piątek, 26 października 2012

Siedem faktów o mnie

A więc i ja doznałam tego zaszczytu, jakim jest nominacja do czegoś-tam. ;) Dzięki Fox, UwG i Puszce kolejno. To już jakiś pretekst, żeby nie siedzieć nad książkami. (Tak, siedzę nad książkami w piątek, bo idę jutro do szkoły, żeby mieć wolne 2 listopada, tragedia). 


Zasady nominacji: 

- należy nominować 15 blogów do wyróżnienia, 
- poinformować wybrańców o wyróżnieniu, 
- zdradzić 7 faktów o sobie, 
- podziękować za nominację, 
- zawiesić nagrodę na swoim blogu, 



No to zaczynamy, to będzie najdłuższy post w całej mojej karierze blogowej. 

1. Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego… tak, jestem bardzo przewidywalna i tak, wyrzuty sumienia dręczyłyby mnie do końca życia, gdybym nie wspomniała o mojej obsesji, jaką jest Harry Potter, o którym to w moich postach wspomniałam już pewnie z 9123871829471298 razy i który – chyba nie przesadzę – pewnym sensie jest całym moim życiem i całym moim światem, przez co czuję się, jak wieczny dzieciak. Każdą rzecz z naszego świata jestem w stanie skrytykować tylko dlatego, że oni w świecie magii mieli coś lepszego, czemu nigdy nie będziemy w stanie dorównać. Kiedy w szkole pada słowo „czarownica” albo „magia”, czy też „latająca miotła”, to wszyscy patrzą rzecz jasna, na mnie. ;) 


2. Uwielbiam wszelkiego rodzaju bajki, kreskówki i seriale. Aparatka, 6 w pracy, Lizzie McGuire, Radiostacja Roscoe, Degrassi, Ruby Gloom, Jakub Jakub, czyli moje dzieciństwo ze stacją MiniMax/Zig Zap i miliony godzin spędzonych przed telewizorem razem z Pseudo. Pamiętam głupie cytaty Jude’a (mojego męża, dorównującego mi inteligencją) z 6 w pracy i zdaje się, że fragmenty jego mów umiem nawet na pamięć (dzień chorobowego to fundamentalne prawo każdej kobiety, mężczyzny i dziecka!). Pamiętam słowa jedzącego kanapkę Millera z Kliniki pod Kangurem (mmm, czy to mięso?) i sposób, w jaki mama Raya z Radiostacji Roscoe wołała go na obiad. O, i jak Ray pocałował Lily. I pamiętam, jak pędziłam z zerówki, żeby zdążyć na powtórkę Aparatki i jak w 26 odcinku drugiej serii Sharon znów była z Aldenem, co widziałam chyba z kilkanaście razy – to były prawdopodobnie najbardziej emocjonujące chwile mojego kilkuletniego wówczas życia. I niestety, wcale nie kocham Króla Lwa. Ja nawet nie płaczę na Królu Lwie (mam nadzieję, że mnie za to nie zjecie). Płaczę za to na Pinokiu. A już absolutnie kocham Alicję w Krainie Czarów. Znam też na pamięć całą Królewnę Śnieżkę, ale nawet jej nie lubię, bo uważam, że jest egoistką, która pojechała gdzieś z księciem na białym koniu, a biedne krasnoludki zostały same (uświadomiłam sobie to dopiero, gdy oglądałam tę bajkę jakieś dwa lata temu). W każdym razie - kocham bajki Disneya.


3. Jestem pół Wietnamką, więc ryż serwowany na śniadanie, obiad i kolację (nie, nie jem psów i kotów), obrazy i figurki Buddy w całym domu, ołtarzyk z palącymi się kadzidełkami dla zmarłego dziadka, Sylwester i Dzień dziecka dwa razy w roku, ciągłe powtarzanie „nie, nie mówię po wietnamsku” oraz jak poprawnie wymawia się moje nazwisko, no i sprawdzanie, czy przytyłam poprzez przymierzanie áo dài, nie są dla mnie niczym dziwnym. Nazywanie mnie żółtkiem, skośnooką (wypraszam sobie, wyglądam całkiem polsko i nawet nie mam skośnych oczu!) albo Chinką dawno przestało być… zaraz, nie. To nigdy nie było zabawne i zawsze mnie irytowało, aczkolwiek do wszystkich możliwych pytań już się przyzwyczaiłam. 



4. Mam manię zbieractwa różnych rzeczy, co prawdopodobnie wynika z tego, że łatwo się przywiązuję. Tak, nawet do głupiej figurki jednorożca z jajka niespodzianki, którą podarowała mi Pseudo. Mam specjalną kapsułę czasu, do której wrzucam wszystkie rzeczy o szczególnej wartości sentymentalnej, wśród których znajdują się między innymi zdjęcia z moich ósmych urodzin, na których wszyscy są szczerbaci, listy, które przez rok wysyłałyśmy (a właściwie, to dawałyśmy) sobie z Pseudo, milion pięćset sto dziewięćset ulotek kinowych przedstawiających Dracona Malfoya (mojego męża numer dwa), nieudolnie uszyty przeze mnie wielkanocny kurczak, pudełko po obrzydliwej czekoladzie przywiezionej przez Pseudo z Wietnamu, kalendarz Witch (tak, uwielbiam Witch!) z zerówki, kawałek kredy, którą kiedyś oberwałam w głowę, resztki różowego materiału, z którego uszyłam Pseudo pluszaka na Gwiazdkę dwa lata temu (mam nadzieję, że niektórzy z Was to pamiętają :D)… podsumowując, znajduje się tam wszystko, co związane ze mną, Pseudo, mijającym czasem i tymi siedemnastoma latami, które mamy już za sobą.


5. Jestem absolwentką PSM I stopnia w klasie klarnetu. Uwielbiam klarnet i uwielbiam ludzi na czymś grających, a zwłaszcza chłopaków i to niekoniecznie klarnecistów. Zresztą nieważne, czy chłopak gra na pianinie, trąbce, wiolonczeli, oboju, akordeonie, skrzypcach albo gitarze – prawdopodobnie wielbię go za sam fakt, że gra (no i jak gra). Chociaż są wyjątki, ale to przemilczę (prawdopodobnie granie z jednego pulpitu z nadpobudliwym dwunastolatkiem albo przemądrzałym dwudziestopięciolatkiem mi nie służy).


6. Mam straszne łaskotki! I to nawet na odległość. Postanowiłam się tym faktem z Wami podzielić, bo założyłam, że nigdy nie spotkamy się na żywo. Normalnie nikomu o tym nie mówię, bo wszyscy chcą to sprawdzić, co jest dla mnie naprawdę, naprawdę straszne. Zazwyczaj nikomu nie pozwalam się nawet dotknąć, a już cholernie nienawidzę, kiedy ktoś dźga mnie w żebra! Niestety, w tym tygodniu się to wydało i coraz częściej jestem zmuszona przyjmować moją pozycję bezpieczną, która wygląda mniej więcej tak, że wijąc się ze śmiechu, panikując i krzycząc na kogoś, zwijam się w kulkę gdzieś pod ścianą. I tak, to wygląda bardzo głupio. 



7. Uwielbiam psy – małe, duże, wszystkie (aczkolwiek bardziej podobają mi się te większe), a już najbardziej jednego takiego, który właśnie teraz poszczekuje, biegając po ogrodzie. Oto Hektor (tłumaczę wszystkim, że to na cześć Hektora z Illiady i kompozytora Hectora Berlioza jednocześnie, ale tak naprawdę, to babcia wymyśliła to imię, bo wszystkie moje propozycje były odrzucane jedna po drugiej), uroczy, prawda? :) 
To zdjęcie jest dosyć stare, a właściwie bardzo stare. Teraz nie wygląda aż tak przyjaźnie, bo całkiem niezły z niego bydlak i w dodatku jest zdecydowanie zbyt energiczny. ;)


Powiedzcie, że jeszcze nie zanudziłam Was na śmierć. Do zabawy zapraszam Natalię, Askadasunę, Amarantę i Phanny. Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie, dziewczyny. :)
Życzcie mi miłej soboty w szkole, może uda mi się jakoś zwiać z fizyki!

150 komentarzy:

  1. Świetna lista i sporo rzeczy się zgadza ze mną :D
    W ogóle ciekawe wpisy. Gdybyś była zainteesowana to dodałam cię do swojej listy stron, żeby wpadać na twojego bloga jeszcze ;)
    cala-w-trawie.blogspot.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam, że jesteś pół Wietnamką, zaskoczyłaś mnie tym szczerze mówiąc :) co do manii zbieractwa - może u mnie nie jest to aż tak zaawansowane, ale mam w domu sporo rzeczy, których nie potrafię wyrzucić ze względu na ogromny sentyment. Skoro lubisz grających, to czy mnie - amatorsko grającą na keyboardzie - też polubisz? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, nigdy o tym jakoś nie wspominałam.
      W muzycznej mówi się, że keyboard to nie instrument (i te słowa nauczyciela 'jak nie chce ci się grać, to idź grać na keyboardzie' :D), no ale tak ^^

      Usuń
    2. Gdyby było mnie stać na pianino/fortepian to uwierz, że nie zdecydowałabym się na keyboard :P

      Usuń
    3. Fajnie byłoby mieć w domu pianino. Ale gorsze od nieposiadania pianina jest świadomość, że nie umie się grać, a ja coś o tym wiem :D W muzycznej zawsze można sobie wziąć klucz do wolnej sali, a w każdej sali jest pianino, więc czasami nieźle brzdękoliłam z różnymi ludźmi :D

      Usuń
    4. No właśnie, z tym graniem to mam problem, bo uczę się sama, bez pomocy fachowców i idzie mi to dość opornie :P Mimo to staram się myślec pozytywnie :)

      Usuń
  3. 1., 2., 4., 6., 7. - jakbym czytała o sobie. Uwielbiam "6 w pracy" i całą resztę. Myślałam, że minie z wiekiem, ale widać sentyment robi swoje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teeeeż <3 Zdaje się, że nawet płakałam, jak Nikki wyjechała.

      Usuń
    2. A ja kiedy ryba Jude'a odeszła ^^ Goddamit, teraz muszę sobie włączyć chociaż odcineczek... Mam nadzieję, że mnie nikt nie przyłapie, bo zabiją mnie śmiechem.

      Usuń
    3. Jude w ogóle jest taki pocieszny, uwielbiam go! A potem jak Rybka umarła, to jeździł z kamieniem na desce.. :<
      Na cześć Rybki Jude'a Pseudo też kupiła Rybkę, ale zdechła równie szybko. I dwie kolejne też.. ;)

      Usuń
    4. Ja do dziś znam na pamięć mowę "pogrzebową" (toaletową?^^) - "Rybka była dobrym kumplem i w ogóle fajnym ziomalem" :D

      Usuń
    5. ZIOMAL, uwielbiam to słowo, hahahah :D 'czołem, zioooom' :D

      Usuń
  4. Ja też wszystko kolekcjonuję, pocztówki, opakowania po perfumach , listy, zaproszenia, kartki z życzeniami, wszelkie bilety wstępu, plany wycieczek, etc. Mam cała karton tego :D
    A co do łaskotek... Jak tylko chłopaki w klasie odkryli, że parę dziewczyn w klasie ma łaskotki, to nie dawali nam spokoju. Tu dźgnęli w żebra, tu połaskotali w szyję i tak bez przerwy. Bo to niby jest śmieszne -,-. Dla mnie okropne, a nie śmieszne, no ale ok.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, znam ten ból. Pamiętam, jak raz w gimnazjum leżałam w łazience przez całą przerwę, bo jedna koleżanka się na mnie uwzięła XD

      Usuń
  5. Też kocham wszelki bajki i bajkowe seriale, mimo moich 22 lat na karku ;) A "Aparatka", "6 w pracy" czy "Lizzie..." to już w ogóle. Kiedyś to były fajne bajki w tv, a teraz?
    Wątki większości punktów gdzieś kiedyś w mniejszym lub większym stopniu przejawiały się w twoich postach, ale... jak to jesteś pół Wietnamką? To znaczy - nigdy bym o tym nie pomyślała, skoro mówisz, ze nic Cię "nie zdradza" :)

    OK, OK, kiedyś napiszę te siedem faktów o mnie, tylko daj mi czas, żebym się nad tym zastanowiła, bo nie jestem jakąś super ciekawą osobą, a o wielu rzeczach można się dowiedzieć czytając po prostu moje posty :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajnie! Muszę sobie zrobić jakiś maraton z tymi starymi kreskówkami. :)
      Zdaje się, że kiedyś dawno temu, jeszcze na początku bloga o tym wspominałam, ale pewnie jeszcze wtedy nie czytałaś. A potem jakoś nie było okazji, żeby o tym wspomnieć. Zresztą po co :D I rzeczywiście, nic mnie nie zdradza. Gdyby nie nazwisko, to pewnie nikt by nawet nie pomyślał, że mogę być jakąś mieszanką krwi, chociaż niektórzy coś tam dostrzegają w moim wyglądzie, ale ja nie bardzo.

      Skoro ja coś wymyśliłam, to Ty też dasz radę. ^^

      Usuń
    2. Chyba jeszcze Cię wtedy nie znałam, bo na pewno bym zapamiętała taką ciekawostkę :D Trzeba by to próbować na osobach, które nie wiedzą o Twoim pochodzeniu, bo jeśli już ktoś wie, to może się zasugerować i znaleźć coś w niczym :)

      Już mam pewną wizję pięciu faktów, więc może jednak nie będzie tak źle, jak myślałam na początku xD

      Usuń
    3. To nawet lepiej, że mnie wtedy jeszcze nie znałaś, bo czasami mi wstyd za te moje pierwsze wpisy :D
      Wczoraj akurat dowiedziałam się, że wyglądam trochę, jak Azjatka, ale to akurat powiedziały dziewczyny z mojej klasy. Mama i tak się upiera, że wyglądam, jak Polka. :>

      Jeszcze dwa, trzymam kciuki :D

      Usuń
  6. Wtedy to dopiero były ekstra bajki, a nie teraz jakieś pseudoniewiadomo co :C

    Jesteś pół wietnamką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tęsknię za tymi czasami. :<

      Skoro napisałam, że jestem, no to jestem :D

      Usuń
    2. Hahahaha, no! Uwielbiałam oglądać Aparatkę na przykład, ale to w sumie wyszło na minus bo pod żadnym pozorem nie chciałam się zgodzić na stały aparat XD

      Powiedzmy, że zadając tamto pytanie liczyłam, że odpowiesz mi z której strony jesteś tą wietnamką - czy od mamy czy od taty :D

      Usuń
    3. Bałaś się, że nagle przez ten aparat stanie się coś dziwnego? XD

      A ja miałam nadzieję, że pisząc o wymawianiu mojego nazwiska, wszyscy załapią, że to mój tata jest Wietnamczykiem i uniknę tego pytania, no ale :D

      Usuń
    4. hahahahahaha, weź, czytając notkę byłam myślami gdzie indziej i stąd to przeoczenie, przepraszam! :D

      no! pewnie, że się bałam! pamiętam, jak na pierwszą wizytę mnie mama siłą prawie, a ja beczę, że nie, że nigdzie nie idę... ale aparat włożyłam, zdjęłam i mam to za sobą :D

      Usuń
    5. Haha, spoko :D

      To coś, jak ja, kiedy musiałam pierwszy raz włożyć okulary na lekcji polskiego w czwartej klasie.. to było straszne :D

      Usuń
  7. Hahaha, ładnie to tak na randce blogi komentować? :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojejka, dziękuję za nominację. :3 Za chwilę się wezmę za moje sekrety I OSTRZEGAM - będzie tam też punkt związany z obsesją HP. ♥ AHH, DZIECIŃSTWO. Jejka, ja też uwielbiałam wszystkie bajki. I jeszcze na Cartoon Network "Atomówki", "Laboratorium Dextera", "Dom dla wymyślonych przyjaciół Pani Foster" i jeszcze inne wszystkie stare bajki. c: A teraz puszczają jakiś szajs. :c Oooo, pół Wietnamka. :D Mam koleżankę która jest w połowie Japonką. :3 Twoja mama czy tata jest z zza granicy? :3 PSY FOREVER. Nie cierpię kotów. :D

    Pozdrawiam ciepło i jeszcze raz dziękuję. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ proszę :)
      Zauważyłam, że prawie wszyscy w swoich zestawieniach mają punkt dotyczący Harry'ego :D No ale co, jesteśmy HP Genaration :>
      O, ja jeszcze lubiłam ten jakiś Klan na Drzewie czy coś :D
      Tata. Nigdy się nie spotkałam z taką rodzinką, żeby mama była Wietnamką, a ojciec Polakiem. Zawsze albo na odwrót albo 100% Wietnam :D

      Usuń
    2. HP to nasze dzieciństwo, kolebka w sumie. :3 ♥
      TAK, "Kryptonim:Klan na drzewie" był także jedną z najlepszych bajek. Z tych późniejszych jeszcze lubiłam tylko "Ben 10" i "Winx" :D Wiem, taka zbieżność - z jednej strony bardzo chłopięca bajka, a z drugiej wróżki.
      W sumie prawda, bo koleżanka ma właśnie tatę z Japonii, nie mamę. :3 Jestem ciekawa od czego to zależy. :D

      Usuń
    3. Ja ogólnie z bajek Cartoon Network, to oglądałam głównie te starsze - Atomówki, Laboratorium Dextera, Johnny Bravo, itp. :)
      Winx lubiłam, ale wolałam Witch. Ale nie bajkę, tylko gazetę. W ogóle magia i czary, to już chyba jakaś moja słabość z dzieciństwa.
      To ja mam samych znajomych, których ojcowie są Wietnamczykami i jednocześnie kolegami/przyjaciółmi taty i w ten sposób mamy taką big family. Tylko odkąd moi rodzice się rozeszli i rodzice Pseudo też, to trochę się pozmieniało, ale mam fajne wspomnienia :)

      Usuń
    4. Teraz często około 21 na Cartoon Network leci "Chojrak: Tchórzliwy pies" ♥ Zawsze oglądam z siostrą. :3 Ja Witch jako gazetę uwielbiałam, do dzisiaj często jak widzę w kiosku nowy numer to na chwilę przystaję by go przejrzeć. :D Pamiętam że miałam z dwa albo trzy numery specjalne, a jeden dotyczył miłości między Cornelią a Calebem. Nie udało im się, no ale próbowali. :c
      Ja też w taki sposób mam kuzynów i kuzynki z którymi nie jestem w żaden sposób spokrewniona. :D Najśmieszniejszym przypadkiem jest chyba to, że kuzynka mojej mamy jest żoną najlepszego przyjaciela mojego taty. Razem całe dzieciństwo spędzili, czasy nastoletnie i razem w wojsku byli. :D Ojej, przykro mi. :c No cóż, wspomnienia są chyba najważniejsze, prawda? :3

      Usuń
    5. A ja już nie mam Cartoon Network, ani nic. Stwierdziłyśmy z Mamą, że skoro i tak prawie nikt nie ogląda tv, nie licząc jakichś wiadomości, Na Wspólnej i od czasu jakiegoś filmu, to po co nam milion pięćset sto dziewięćset kanałów. ;)
      Ale Chojrak.. hahahah, pamiętam, że mama Pseudo zabroniła jej to oglądać, bo miała po tym koszmary, hahah :D Dobra, ale co się śmieję. Ja to samo miałam z Pokemonami. To znaczy, wcale się ich nie bałam, ale wiesz, co wtedy wszystkie babcie odstawiały.
      A ja nie lubiłam Cornelii, bo byłam fanką Hay Lin (utożsamiałam się z tą orientalną kulturą, co nie :D) i cieszyłam się z tego, że moje niby wietnamskie imię (dobra, to nie jest moje imię, ale tata sobie wymyślił, że mogłabym mieć na imię Linh i zdaje się, że rodzina stamtąd tak mnie nazywa, o ile w ogóle o mnie gadają, haha :D) jest podobne do jej :>

      Ojej, to takie cute :D
      Już się nawet przyzwyczaiłam. Tylko to strasznie głupie, jak ktoś mówi 'ojeeeeej, masz tatę Wietnamczyka, jakie to super! umie mówić po polsku? nie no, musi umieć, bo jak rozmawiałby z twoją mamą?'. -.-

      Usuń
    6. Moi rodzice zamierzali kiedyś zrobić tak samo, ale nagle przyszła na świat moja siostra, więc nic nie robili. c: I teraz w sumie na tym korzystam bardziej niż ona. :D
      Ja pokemonów za bardzo nie lubiłam, jedynie jak ten różowy potworek śpiewał taką kołysankę, wtedy po prostu byłam jak zahipnotyzowana. :D
      Ja uwielbiałam Cornelię i Irmę, zwłaszcza że z Irmą się utożsamiałam, ale chciałam być bardziej jak Cornelia. :3 A Hay Lin zawsze była dla mnie taką wesołą ekscentryczką, uwielbiałam jej babcię. :3 Linh? Nawet nie wiedziałam że jest takie imię. :D No ale wiesz - inny kraj i w ogóle. :3

      Ja takich pytań nie zadaję, bo moja przyjaciółka jest w połowie niemką i jak jej ludzie zadają pytania tego typu to już widzę jak po prostu odpowiada automatycznym i znudzonym tonem na te wszystkie pytania. :D

      Usuń
    7. Ja też nie byłam jakąś wielką fanką, ale wiesz, taka była wtedy moda :D Nie pamiętam tego różowego potworka.. tzn. domyślam się, o jakiego potworka chodzi, tylko nie pamiętam, jak śpiewał.
      Ooo tak, babcia Hay Lin była fajna. I Eric był fajny! I jak on podarował jej na urodziny gwiazdę i nazwał ją jej imieniem (czy jakoś tak) :D To niby takie płytkie i tandetne, ale i tak awwwww, a poza tym pamiętam, jak się tym jarałam. :D
      Bo oni tam w ogóle mają dziwne imiona. Mogło mi się trafić o wiele gorsze, hahah :D A Linh wypowiada się, jak Lin.

      No ja rozumiem, że ludzie są ciekawi, ale oni w ogóle wtedy nie myślą. Nie przychodzi im do głowy, że ktoś może np. nie mieć rodziców albo coś w tym stylu.

      Usuń
    8. Ja pamiętam jak się zbierało tazosy z Cheetosów. :D Miałam z bratem wszystkie możliwe. :D No on tak ślicznie śpiewał, takim słodkim głosikiem. :3
      Tak, Eric był cudowny. :D Pamiętam to, wtedy chciałam by i mi tak jakiś kiedyś chłopak zrobił. :D
      Domyślam się, zazwyczaj właśnie Azjatyckie imiona są ... takie śmieszne. :D

      Dokładnie. To jest tak samo jak np. siedzi się zaryczanym, w ogóle nie ma się ochoty na nic a tym bardziej na odpowiadanie pytań i mówienie o tym czemu się płacze, a ktoś podchodzi i się głupio pyta "CO SIĘ STAŁO?". -.-

      Usuń
    9. Muszę sobie to gdzieś znaleźć i posłuchać. Powinno mnie to uspokoić przed poniedziałkiem, chociaż i tak zapowiada się w miarę luźny tydzień. :)
      I tu zaczyna się nasz lament, że chciałybyśmy takiego Erika, no ale co zrobić :D
      Mnie najbardziej rozwalają te japońskie :D

      Dlatego najlepiej dać sobie spokój w bawieniem się w Matkę Teresę ;)

      Usuń
    10. Tylko trzy dni w szkole, JAK DOBRZE. :D Ja też powinnam się uspokoić, bo teraz sobie zdałam sprawę że praktycznie nic nie umiem na kartkówkę i sprawdzian na jutro. XD
      AHAHAHAHAH, w każdej wypowiedzi taki lament się znajdzie. :D
      Japońskie i Koreańskie to już w ogóle. :D Nie mówiąc o tym że większość nazwisk brzmi tam tak samo. :D

      Niestety niektórzy jednak tego nie rozumieją. C:

      Usuń
    11. A my we wtorek jedziemy na jakąś beznadziejną wycieczkę, w związku z czym w środę nie będą nas pytać, więc praktycznie rzecz biorąc, zostaje poniedziałek :D
      A z czego masz jutro kartkówkę i sprawdzian? Ja mam z rana kartkówkę z łaciny dodatkowej, ale to się jakoś napisze, biorąc pod uwagę fakt, że już przez 5 minut gapiłam się w zeszyt :D A poza tym mam jakąś pracę klasową z polskiego i piszemy na dwóch godzinach wypracowanie. Mam nadzieję, że będą jakieś normalne tematy, nie bardzo dotyczące lektur, które OCZYWIŚCIE PRZECZYTAŁAM. ^^
      W sumie to dawno nie lamentowałam :D
      No właśnie wietnamskie nazwiska też takie są, hahahaha :D To znaczy, większość nazwisk jest dwuczłonowych i te człony tak lubią się powtarzać. Do tego stopnia, że Pseudo ma taki sam drugi człon nazwiska, jak ja. I jeszcze paru znajomych też.

      Usuń
    12. ALE DOBRZE. :C Wolę beznadziejną wycieczkę i teoretycznie jeden dzień szkoły. :D
      O 7.00 rano kartkówka z angielskiego, na następnej lekcji sprawdzian z informatyki teoretycznej, kartkówka z marketingu i prowadzenie lekcji an sprzedaży, a następnego dnia sprawdzian na sprzedaży i kartkówka z fizyki. Ja lektury zawsze czytam, bo ogólnie uwielbiam czytać. :D Może akurat nie "Krzyżaków" itp. ale ogólnie to czytam. :D
      Ja też nie, jakoś nie miałam okazji. :D
      Ooo, to Pseudo tez jest pół Wietnamką? :D

      Usuń
    13. Beznadziejna wycieczka, na którą wydałam prawie 100 zł! -.- No ale okej, ja nie narzekam.
      Zawsze mnie trochę śmieszą te dziwne przedmioty w technikach :D
      No ja też lubię czytać, ale sam fakt, że coś jest lekturą.. trochę odstrasza, że tak powiem :D
      Okazja będzie w czasie długiego weekendu. Będzie nudno i przygnębiająco, w związku z czym będę za dużo myśleć. ;)
      Też jest. :) Więc gdyby mój tata nie był Wietnamczykiem, to pewnie nigdy bym jej nie poznała.

      Usuń
    14. 100 złotych? o.O To gdzie wy jedziecie? XD
      Mnie też śmieszą, zwłaszcza gdy nie wiem o czym pani do mnie za przeproszeniem pieprzy. SKUBANA. XD Ale teraz mam teoretyczne, za rok zaczyna się grafika komputerowa, fotografika, rysunek, itd. :3
      Ja zazwyczaj się pozytywnie nastawiam, bo często się okazuje że są to jedne z najlepszych książek jakie kiedykolwiek czytałam. :3
      Ja bym tak chciała. Niestety czeka mnie przejażdżka w ten mróz na TRZY cmentarze i dopracowanie plakatu interaktywnego na konkurs. :c
      Ja dzięki tacie też mam jednego przyjaciela, takie mega mocnego, ale widuję się z nim niestety tylko raz na jakiś czas. :c

      Usuń
    15. W jakieś Tarnowskie Góry :x Właściwie, to zapłaciłam za samą wycieczkę 85 zł, ale wiadomo, że muszę jeszcze kupić jakieś jedzenie, itp., więc w sumie wychodzi 100 zł. Masakra. Wszystko przez jakieś głupie biuro podróży.
      Ojej, to fajne chyba przedmioty :D Ja się jaram samym faktem, że w przyszłym roku nie będę miała fizyki, biologii, chemii i geografii! To chyba będzie najpiękniejszy rok mojego życia.
      Mam postanowienie, że będę czytać lektury. MUSZĘ.
      A ja muszę przeczytać trzecią część Dziadów, nauczyć się na sprawdzian z historii i... nie, nie chce mi się o tym myśleć.
      Daleko mieszka?

      Usuń
    16. W góry tylko na jeden dzień? :O Mi by się w trzy dupy nie chciało. XD A na żarcie bym musiała mieć co najmniej z trzy dychy, TYLE POKUS ;___;
      Właśnie specjalnie dla nich poszłam do tej szkoły. :3 Ja też nie będę tego wszystkiego miała, BOŻE JAK DOBRZE. :D
      Ja nie przeczytałam tylko i wyłącznie "Krzyżaków". :D Ja jutro mam historię i znając naszą "ukochaną" chodzącą bombeczkę - zrobi nam bankowo kartkóweczkę. Mam już dość szkoły. :c
      Na obrzeżach drugiego końca miasta, a mieszkam w Poznaniu. Więc mieszka baaardzo daleko. Ale przyjeżdża do nas z rodzicami raz na dwa miesiące przynajmniej, albo na odwrót. :3 Tata chodzi z jego tatą do pracy, są parterami zawodowymi, mamy się przyjaźnią i mamy młodsze siostry w tym samym wieku. :3 A tak to On się przyjaźni i ze mną i z Maciejem. :D

      Usuń
    17. Proszę Cię, nie dobijaj mnie :D Nie wiem, co my tam w ogóle będziemy robić. To znaczy, wiem, że jest jakaś kopalnia, że będziemy płynąć łódkmi (jej, jak do Hogwartu!!!! XD), jest tam coś związanego ze srebrem i jeszcze wiem, że mamy wrócić koło 17, czyli pewnie wrócimy o 18.
      Ja też nie przeczytałam Krzyżaków. I Potopu, ugh. Nie mów mi o historii, bo mam teraz cztery w tygodniu, a przy mojej historyczce wygląda to mniej więcej tak, że z dnia na dzień muszę się nauczyć z pięć kartek. Ale nawet można się przyzwyczaić.
      A to fajnie tak. :) My się też tak zawsze spotykaliśmy, jeśli chodzi o polsko-wietnamską big family, ale prawdę mówiąc, te spotkania wymagały świętych nerwów :D Po pierwsze strasznie duży rozstrzał wiekowy. Najstarsza jest siostra Pseudo i jedna koleżanka, są dwa lata starsze od nas, potem jest inna koleżanka, która ma dwóch młodszych braci, jeden w moim wieku, a drugi ma teraz 11. Oprócz tego jeszcze Pseudo w moim wieku. Bliźniacy mają 13 lat i małą siostrę, która ma teraz chyba 4. Czasami był jeszcze jeden kolega, który ma 14 lat i jego siostra, która ma z 7 albo 8. I jeszcze kuzynka Pseudo (lat 9) i jej młodszy brat (lat 5) i to chyba zawsze była taka stała paczka, czasami to naprawdę masakra. A po drugie, jakby zliczyć wszystkich ich rodziców, to naprawdę niemałe towarzystwo. A po trzecie, straszny bałagan i wszędzie jedzenie! Wszędzie, wszędzie. Raz znalazłam za łóżkiem nawet kość, ahahahah :D (To są właśnie zalety jedzenia po turecku na ziemi XD)
      Swoją drogą, Ty i Maciej (rany, ja zazwyczaj do nikogo nie mówię tak oficjalnie.. czasami mówię, ale to jak kogoś nie lubię :D) kojarzycie mi się z takim rodzeństwem, które siedząc przy stole, mówi np. tak:
      - Natalio, czy zechcesz podać mi sól?
      - Ależ oczywiście. Bardzo proszę, Macieju.
      XD

      Usuń
    18. Jejka, chyba jedyny plus wycieczki. :D Ja mam złe wspomnienia z jednodniową wycieczką właśnie w okolice gór. Byłam w podstawówce i przegapiłam wyjście do toalety, to musiałam sobie radzić sama. Poszłam za jakieś drzewo i se osikałam całe nogawy TAKICH MEGA WIELKICH DZWONÓW XDD Wmawiałam wszystkim że wdepnęłam w kałużę. AHAHHAH BEKA.
      Ja żadnej historycznej lektury, oprócz "Kamieni na szaniec" tak naprawdę. :D Nasza jest taka sama, tylko że na szczęście mam tylko dwa razy w tygodniu historię. Ahh :3
      Boże, ILE LUDZI. o.O Już ja święta z rodziną mam mniejsze ... no dobra, w sumie to nie. XD Od strony mamy - dwie pary wujostwa, jedni mają córkę w moim wieku i syna który w marcu skończy 20 lat i drugie wujostwo ma dwuletniego synka. Później Dwie babcie i jeden dziadek. Od strony taty - trzy pary wujostwa, a w to wchodzi sześć kuzynek i dwóch kuzynów. XD Wieku nie piszę, bo znam tylko wiek jednego kuzyna, chodzi z moim bratek teraz do klasy w technikum, bo właśnie z kuzynostwem i wujostwem ze strony taty mam bardzo słaby kontakt. Ale jakoś nie żałuję, oni są jacyś dziwni. XD Ja ZAWSZE ląduję albo na ziemi, albo na kanapie gdzie mi jest mega niewygodnie. ;__;
      Ahahahahah, Boże, nie. XD Jesteśmy typowym, obrażającym się i lejącym rodzeństwem bez szacunku dla siebie. Przeróbmy opisany przez Ciebie dialog:
      -Maciej, podaj mi sól.
      -JEZU, TAK TRUDNO CI SAMEJ WSTAĆ?
      -BOŻE, MASZ BLIŻEJ, PYTAM SIĘ KULTURALNIE.
      -Jesteś taka leniwa ze nie możesz sama wstać?
      -Dobra, japa. Denerwuje mnie twoja obecność w tym domu.

      I w tym momencie interweniuje tata. :D

      Usuń
    19. Ahahahahahaha, o matko, hahahaha XDDDDDDD No ale co miałaś zrobić, hahahah :D
      No mówiłam, że to jest taka big family :D Albo raczej była, bo teraz to się nikomu tego już nie chce organizować. A właściwie, to takie imprezy były tylko na rocznice śmierci czyjegoś dziadka albo babci. TAK, ROBI SIĘ IMPREZY Z OKAZJI ROCZNICY ŚMIERCI, co jak dla mnie jest trochę chore, no ale taka kultura. :>
      Z bliższego kuzynostwa, to mam tutaj w Polsce tylko trzy kuzynki i dwóch kuzynów, z czego dwie kuzynki są, jak moje siostry i to jest takie cute, że się tak kochamy :D
      Ja sobie nie wyobrażam siebie z rodzeństwem, to takie dziwne. Bo zawsze jestem sama. No dobra, tymi dwoma wyżej wymienionymi kuzynkami mieszkałyśmy razem od mojego piątego roku życia do jakiegoś trzynastego mniej więcej i wspominam ten okres naprawdę RÓŻNIE, ale ogólnie było całkiem śmiesznie :D I nigdy się nie obywało bez bójek i takich tam, ale to z jedną do dziś mam taki kontakt, haha.
      Biedny ten Wasz tata :D U mnie jest zawsze cisza i spokój :D

      Usuń
    20. ahahahhaha no nic. XD A nie mogłam wytrzymać, te biedne rozterki dziesięciolatki. :c AHHAHAHAHAH I TAK TAK MAM Z TEGO BEKĘ DO DZISIAJ. :D
      No wiesz, każda kultura ma co innego. C: U mnie też już się tak nie organizuje, bo jedna kuzynka wyjechała do Australii, druga mieszka w Niemczech i ma dwójkę dzieci, trzecia jest dwa miesiące po ślubie, nikt nie ma czasu ... ehh. :c
      Ja właśnie wszystko mam w Polsce oprócz tych dwóch wyżej wymienionych, ale nie mam z nimi jakoś większego kontaktu, więc nie jest mi za bardzo żal. :D
      Ja mam tylko jedną taką kuzynkę, Sandrę, w moim wieku. Dzieciństwo całe razem, zawsze wakacje u siebie, na zjazdach rodzinnych zawsze ze sobą, codziennie piszemy na facebook'u no i ogólnie przyjaciółki z nas. Jedziemy sobie od chabasów, grzebiemy po szufladach, robimy nawzajem syf i wyżeramy sobie porcje słodkiego, ale i tak tak się kochamy. :D I pamiętam że kiedyś skubana jak u mnie spała, zabrała mi całą kołdrę w nocy i nie mogłam je wziąć. W akcie złości zepchnęłam ją z łóżka. XD
      On już jest przyzwyczajony, jak nie ma sprzeczki przy obiedzie ( bo tylko wtedy z Maciejem jesteśmy najbliżej, normalnie nawet ze sobą za bardzo nie rozmawiamy, każde siedzi w swoim pokoju XD ), to aż się dziwi i stwierdza że jest jakieś święto czy coś. :D

      Usuń
  9. Nie sądzę, żeby moje zdjęcie kiedykolwiek pojawiło się na blogu ;) I mówiąc szczerze, to wyglądam bardzo przeciętnie. Gdyby nie nazwisko, to chyba nawet nikt by się nie zorientował, że nie jestem stuprocentową Polką. A właśnie wszyscy moi znajomi z małżeństw polsko-wietnamskich wyglądają bardzo.. fajnie :D
    To prawie, jak moja koleżanka, ona ma chyba z sześć psów albo więcej. Ciągle przynosi do domu nowe albo rozdaje znajomym :D
    Klarnet tylko wygląda tak skomplikowanie, o ile w ogóle tak wygląda. Wbrew pozorom, jak już się zacznie grać na czymkolwiek, to nie jest strasznie. :) No dobra, ja jestem beznadziejna i też nie umiem grać na gitarze.
    Tylko nie toooooo! :>

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja powiem tak: Jetix (albo Fox Kids!), Zig Zap to kanały mojego dzieciństwa. No, są rzeczy, których nie da się ukryć.

    Nie rozumiem ludzi, którzy bardzo przywiązują się do rzeczy. No... przecież to tylko rzeczy! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, Odlotowe Agentki i Ach, ten Andy! <3

      A ja nie rozumiem, jak można się nie przywiązywać do rzeczy, hahah :D

      Usuń
    2. Widziałam wszystkie odcinki Odlotowych Agentek. <33 To jest najlepszy serial na świecie! Zawsze byłam Alex, bo mam ciemne włosy, a moja kuzynka Clover, bo ma jasne. :> (czekaj... tak się pisze to imię?)

      No dobra, tutaj przyznam bez bicia, że może ODROBINKĘ przywiązywałam się maskotek. I (Chryste Panie!) jak byłam mała, to myślałam, że też mają uczucia, i że jak nie będę się wszystkimi zajmowała, to będą smutne. Matko Boska, jak to Toy Story może dziecku zryć psychikę (nie patrz proszę na ten komentarz z jednym wielkim 'WTF', ja wiem, ja rozumiem, że to nienormalne :D).

      Usuń
    3. A ja byłam Sam (chociaż też mam ciemne włosy, więc nie wiem dlaczego XD chwila, ta ruda to była Sam, no nie?), Pseudo była Clover, a jej siostra Alex. Właściwie, to ona nie chciała być Alex, ale jej wmówiłyśmy, że ta żółta ma 'największą moc', a że jest od nas dwa lata starsza i zawsze chciała być tą 'ważniejszą' to się zgodziła, haha :D

      Eeee tam, ja sama czasami robię bardzo głupie rzeczy, nie przejmuj się :D Ja jakoś nigdy nie przepadałam za maskotkami. To znaczy, lubiłam je, ale bez przesady. Moim ulubionym misiem był czerwono-biały pies o imieniu Jessica (bardzo wyszukane :D), którego dostałam od taty na walentynki, kiedy miałam zapalenie płuc :D

      Usuń
    4. Tak, to była Sam! Hahaha, grunt to dziecięcy spryt. :>

      No to ja spałam z całym Stumilowym Lasem i przeważnie nie było dużo miejsca dla mnie. :D

      Usuń
    5. Wydaje mi się, że mam gdzieś dwa odcinki na dvd, chyba sobie obejrzę :D

      To ja tak spałam za czasów, kiedy bałam się spać sama i w przedpokoju musiało świecić się światło, haha :D

      Usuń
  11. Utożsamiam się z prawie każdą rzeczą tu, u Ciebie (prawie bo pochodzie mam całkowicie polskie) I powiem Ci nawet, że też mam owczarka-Lunę, na cześć Luny Lovegood..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie gdyby mój pies był suką, to też nazywałby się Luna. Ale Albus nie przeszedł, niestety, bo babcia stwierdziła, że wszyscy będą na niego wołać 'Arbuz' ;)

      Usuń
    2. Ojeej. Albus to byłoby piękne imię dla takiego psa. Ale babcia może mieć trochę racji. Na moją Lunkę wołają - Lunks. Nie wiem skąd im się tak wzięło.
      A co do Potterowskich imion miałam kiedyś kota Voldemorta, który został potem okrzyknięty Voldziem, a skończył nazywany przez rodziców jako Władzio.

      Usuń
    3. Hahahaha, od Voldemorta do Władzia, no nieźle! :D Szczerze mówiąc, to rzadko nadawałam zwierzętom jakieś imiona z HP, bo większość już po prostu miała nadane imiona wcześniej. Chociaż kiedyś miałam żółwia Artura, baaardzo dawno temu. Można by powiedzieć, że to na cześć Artura Weasleya, ale ja wtedy nie bardzo lubiłam HP. :>

      Usuń
  12. Z Harrym Potterem i łaskotkami mam to samo ;) Jeśli chodzi o bycie pół Wietnamką, myślę, że to najzwyczajniej ciekawe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że niewielu ludzi przyznaje się do łaskotek :D
      Widzisz, a ja się zastanawiam, jakby to było, gdyby mój tata był Polakiem i naprawdę nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. To byłoby takie dziwne i nienormalne.

      Usuń
  13. Harry! Kreskówki! Łaskotki! Łaaa! Pamiętam, jak z koleżankami siadałyśmy przed telewizorem, żeby oglądać 6 w pracy, a potem się bawiłyśmy i udawałyśmy, że nimi jesteśmy XD Ja zawsze byłam Jonsey'em -.- Ale do tej pory mam ogromny sentyment do wszystkich bajek na 4 oglądanych przeze mnie kanałach - Disney Channel, Cartoon Network, Jetix i Zig Zap :D Lubię sobie co jakiś czas oglądnąć stare odcinki i powspominać z łezką w oku :D
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się bawiłam głównie w Aparatkę, przy 6 w pracy byłam już trochę starsza i jakoś nie paliłam się już do takich zabaw :D Ej, co masz do Jonesy'ego? No dobra, wiem, że jest nadęty i w ogóle, ale i tak zawsze go lubiłam. A już zwłaszcza sceny Jonesy/Nikki, awww! :D

      Usuń
    2. Do samego Jonesy'ego nic nie mam! Uwielbiałam Nikki/Jonesy, ale nie cieszyło mnie, że przy zabawach byłam chłopcem :D Ja jeszcze oglądałam Winx i z koleżankami biegałyśmy po ogródku skacząc i udając, że latamy XD

      Usuń
    3. Och, znam to. Ale przynajmniej nie byłaś nigdy trollem, jak ja przy odgrywaniu scen z Harry'ego Pottera ;)
      To my bawiłyśmy się tak w Niefortunną Czarownicę, co było jeszcze parę lat przez 6 w pracy. I miałyśmy specjalne drzewo, którego gałąź robiła za miotłę. ^^

      Usuń
    4. Och, Niefortunna Czarownica *-* Łezka się kręci w oku <3

      Usuń
    5. A najgorsza zabawa, jaką kiedykolwiek wymyśliłyśmy, to zabawa w Kirikou i Czarownicę XD

      Usuń
  14. Powiedzmy, że ja rozumiem, że można umieć grać na instrumentach dętych, bo oprócz klarnetu, to próbowałam jeszcze grać na flecie poprzecznym, saksofonie i raz nawet na tubie, więc ten mechanizm jest dla mnie zrozumiały :D Ale takie skrzypce czy wiolonczela wydają się być strasznie proste w budowie, a skomplikowane w grze. Kuzynka nauczyła mnie grać Barkę na skrzypcach, ale teraz przerzuciła się na wiolonczelę i umiem już Mam chusteczkę haftowaną :D

    OdpowiedzUsuń
  15. O Jezu... XD U mnie były różne zabawy, a w pewnych momentach to nawet nagrywałyśmy sobie nawzajem kreskówki na kasety, kiedy jedna nie mogła obejrzeć XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ostatnio ta bajka (no w sensie, że Kirikou i Czarownica) leciała na TV4 i Pseudo tak mega, mega chciała, żebym jej to nagrała, hahaha :D Boże, i my w przyszłym roku będziemy pełnoletnie.

      Usuń
    2. W zeszłym bodajże na TV4 leciały Digimony. Jak wracałam ze szkoły, to tylko szybko odrabiałam lekcje, żeby o 17 być przed telewizorem i oglądać :D I przez kilka tygodni to był mój rytuał i nie powiem - mobilizowałam się do nauki :D A potem nagle zdjęli :c

      Usuń
    3. Właśnie czasami na takich kanałach, jak TV4 albo Puls, itp. można znaleźć fajne rzeczy z dawnych czasów. "Z dawnych czasów", brzmi, jakbym miała co najmniej 100 lat :D

      Usuń
    4. O tak, stare jesteśmy, stare :D

      Usuń
  16. nie wiedziałam, że jesteś pół Wietnamką :)
    a uwielbienie dla Harrego podzielam w stu procentach ;) mimo tego, że rodzina się ze mnie śmieje, jak mnie widzi z kolejnym tomem czytanym po raz setny ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że większość nie wiedziała. Chyba, że ktoś czytał mojego bloga w 2008/2009 roku, wtedy coś wspominałam, o ile dobrze pamiętam. :)

      Moja rodzina już bardziej się złości, a nie śmieje.

      Usuń
    2. złości, czemu? ze mnie się śmieją bardziej na zasadzie, że mam 21 lat, a dalej czytam książki dla dzieci, jakby nie było ;p

      Usuń
    3. Chyba właśnie dlatego, że mam siedemnaście lat i czytałam to już milion razy, a i tak ciągle zaczynam od początku, no i - co chyba najważniejsze - śmiem o tym opowiadać i wszystkich wkurzać. :>

      Usuń
    4. możesz im powiedzieć, ze są starsi, którzy też się tym zaczytują :P

      Usuń
    5. Musieliby to zobaczyć na własne oczy :D

      Usuń
  17. Ojej, nie jestem jedyna w tym irytującym świecie ^^ Ja też mam obsesję na punkcie Pottera :) A tak w ogóle to cześć, hej i czołem. Jak przeczytałam o Tobie, to się zaczęłam zastanawiać, czy nie jesteś moją siostrą xd łaskotki ? jestem jedną z nielicznych, którzy łaskotek nie posiadają ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałaś o mnie, tzn. 7 faktów o mnie czy podstronę o mnie? ;)
      Chciałabym nie mieć łaskotek, to musi być takie fajne, kiedy ktoś chce Ci zrobić na złość i Cię łaskocze, a Ty nawet się nie uśmiechasz :D

      Usuń
    2. I to i to :) Oj, nawet nie wiesz jak ! Ale z drugiej strony na mnie wynaleźli dźganie ;( Jednak Ty masz fajniej - jesteś nietuzinkowa ! Osobiście sama chciałabym mieć coś wspólnego z jakimkolwiek odległym krajem, a tu dupa ;<

      Usuń
    3. Zawsze możesz wyjść za jakiegoś obcokrajowca :>

      Usuń
    4. Mmm, opalony włoch albo wysoki anglik ... Tak, oczywiście, pomińmy fakt, iż , żaden by mnie nie chciał ;(

      Usuń
    5. W ostateczności Polak też nie będzie zły, haha ;)

      Usuń
    6. Wolę polskie gówno w polu niż fiołki w Neapolu ! :D taa, nie żeby coś, ale w polską społeczność polską to ja wątpie, haha ;)

      Usuń
    7. Oj tam, może czasami trzeba uwierzyć. A zresztą, sama nie wiem, co gadam. Ale sporo czasu spędzam na jakichś czatach typu omegle.com, mając nadzieję, że spotkam tam swojego przyszłego męża, hahah :D

      Usuń
    8. Mój mąż ... A potem dodam posta, to zobaczysz o co mi będzie kaman ^^ Ty sobie wyobraź, że moja klasa to ma wychowawcę, a takie brzydkiego, że fle :D

      Usuń
    9. Ja mam wychowawczynię. Ogólnie, to mam trzech nauczycieli płci męskiej - od fizyki, geografii i wosu, no i jest jeszcze ksiądz, haha. ;)

      Usuń
    10. Tak, my mamy katechetkę, co nas od pijanych downów wyzywa. I facetkę od geografi ^^ Albo chyba najgorsza jest historyczka, co lata po klasie i pod ławki zagląda. Ja to już ściągi na butach robie albo na kolanach. Moje koleżanki to w cycki sobie wsadzają :D Ale mój wychowawca jest spoko, rzadko ingeruje w nasze sprawy i nic nie sprawdza :) no i jest polonistą ! :D

      Usuń
    11. Pamiętam, jak raz na fizyce w gimnazjum Pseudo też miała ściągę w dekolcie. :> A w której jesteś teraz klasie?

      Tak btw, to poznałam właśnie fajnego Włocha! :D

      Usuń
    12. Haha, u nas to codzienność :> E, piąta od końca o.o

      Oj, zazdroszczę ! Ja tylko mam chłopaków ze szkoły na pocieszeni :>

      Usuń
  18. Wow, ależ ten post był niesamowicie ciekawy! :) Fakt, pół Wietnamką wszystko zmiażdżyłaś, ale w związku z tym ciekawi mnie jedna kwestia - jesteś wychowana w jakiejś religii? ;) Tzn. czy jesteś chrześcijanką, buddystką czy ateistką? (nawet nie chodzi mi o Twoje przekonania, ale o kulturę przekazaną przez rodziców). Mam nadzieję, że to nie zbyt wścibskie lub kłopotliwe pytanie.
    Ale opowieść o klarnecie też jest spoko! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widzę, że sporo osób jest zaskoczonych :) Jestem chrześcijanką. Zdaje się, że nie mogłoby być inaczej z racji tego, że moi rodzice wzięli ślub kościelny. Spoko, to nie było kłopotliwe pytanie ;)
      Klarnet zawsze spoko! :D

      Usuń
    2. AA, to elegancko :D Bo mnie ten Budda zaintrygował ;). Ale to strasznie interesujące - być częścią obydwu tak ciekawych kultur! :)

      Usuń
    3. I tak innych kultur. Czasami wydaje mi się, że to zdecydowanie za dużo różnic. Ogólnie to takie trochę śmieszne, bo jesteśmy raczej religijną rodziną, a tu połowa salonu obwieszona jakimiś dziwnymi obrazami i ozdobami :D A właściwie, to tak było kiedyś, bo (uwaga, kolejna jakże interesująca historia z mojego życia), kiedy moi rodzice się rozeszli jakoś dwa lata temu i jak tata się wyprowadził, to mama stwierdziła, że to głupio wygląda i połowę obrazów pozdejmowała (w tym główny obraz Buddy ;)), zostawiając tylko jakieś wietnamskie krajobrazy, które w większości były prezentami od znajomych i ot, taki sentyment. No ale ja się zawsze zastanawiałam, co powiedziałby ksiądz na taki wystrój, gdyby przyszedł do nas po kolędzie :D Bo zawsze przyjmujemy go u babci, która mieszka piętro wyżej. ;)

      Usuń
    4. Wow, to faktycznie niesamowite :D Z jednej strony Budda, a z drugiej krzyż :D. Pewnie niektórzy księżą mieliby problem :P

      Usuń
    5. Niektórzy pewnie tak, ale raz w gimnazjum nawet przygotowałyśmy z Pseudo lekcję o buddyzmie na życzenie samego księdza :D

      Usuń
  19. Strasznie mnie zainteresował fakt 3... ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam się cieszyć, bać czyyy...? :D

      Usuń
    2. raczej się cieszyć ;D
      po przeczytaniu kilku Twoich postów stwierdziłam, że jesteś wyjątkowa, a to także to podkreśla. Pewnie cieszysz się zainteresowaniem w swoim środowisku ;)

      Usuń
    3. Wyjątkowa? Myślę, że każdy z nas jest wyjątkowy :) Nazwisko (bo wszelkie pytania zaczynają się zazwyczaj od nazwiska) rzeczywiście wzbudza zainteresowanie, a sama moja osoba dużo mniejsze ;)

      Usuń
  20. e tam matura :D Zawsze ją można powtórzyć.
    ale nie, tak serio, to ja się okropnie stresuję matmą i nie mam ambicji na wyżej jak minimum :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja mam też stresa, bo strasznie chciałabym iść na filologię włoską i bardziej opłacałoby mi się zdawać j. francuski niż angielski, a to kłopot i łacinę z kulturą antyczną, a tego w szkole nie mam :D Także... spoko. Matma na rekrutację mi się nie przyda. BYLE MIEĆ MINIMUM :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie uczę się włoskiego ;( Jest na studiach grupa dla nieznających języka ;P

    OdpowiedzUsuń
  23. Pół Wietnamka? Fajnie :) Ty jesteś na zdjęciu? :D które z Twoich rodziców jest z Wietnamu?
    Aparatka! Jej, kochałam ją! I Aldena ^^ teraz sama jestem Aparatką, ale mojego Aldena brak :<
    Łaskotki też mam. Ale w te wakacje nad jeziorem, nowo poznany znajomy uczył mnie, jak nad nimi panować i ostatnio miałam okazję, żeby to przećwiczyć - dzięki temu moja klasa jest święcie przekonana, że nie mam łaskotek, chociaż podczas "testów" Kury, byłam na granicy wybuchnięcia śmiechem i gdyby nie przestawał, wtedy, kiedy przestawał, całe moje wysiłki diabli by wzięli ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tata. Nie, to nie ja, haha :D Jak na pół Wietnamkę to wyglądam naprawdę bardzo, bardzo.. zwyczajnie, polsko, europejsko.
      Alden też był cudowny. Miałam kolegę, który zawsze mi się z nim kojarzył jakoś :D
      To jak się panuje nad łaskotkami? XD

      Usuń
    2. I zapomniałam jeszcze napisać, że Harry'ego też kocham, wielbię i uwielbiam! Filmy, książki - WSZYSTKO! Kiedyś tata przywiózł do domu całą torbę ze słodyczami, które można dostać w Miodowym Królestwie! Czekoladowe żaby, fasolki wszystkich smaków etc. Z siostrą byłyśmy gotowe składać mu pokłony przez najbliższe 81263892 lat.
      Musisz się całkowicie rozluźnić :P ja zawsze się spinałam, bo wydawało mi się że to pomaga, a przeciwnie - jeszcze bardziej łaskocze wtedy. A jak się rozluźnisz (pomaga w tym głębokie oddychanie ;>) - to w sumie im dłużej trenujesz, tym mniej czujesz :)

      Usuń
    3. Naprawdęęęę? Jeeeeeej! *__________* Mój tata przywozi mi tylko worek ryżu, ahahahahahhaha, autentycznie! :D

      Nie dam rady się rozluźnić, bo wpadam w panikę XD

      Usuń
    4. Hahaha! Super! :D

      Próbuj :) też tak na początku miałam, ale im dłużej próbowałam, tym lepiej mi szło :D

      Usuń
    5. Także najgorsze słowa z ust mamy to głównie 'ryż się kończy' ;)

      To musiałabym chyba z kimś ćwiczyć codziennie, ale nie mam żadnego łaskotacza :D

      Usuń
  24. nie jestem nawet w połowie Wietnamką a ryż na śniadanie obiad i kolacje i tak mogłabym jeść codziennie :D
    i także cierpię na manię zbieractwa niestety :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zapraszam do mnie do domu na tzw. chińszczyznę :>

      Usuń
  25. Jej, pamiętam, jak 6 w pracy oglądałam nałogowo... Tak samo Winx xD A Witcha to miałam taką wielką kupę komiksów... do dziś żałuję tych wszystkich pieniędzy!
    Też mogłabym jeść ryż codziennie :)
    Ach, grający ludzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Muszę sobie obejrzeć jeszcze raz wszystkie odcinki, które i tak znam na pamięć. Miny rodziców na widok tego, że znów oglądam kreskówki, zawsze były bezcenne :)
      Ja tak samo, miałam chyba wszystkie numery (do momentu, aż stwierdziłam, że to już chyba nie dla mnie), ale dziś już ich nie mam. Wszystkie oddałam młodszym kuzynkom, które też już ich nie mają. :( Szkoda, chciałabym je poprzeglądać.
      Ryż aż tak nie tuczy, więc to same plusy :))
      Grający ludzie. <3

      Usuń
    2. Mój tata to się za głowę łapie i krzyczy: "Nie masz już czego oglądać?!" A potem ja go przyłapuję na oglądaniu po raz setny "Ostatniego samuraja" czy innego takiego :D
      Ja również. Pamiętam, jak moja kuzynka podarowała mi porcję starszych numerów (ja zaczęłam zbierać bodajże od 30 albo któregoś tam), to się cieszyłam strasznie... A jak w kiosku wyczaiłam 3. numer... no cud nad Wisłą :D Jakiś czas temu zachomikowałam pierwszy numer, po angielsku ("tak, mamo, uczę się"). Te wczesne numery były znacznie lepsze.
      Dokładnie! :D
      Skrzypkowie, perkusiści, gitarzyści - moja elita :D

      Usuń
    3. Teraz to już nie mam zielonego pojęcia, o czym oni tam mogą pisać. Bo skoro Will, Irma, Taranee, Cornelia i Hay Lin miały po trzynaście (?) lat, kiedy ja chodziłam do zerówki czy tam pierwszej klasy podstawówki, to teraz mają.. chwila, liczę.. jakieś dwadzieścia cztery lata? XD Muszę sobie kupić kiedyś jakiś numer, ale teraz to jest strasznie drogie.
      A ja już nawet przestałam zwracać uwagę na to, na czym ktoś gra, bo najfajniejsza jest po prostu ta faza na swój instrument, poza którym się świata nie widzi :D

      Usuń
    4. Właśnie, a te prezenty to jakaś lipa. Poza tym wiadomo, że przez te 50 numerów można wymyślić parę ciekawych wątków, ale potem już się robi coś na kształt Mody na Sukces.
      To oczywiście przede wszystkim :D Też masz taką fazę? :D

      Usuń
    5. Ale i tak lubiłam te wszystkie prezenty. Pamiętam te błyszczyki, kalendarze, bransoletki i inne takie. Niektóre dalej plątają mi się gdzieś po szufladach. ;)
      Z bólem serca stwierdzam, że już nie :< Skończyłam I stopień i już się nie uczę, nie mam żadnych obowiązkowych zajęć, nic w tym stylu. Jedynie w soboty chodzę na zespół klarnetowy, gdzie chodzi cała klasa klarnetu, część innej (od drugiego nauczyciela) i jeszcze inni absolwenci. Ale to już nie jest to samo. Wiadomo, że jeśli nie chodzę na lekcje i nikt mnie nie kontroluje, nie mówi, co mam ćwiczyć i czego nauczyć się grać na następny raz, to nie gram już wcale. Albo po prostu nie mam czasu. No ale najważniejsze, żeby w ogóle nie stracić kontaktu z instrumentem. :)

      Usuń
    6. Pamiętam, jak miałam ten długopis-pióro. :D
      Tak, to najważniejsze :) Może jeszcze ta faza wróci :)

      Usuń
    7. Ja pamiętam jeszcze takie fajne wizytówki :D
      No nie wiem, moja forma kompletnie siadła i po piętnastu minutach mam totalnie dosyć :D

      Usuń
    8. Ooo, to też! :D
      Pożyjemy, zobaczymy ;)

      Usuń
  26. Powiedzmy, że się powstrzymam i daruję Ci życie. :D Dołączę do zabawy, jak tylko znajdę chwilę czasu, aby pomyśleć nad tymi faktami.

    Powiem tyle, punkt 1. Harry Potter <3.
    I nie wiem dlaczego, ale jakoś obiło mi się o uszy (opcjonalnie oczy), że jesteś pół Wietnamką. Swoją drogą, ciekawa sprawa. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twą łaskawość, pani :D *bawię się w skrzata domowego*

      Stwierdziłam, że o tym napiszę gdzieś między masą rzeczy, o których i tak już wszyscy wiedzą. ;)

      Usuń
  27. Ło, radiostacja roscoe, lizzy, uwielbiam to. Aż chyba zaraz sobie pooglądam gdzieś w Internecie, przypomniały mi się te beztroskie czasy dzieciństwa :).

    Uff, dobrze, że ja nie muszę odrabiać w szkole drugiego listopada, już wolałabym iść drugiego do szkoły niż w sobotę ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ja też :)

      Teraz sobie myślę, że to może nie był aż taki głupi pomysł, bo naprawdę nie chciałoby mi się iść do szkoły między jednym dniem wolnym a weekendem. Tym bardziej, że lekcje były w miarę luźne i głównie oglądaliśmy filmy. ;)

      Usuń
  28. Widzę, że i u Ciebie Huś zagościł łańcuszek :)
    Normalnie jakaś plaga :)
    A Twoja potteromania (którą również posiadam), akurat mi nie jest nieznana, hihi^^

    OdpowiedzUsuń
  29. Ponoć nawet u mnie spadł śnieg, ale jakoś brak mi sił, by wyjrzeć zza rolety... Wolę żyć w świadomości, że go nie ma. Pewnie i tak jutro stopnieje. Nie rozumiem ludzi, którzy lubią zimny deszcz i mroźną zimę... masochiści.

    Aktualnie wczytuję się w drugą część Harrego Pottera i jestem zafascynowana (mój pierwszy raz). Wcześniej jakoś nie miałam na niego czasu... Ale się nawracam! :3 I też nie lubię Króla Lwa... zwykle się nudziłam, oglądając go. O wiele bardziej emocjonowałam się, oglądając po raz setny "Kopciuszka".
    Nie chcę komentować poszczególnych akapitów tego tagu, więc oświadczę, iż bardzo fajnie piszesz, przyjemnie się czyta. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już nie jest tak ładnie, jak na początku, bo topnieje, więc lepiej nie patrz :)

      Naprawdę nigdy wcześniej nie czytałaś? Jej :D
      Król Lew jest dziwny. Nie wiem, co ludzie w nim widzą.

      Dziękuję. :)

      Usuń
  30. Oj bajki, kreskówki i seriale animowane, to też moja miłość. Aparatka, bosze to ja po prostu kochałem.

    Ale niestety wszystko umarło, bo już w ogóle nie oglądam telewizji.

    Ej, lubię Cię właśnie dwa razy bardziej. Na pewno nie będę Cię nazywał żółtkiem czy co tam było, nawet o tym bym nie pomyślał. Szkoda, że nie mówisz po wietnamsku, ale i tak fajnie :3

    Łaskotki, hmm...
    Nigdy? Już to słyszałem i słyszałem jej krzyk jak łaskotałem :P

    Pozdrawiam, UwG :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy chyba kochają Aparatkę.

      Lubisz mnie dlatego, że jestem w połowie Wietnamką czy dlatego, że nie lubię, kiedy się mnie nazywa żółtkiem? To śmieszne, ale rzeczywiście łapię ludzi na tym, że od razu zaczynają mnie lubić tylko dlatego, że nie mam polskiego nazwiska czy coś. A za nazwanie mnie żółtkiem można już być osądzonym o molestowanie przez panią germanistkę, która prawdopodobnie właśnie lubi mnie tylko za nazwisko, no ale co tam. :>
      Wiem, że szkoda. Wszyscy to mówią, bo mogłabym zostać tłumaczem, blablabla. Znam parę zwrotów, umiem liczyć, powiedzieć przez telefon, że taty nie ma w domu, udawać, że umiem śpiewać hymn (zawsze o 18, kiedy leciała 6 w pracy, kłóciliśmy się z tatą o telewizor, bo wtedy były też wiadomości na moim ulubionym kanale VTV4) i jeszcze naśladować gościa od reklamy makaronów, chociaż nie mam zielonego pojęcia, co może mówić.

      Ale co nigdy?

      Usuń
    2. Moja znajoma podkładała głos najlepszej przyjaciółce tej dziewczyny, rany tak dawno to oglądałem, że wyleciały mi wszystkie imiona.

      Raczej chodzi tu o wyjątkowość.

      Mówisz coś i nie masz pojęcia co to znaczy. Rany, to mogłoby być ciekawe...

      Że niby nigdy się nie spotkamy, nie mówię, że na pewno, ale nie mów nigdy :P

      Usuń
    3. Edyta Jungowska to Twoja znajoma?
      Zawsze się zastanawiałam, jak można lubić jakiś film/serial/książkę i nie znać imion postaci. Też dawno nie oglądałam Aparatki i innych bajek mojego dzieciństwa, ale jak słyszę sam tytuł, to jestem w stanie wyrecytować połowę dialogów z pamięci i odśpiewać piosenkę z czołówki i połowę z samego serialu. :D

      A, no chyba, że tak. U mnie z poczuciem wyjątkowości raczej różnie.

      To ogólnie śmiesznie brzmi :D Ale najfajniej było, jak w pięć osób na 'trzyy, czteeeeery' udawaliśmy tego faceta :D

      Szczerze mówiąc, to wątpię, żebym kiedyś spotkała kogoś z blogowych znajomych.

      Usuń
    4. Dokładniej to mojej mamy, ale miałem okazję, poznać, porozmawiać (przytulić :P), nocować i bawić się z jej synem w rzucanie balonów z wodą w drzewa.

      Ej, ja na serio to oglądałem, żeby nie było. Sam nie wiem jak to możliwe, ale cóż, tak bywa. Poza tym oglądałem to ostatni raz z x lat temu.

      Ale jesteś wyjątkowa. Po prostu, nie ma drugiego Husia (drugiej Husi?) i nie będzie.

      Hmm, ja kcę zobaczyć :P

      Mi się udało i to nie raz. Nawet jednej na ślub się wbijam, ale to inna historia.

      Usuń
  31. Uff czyli nie jesteś mugolem...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee, 'mugol' jest dla mnie obraźliwym słowem i można za nie oberwać jakimś zaklęciem :D

      Usuń
  32. Też uwielbiam psy. Chciałabym mieć w przyszłości własnego - cocker spaniela albo labradora ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zraziłam się do cocker spanielów po ostatniej wizycie u mojej koleżanki, ma strasznego psa, naprawdę. Ale labradory są urocze :D

      Usuń
  33. Kurczę, chciałam zacząć ten komentarz jakoś normalniej, ale od przeczytania minęło już trochę czasu i dalej pierwsze, o czym myślę to "WITCH!" xD. Piękne lata spędziłam nad tymi komiksami... Brakuje mi tamtych emocji.

    Tych towarzyszących wszystkiemu co związane z Potterem zresztą też... Chociaż nie, lepiej nie będę się zagłębiać w moje przywiązanie do wszystkiego, co potterowskie, bo pewnie nadal w tej tematyce włącza mi się słowotok :P.

    Jestem kociarą... co nie zmienia faktu, że Hektor na tym zdjęciu słodko wygląda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja też tak często mam.. a właściwie, to zawsze :D Czasami chcę tyle napisać, a potem stwierdzam, że może lepiej nie, bo wyjdę na nadpobudliwą i rozchwianą emocjonalnie :D

      Usuń
  34. 1 - też mam swoje ukochane książki, więc doskonale Cię rozumiem! :)) A ponieważ jestem BARDZO wrażliwa, to potrafię przez parę dni nie spać i nie myśleć o niczym innym, bo... to JEST dla mnie prawda! Że dla mojego otoczenia to nieco denerwujące, już chyba nie trzeba wspominać. ;)

    3 - a o tym to wiem już od dawna :) I powtórzę się, że TAK, bardzo Ci zazdroszczę. :) Zawsze mnie bardzo fascynowały te wszystkie dalekie kraje... :)


    Przepraszam, że tak nieskładnie komentuję, ale mam 39 gorączki, więc... i tak nie wiem, co jeszcze tutaj robię:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to :)

      No tak, Ty jedna chyba wiedziałaś ;)

      Ojej, to zdrowiej szybko. Możesz do mnie napisać na gadu, jakby Ci się nudziło, bo zdaje się, że gdzieś zapodział mi się Twój numer :> A właściwie, to wszystkie. Zostałam bez listy. :<

      Usuń
    2. no właśnie, nie mam teraz gg :(( ale możesz mi podać swój nr, bo może uda się jakoś przywrócić

      jeśli chodzi o mój stan zdrowia, to zaczynam się martwić, bo 10 dzień gorączki to już chyba przesada! w poniedziałek pewnie też nie pójdę - fajnie tak posiedzieć w domu, ale ja naprawdę czuję się fatalnie:/ jak parę dni temu pojechałam do szpitala gdzieś tak o 20.30, to wróciłam przed dwunastą, bo robiłam wszystkie możliwe badania - mieliśmy dylemat, od czego ta gorączka, ale wszystkie wyniki były dobre, więc...

      Usuń