)

      Racja, jestem, jaka jestem. Kłamanie w tej notce byłoby co najmniej głupie. To znaczy, ogólnie to mam czasami skłonności do wyolbrzymiania swoich problemów, ale tutaj to niektóre chyba nawet zmniejszyłam.

      Oj, napisałeś 'husiowate' dużą literą.

      Ojej, rozumo-zgredek to fajne połączenie! Dużo lepsze od rozumo-Łukasza Lewandowskiego :D

      Usuń
    2. Tak, jestem nienormalny. Ale ja to nazywam wyjątkowością :P
      Bo widziałaś kiedyś faceta, który obrazi się za propozycję seksu? Albo który twierdzi, że jest abstynentem, po czym na imprezie wypija sam 0.7 czystej (plus drinki) i dalej stoi prosto?

      To nie zmniejszaj. Najwyżej nie mów. Ja też nie mówię o wszystkim. A są rzeczy o których nikt nigdy się nie dowie.

      Bo to nazwa własna ma być. Jak Grudzień.

      Lepiej brzmi po prostu :P

      Usuń
  13. Hmm, w takich sytuacjach żadne słowa nie wydają się dobre. Każdy ma jakiś problem z rodziną, ja również, chyba mogę powiedzieć, że Ci współczuję i w jakimś, mimo wszystko jednak niewielkim stopniu Cię rozumiem. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z rodzicami zawsze są jakieś spiny,czasem mniejsze, a czasem naprawdę poważne. Mówię z własnego doświadczenia - może rodzicie mnie nie olewają, ale totalnie olewają siebie nawzajem (rozwód?)... moja rada: trzymać się z daleka, uciekać jak najdalej od myślenia o tym, o takich problemach, nie przejmować się ich zachowaniem, jakoś to znieść, a potem... papa domku.

    OdpowiedzUsuń
  15. Istnieją rzeczy, które są totalnie niezależne od nas, na przykład, miłość do rodziców. To normalne, że się o nich martwisz, w końcu to najbliższe ci osoby.
    Nie wiem co ci powiedzieć. Po prostu czuję, że czego bym nie napisała, to zabrzmi... głupio.
    Huś, trzymam za ciebie kciuki. Wierzę, że jesteś silną i dzielną dziewczyną, i dasz sobie z tym wszystkim radę!

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety są takie sprawy, na które nie mamy wpływu. Uważam, że to okropnie niesprawiedliwe, że życie tak Cię skrzywdziło. Nikt nie powinien tak cierpieć.
    Nie mam pojęcia co Ci napisać... Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak się czujesz. Ale na pewno będzie w końcu dobrze. Musi być.
    Trzymam za Ciebie kciuki i trzymaj się Kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo szkoda, że nie mamy wpływu, ale są przecież gorsze niesprawiedliwości.
      Dzięki. :*

      Usuń
  17. Niesamowicie przykre to co napisałaś. Chciałabym Cię bardzo mocno przytulić i powiedzieć, że podziwiam Cię za to, że jesteś tak mocno zdeterminowana, by nie być tacy jak oni. Jasne, oni strasznie zdeterminowali Twoje życie, ale czuję, że jest w Tobie siła, by żyć inaczej. Trzymam mocno kciuki, żeby na studiach się coś zmieniło - żebyś wyjechała z rodzinnego domu i stosunkowo bardziej się od nich uniezależniła.
    Pięknie napisałaś, że ich kochasz, bo kochać ich trzeba - dzięki nim żyjesz.
    To przerażające jak dorośli ludzi są nieodpowiedzialni, to przerażające gdy widzę, że osoby, które znam postępują tak strasznie.
    Nie wyobrażam sobie, żeby moja mama popełniła aborcję - w takich sytuacjach nie ma dla mnie żadnego usprawiedliwienia dla Twojej mamy. Może nie powinnam tego pisać, bo to jednak Twoja Mama, ale mimo wszystko, czuję, że to trzeba potępić. Tego nie można tak po prostu zapomnieć.
    Ta ogólna nieodpowiedzialność jest straszna.
    Naprawdę podziwiam Cię, że mimo wszystko jest w Tobie nadzieja, że będziesz lepsza :*.
    Mam po Twojej notce tak wiele myśli, taki mętlik - chciałabym z Tobą porozmawiać, tak na żywo, chciałabym Ci powiedzieć wszystko co we mnie siedzi.
    Tymczasem trzymam za Ciebie mocno kciuki, żeby przyszłe życie okazało się dla Ciebie łaskawsze :*.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od trzeciej klasy podstawówki powtarzam sobie, że taka nie będę i mam nadzieję, że rzeczywiście tak będzie i będę inna. Z tą siłą to bywa naprawdę różnie, mam takie cholerne wahania nastrojów i nastawienia do tego wszystkiego, że czasami sama tego nie pojmuję.
      I teraz napiszę coś bardzo głupiego - jak się dowiedziałam, że moja mama jest w ciąży (przypadkiem zresztą), to już wtedy poniekąd nienawidziłam tego dziecka. To znaczy... chodzi o to, że ja tego faceta po prostu nie trawię, mam wrażenie, że większość tych złych rzeczy to przez niego i gdyby on się w naszym życiu nie pojawił, to wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Na początku było tak, że moja mama sama nie wiedziała, czy jest w ciąży. Więc ja się modliłam, żeby rzeczywiście nie była. Wiem, że dziecko nie jest niczemu winne, ale mnie też wtedy przeszła przez myśl aborcja, tylko wydawało mi się to bardzo nierealne, bo nie sądziłam, że to naprawdę może się zdarzyć. No ale się zdarzyło i wiem, że to trzeba tępić. Może na co dzień tego nie widać, żeby moja mama w jakikolwiek sposób się tym przejmowała, ale się przejmuje... Czasami mówi, że ma wstręt do siebie, że wstyd jej za to wszystko i tak dalej, no a ja... no co ja mam zrobić. Wiem, że źle zrobiła, a mimo wszystko i tak nie jestem w stanie się od niej odwrócić.
      Dzięki, to dużo dla mnie znaczy, naprawdę :) Jakbyś chciała ze mną pogadać, to zawsze możesz napisać na maila czy coś.

      Usuń
    2. Odwrócić się od niej na pewno nie możesz. Ona na pewno Cię kocha i to byłby nóż w jej serce, gdybyś to zrobiła - jest w toksycznym związku i nie umie się z tego wyrwać.
      To nie jest głupie to co napisałaś! To tylko pokazuje jak człowiek jest bardzo złożony i że problemy są złożone jeszcze bardziej, choć przerażające jest to co się stało. To, że aborcja przeszła Ci przez myśl, to nic złego, bo pewnie pojawiłaby się w umyśle każdego człowieka.
      Naprawdę podziwiam Cię, że w tym wszystkim nadal szukasz jakiegoś dobrego wyjścia. Wspaniałe jest to Twoje uczucie do Rodziców, myślę, że kiedyś, w przyszłości stworzysz wspaniałą Rodzinę, choć wiem, że teraz brzmi to dla Ciebie bardzo nierealne ;*

      Usuń
    3. Wiem, ale kiedyś miałam takie głupie myśli typu "zostawię ich wszystkich, wyjadę i nigdy nie wrócę", bo wydawało mi się, że może wtedy coś w końcu poprzestawiałoby się w ich głowach na właściwe miejsca, ale nie. To chyba nie w moim stylu.
      A szukam dobrego wyjścia? Mnie się wydaje, że moje nastawienie poniekąd jest złe, bo niby wiem, że trzeba doceniać wszystko, co się ma i niby wierzyć w to, że to wszystko jest 'dla większego dobra', a ja i tak ciągle gadam swoje i jestem w stanie tylko bardziej się tym dobijać i wszystko roztrząsać.
      Ojej, to o rodzinie trochę mnie rozbawiło, wybacz. Wróżę sobie przyszłość starej panny z psem :D

      Usuń
    4. Pomyślałam, że Cię rozbawi, ale myślę, że gdyby trafił Ci się jakiś fajny chłopak to taka by właśnie była Twoja rodzina - pełna miłości :). Choć jasne, że to tylko moje dywagacje.
      Może i nastawienie jest złe, może nie jesteś zbyt, hmm, bezwzględna w stosunku do tego co się dzieje, ale to wynika z tego, że bardzo Ich kochasz i nie chcesz zranić. Więc może to i poniekąd źle, ale i poniekąd dobrze. Na pewno zrobiłaś milowy krok, bo w końcu o tym komuś powiedziałaś/napisałaś - różni ludzi czytają blogi, dlatego kto wie czy akurat nie przeczyta tego jakaś 'odpowiednia' osoba, która w jakiś sposób Ci pomoże. To ważne, że roztrząsasz, bo po pierwsze pokazuje, że Ci zależy, a po drugie może pomoże Ci się z tego oczyścić.
      No ucieczka to na pewno nie jest dobra droga, bo ona nic nie zmieni. Ciężko mi cokolwiek radzić, ale myślę, że zostając sobą, będąc wierna poglądom, które wyznajesz Ty, pokazujesz Rodzicom, że nie zgadzasz się z ich postępowaniem, ale ich szanujesz. Myślę, że kiedyś to ZROZUMIEJĄ i zobaczą jak bardzo dużo krzywdy Ci wyrządzili.

      Usuń
    5. ghh, poza tym strasznie przepraszam Cię, że ich tak negatywnie oceniam :(. Mam straszną manierę moralizowania innych.
      Przepraszam, bo nie powinnam :(

      Usuń