piątek, 5 października 2012

Hello, October

Mam wrażenie, że nim się obejrzę, będzie już grudzień, Boże Narodzenie, śnieg i ferie, zakładając oczywiście, że wszyscy przeżyjemy 21. grudnia. Ale póki co, mamy październik. I muszę przyznać, że październikowe burze są dosyć dziwnym zjawiskiem. Tym bardziej, że o pierwszej w nocy sam włączył się telewizor (jak się później okazało dlatego, że z powrotem włączyli prąd), a ja wyobrażałam sobie Kayako Saeki gapiącą się w ekran i już chciałam wzywać pogotowie, policję i straż pożarną, choć ostatecznie skończyło się na telefonie do Pseudo, która piekła babeczki (tak, o pierwszej w nocy) i raczyła mnie tylko ochrzanić, bo rzekomo ściągałam na nas pioruny. A wydawało mi się, że lubię burze. Przynajmniej ta noc pomogła naszej grupie w wymyślaniu scenerii horroru na polskim :D

I co ja Wam jeszcze mogę powiedzieć? Spodziewam się dwójki ze sprawdzianu z matmy, a moje parabole wyglądają, jak gotyckie okna. Zmuszam Pseudo do punktualności (dzisiaj przybyłyśmy do szkoły dziesięć minut przed dzwonkiem! :D) i potykam się na kasztanach. O, i kierowca busa, którym często jeździmy, wygląda, jak Michał Winiarski i rozdaje cukierki, a to dosyć podejrzane. I nie byłyśmy w filharmonii. Ani ja, ani Pseudo, ani Pianistka. Zamiast tego siedziałam w swojej dziupli i słuchałam sonat na klarnet i fortepian (taką właśnie dostałam płytę za ostatnie granie do kotleta, na którym byliśmy z muzyczną :D), które bardzo denerwują moją Mamę. Poza tym pan od geografii jest rasistą i mnie prześladuje, i Pseudo też. No i mat-chem chce mieć z nami półmetek. Cała klasa jest tym zszokowana, bo to oznacza, że nie jesteśmy aż tacy beznadziejni i sztywni, na co wskazuje też frekwencja z ostatniej dyskoteki. Nienawidzę dyskotek, ale czego się nie robi, żeby nie być następnego dnia pytanym. A poza tym można się pośmiać z ludzi. I okrążyć całą szkołę pięć razy po ciemku, szukając Pseudo. Nigdy więcej. 

I – jak to ktoś dziś ładnie ujął – miałam gorszy tydzień, niczym (nikim?) się nie przejmowałam i waliłam prosto z mostu, co w gruncie rzeczy było prawie niemożliwe. Wy też tak macie, że jak widzicie niektóre osoby, to już nad sobą nie panujecie, tylko od razu mówicie, o co Wam chodzi? Zdaje się, że muszę tego nauczyć Brzozę, bo robienie głupich min zza podręcznika nie jest chyba najlepszą opcją. ;)

100 komentarzy:

  1. U mnie woczraj też była burza i sie balam, ze sie bede bala :<< ja juz chce swieta!!!!!! ale im blizej swiat tym blizej matury.......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie boję burzy, ale boję się ciemności, czyli i tak wychodzi na to, że boję się burzy w nocy :(

      Usuń
    2. ja bardzo lubię burzę, ale jest straszna troche, no a w nocy to już wgl bo takie straszne jakies odglosy sa jeszcze jak wczesniej jakis horror czytalam to juz wgl :<
      blagam wylacz te weryfikacje obrazkowa :<<<

      Usuń
    3. Ja już nawet nie czytam/oglądam horrorów, bo mama się strasznie wścieka, jak panikuję. :>
      Mam weryfikację obrazkową?! XD

      Usuń
    4. hehe no ja sie boje ogladac horrory wole czytac:D

      Usuń
    5. Nie mam, bo wyłączyłam, ale nie przypominam sobie, żebym włączała. :o
      Ja z własnej woli już nie oglądam, ktoś musi mnie zmusić, ale tego też nie lubię. :x

      Usuń
    6. No, bo ta weryfikacja jak założyłaś bloga była ustawiona automatycznie też nie wiedziałam, że ją mam dopiero mi ktoś napisał i wtedy ją wyłączyłam...
      Pamiętam, że kiedyś jak byłam młodsza to oglądałam z mamą The Ring, tylko, że leżałam tyłem to telewizora hyhy a i tak się strasznie bałam tej dziewczynki z telewizora. Albo stary horror Duch, co wybudował dom na cmentarzu i wciągneło to tv jego córkę... haha to były czasy, dzisiaj jak oglądam ten horror to się śmieję ;-)

      Usuń
    7. Ale wcześniej też ją miałam przez cały czas? :o
      Moja Mama raz oglądała ze mną Laleczkę Chucky, ale to naprawdę głupi horror :D Ogólnie jak się ogląda horrory w jakimś większym gronie, to jest śmiesznie. Ale do momentu, kiedy znów nie zostanę sama. ;)

      Usuń
    8. No miałaś ją cały czas;p

      haha no jak się z kimś ogląda to jest inaczej, ale samemu... tak samo komedia jak oglądam z kims to rycze ze smiechu a jak sama to pokerface;p

      Usuń
    9. Serio? I nikt mi o tym nie powiedział? Masakra. :x Dzięki :D

      Dlatego jeśli chcesz wiedzieć, o czym był film, to oglądaj sama, a jeśli po prostu chcesz się pośmiać, to z kimś. :D

      Usuń
  2. Tym fragmentem o parabolach to mnie zabiłaś ;)
    Ja, niestety na dwóję z matmy pozwolić sobie nie mogę, bo będę zdawać na maturze rozszerzenie - oczywiście, jak trafnie zauważyłaś, jeżeli przeżyje grudzień 2012 i inne miesiące przed majem 2014 ;p
    Ja październikowych burz nie lubię (też miałam u siebie :)) - bo zimno. Latem to zupełnie co innego :)
    A ten tydzień był dziwny, naprawdę, cieszę się, że powoli się kończy i liczę, że następny będzie bardziej... Normalny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego już nie śpiewam "Parabole tańczą..", bo za bardzo mnie one denerwują. :x
      Matura rozszerzona z matmy brzmi dla mnie tak zabawnie, wybacz :D
      Ale tak sobie myślę, że w Hogwarcie mieli burze już w roku szkolnym, więc w październiku pewnie i też i od razu mi się spodobało, haha :D
      Każdy tydzień jest jakiś dziwny i bardzo szybko mija. Jak już tylko minie wtorek i środa, to można powiedzieć, że już prawie jest piątek.

      Usuń
    2. Ja też nie lubię i nie umiem rysować porządnych paraboli (jak to moja matematyczka mówi ‘tulipanów‘ :)).
      I nie martw się, dla mnie to też brzmi jak abstrakcja, ale nikłe szanse, by na wydział chemii przyjęli mnie jedynie z podstawową matmą, unfortunately :(
      Ale Hogwart to Wielka Brytania, tam ciagle pada, a tu powinno o tej porze góra lać jak ze scebra :p
      Mój piatek zawsze wolno upływa - taka bariera odgradzająca mnie od weekendu :)

      Usuń
    3. Ojej, jakie wyszukane porównanie :D
      A chodzisz na jakieś dodatkowe lekcje, żeby ewentualnie uzupełnić te braki z podstaw? Hm, moja koleżanka dostała się teraz na chemię i z tego, co wiem, to zdawała podstawową matmę.. chyba, że się mylę.
      Ogólnie to dziwna jakaś ta pogoda ostatnio. W nocy burze, rano słońce.. ale cieszę się, że jeszcze nie pada. :)
      Piątki w szkole strasznie mi się ciągną, bo mam dwie chemie. -.- To znaczy, na początku miałam chemię i bio, ale zamieniliśmy i mamy w piątki dwie chemie, a w środy dwie biologie. Z tą samą beznadziejną nauczycielką.. istna tragedia. Ale mimo wszystko wolę z nią biologię, przynajmniej nie muszę za wiele rozumieć. A na przykład, na takiej chemii nie rozumiem kompletnie nic i tęsknię za naszym Dziadziusiem. :(

      Usuń
    4. Niestety, mojej mamy nie stać na korepetycje, więc jestem zmuszona po prostu dłużej nad notatkami siedzieć :/
      Hm... To dziwne, może inni mieli gorsze wyniki, inne wymagania lub pozostałe wyniki matur miała lepsze... Nie wiem, ale kogokolwiek pytam, to głównie matma i chemia, zwłaszcza, jeżeli o politechnikę chodzi.
      Ja z kolei mam zamulę w piątek, same praktycznie humanistyczne przedmioty, dwa wfy, angielski, a potem kółko chemiczne. No i jeszcze dodatkowy angielski od 17 do 18. Masakra :/

      Usuń
    5. Skądś to znam, niestety.
      A, bo ona się dostała na UJ.
      W piątki mam trochę luzu, bo to jedyny dzień, kiedy nie mam historii i jakaś taka lepsza atmosfera w klasie panuje, mniej stresu :D

      Usuń
    6. Hm... Nie sądziłam, że Jagiellonka zadowala się podstawką :)
      Kurcze, ogólnie gubię się już w wymaganiach tych wszystkich uczelni :p

      Usuń
    7. Nie jestem pewna, czy zdawała podstawę, ale tak mi się właśnie wydaje. Z drugiej strony miała niezłego nauczyciela, który jak już kogoś potępi, to nauczy + jeszcze był jej wychowawcą. Ale nie sądzę, żeby zdawała rozszerzenie.
      Ogólnie to ja też się gubię, ale wiesz, human to human i raczej na rozszerzoną matmę czy chemię albo biologię, to się raczej nie zdecyduję. :p

      Usuń
    8. Ja miałam taką nauczycielkę w gimnazjum i w sumie takie właśnie do mnie przemawiają :)
      Teraz też mam fajną babkę, ale według mnie zbyt lajtowa, a ja mimo wszystko z matmy potrzebowałabym takiej kosy :)
      Ty to zapewne historia, czyż nie?^^

      Usuń
    9. Moja babka od matmy jest raczej kiepska, do tego to moja wychowawczyni.. no cóż, może powinnam się cieszyć, że utrzymuję się jakoś na trójach bez żadnych korków, itp. ;)
      Chociaż dużo się uczę na historię i mam dobre oceny, to nie wiem, czy będę ją zdawać. Jakoś marnie to widzę jak na razie, mam słabą pamięć. :x Ale polski na pewno. No i albo wos albo historię, tylko co.

      Usuń
    10. No ja mam w szkole 3 matematyczki, jedna ogólnie to ciągle jest poprawiana przez uczniów, druga zapinkala z materiałem, nie tłumaczy, a matmę rozumieć mogą tylko jej pupilki.
      Nasza ideałem nie jest, mam wrażenie, że nami ona czasami zachwycona też nie jest, bo na przykład jesteśmy cichą klasą, rzadko pytania zadajemy itd. a ona twierdzi, że wcześniej to wszystkie bio-chemy to zaraz po mat-fizach do matematyki były skore i zawsze jakieś żywe dyskusje były itd :)
      Z maturą to już po prostu wybierz to co wymagają na uczelni, którą sobie obierzesz :)

      Usuń
  3. Ja dzisiaj miałam kartkówkę z matmy, na którą się spóźniłam, bo oczywiście nagle tramwaj postanowił się zepsuć na takim odcinku trasy, gdzie musiałam się zawracać by CZYMKOLWIEK do szkoły dojechać. Ahh, ale napisałam i chyba wleci 5. :OO Z MATMY, TYLE WYGRAĆ ;__; Ja na dyskoteki zawsze chodziłam i chodzić będę, zawsze mam zwałę z tych laluniek co się rozciągają jak jakieś związane panie spod latarni. NO ALE. :D My teraz na polskim omawiamy mity, chętnie bym wymyśliła jakąś scenerię, nawet do horroru, którego szczerze nie cierpię. :D A koniec świata przeżyjemy, tak myślę. Gorzej z 2013, bo coś tam czytałam o nadwyżce energii słońca i że nam na ziemii prąd na rok wygaśnie. EH, ŻYCIE JEST TAKIE PIĘKNE. ;__;

    Pozdrawiam ciepło, Natalia. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to gratuluję :D Pamiętam, jak w zeszłym roku moją pierwszą oceną z matmy była 4 ze sprawdzianu. Pierwsza i ostatnia, hahah :D
      Po dyskotece jest się na bieżąco ze wszystkimi newsami dotyczącymi szkolnych par, chociaż po ostatniej akurat niczego nowego się nie dowiedziałam, ale mimo wszystko i tak było głupio-śmiesznie ;)
      My wymyślaliśmy scenerię do "Lilii" Mickiewicza :D Ale jeszcze nie skończyliśmy, więc chyba na następnej lekcji będziemy to wszystko dopiero prezentować. Może znajdę nam jakiś podkład muzyczny, bo podobno też może być :D
      Prąd wygaśnie? :<

      Usuń
    2. Ja też tak sądzę o tek kartkówce - PIERWSZA I OSTATNIA. :D
      Ja na dyskotece zazwyczaj albo siedziałam i patrzyłam na innych albo też tańczyłam, więc jakoś wtedy nie zwracałam na nikogo uwagi, tylko na to by nie podeptać nóg koleżanek. :D
      To mam nadzieję że dobrze wyjdzie, chociaż nie mam w sumie pojęcia o jakim utworze mówisz, bo nigdy nie słyszałam i nie czytałam. :D
      Podobno tak. Nie przeżyję bez tego. :c

      Usuń
    3. No, ja jeszcze uciekałam przed potencjalnymi partnerami do tańca, hahahah :D
      Serio nie? My to akurat czytaliśmy jakoś w gimnazjum, więc już byłam w temacie. Przeczytaj sobie, nie zajmie Ci to więcej, niż 10 minut.
      Biedne nasze blogi.

      Usuń
    4. Ahahahaha, ja także. :D Raz jeden chłopak chciał ze mną zatańczyć wolny taniec. Jego stopy nie przyjęły tego zbyt pozytywnie. XD
      Nieee, nie czytałam tego. :c Jak znajdę czas i NIE ZAPOMNĘ ( co się bardzo często zdarza ) to przeczytam. :3
      Blogi to jedno. Lodówka jest podłączona do prądu, A JA BEZ JEDZENIA, MEJ MIŁOŚCI, NIE PRZEŻYJĘ. :C

      Usuń
    5. Wolne to już w ogóle nie wchodzą w grę. Na tej ostatniej dyskotece tylko raz zatańczyłam z kolegą (ale nie wolnego, oczywiście :D), bo tak błagał, ale poszłam ze słowami 'ALE TYLKO RAZ' wymalowanymi na twarzy XD
      Możesz jeść rzeczy nie z lodówki :D Ja się zawsze przejmuję tym, że jak nie będzie prądu, to nie będę mogła wyprostować/pokręcić/wysuszyć włosów i to mnie naprawdę przeraża. :x Czuję się jak jakaś pusta blondyna wtedy.

      Usuń
    6. Ja szybkie tańce tak naprawdę tańczyłam z wszystkimi. Czy to chłopak, dziewczyna, trzy koleżanki, całe kółko - nieważne. :D A wolne w całym życiu tańczyłam tylko dwa. W gimnazjum ten niefortunny który wyżej opisałam, i na balu SZÓSTOKLASISTÓW. Jarałam się tym przez tydzień. :D
      Ja wiem, ale jednak lodówka to kolebka jedzenia. :D Oooo, ta perspektywa także mnie przeraża. o.O A tam od razu że pustak. :D

      Usuń
    7. Ojej, a ja nie miałam balu szóstoklasistów, hahah :D Może to i lepiej, bo już widzę, jakby on wyglądał. Problem był na balu gimnazjalnym, jak chłopcy niespecjalnie palili się do tańca, a co dopiero w szóstej klasie. :D
      Właśnie, chyba się zaraz przejdę na spacer do lodówki :D

      Usuń
    8. No u mnie to było pseudo - tańczenie i bieganie wokół siebie, więc nie masz czego żałować. :D U mnie właśnie panowie to byli królowie parkietu, tylko niektóre wyjątki, czyli jakieś nooby i lamusy nie tańczyły, tylko podpierali ściany. :D
      Ja tam chodzę co chwilę, z myślą że może tym razem będzie coś nowego. :D

      Usuń
    9. Ale ten żal, kiedy patrzysz do lodówki i nie widzisz tam nic fajnego, jest straszny. :<

      Usuń
    10. Dokładnie, moje życie traci wtedy sens. :C :D

      Usuń
    11. To samo z szafką ze słodyczami, moja jest pusta. Zjadłam dziś ostatnie kostki czekolady truskawkowej. :(

      Usuń
    12. Mi tata kupił knoppersa i jakieś cukierki, ale knoppers jest do szkoły, więc zostały mi tylko cukierki. A MAM NA NIEGO MEGA CHĘĆ. A tak to koszyczek też stoi pusty. :c

      Usuń
    13. Ej, ja chyba też mam knopersa. Ale go nie zjem, koniec na dziś. W sumie to może to nawet nie taki głupi pomysł, żeby przestać uzupełniać zapasy słodyczy. :d

      Usuń
    14. U mnie ostatnio mega ograniczone jest wszystko. :D Kiedyś tam było WSZYSTKO - od cukierków po chipsy, a teraz jak jest baton i mentosy to jest cud! :D

      Usuń
    15. Bo jak jest rok szkolny, to się wszyscy stresują i ciągle coś podjadają, przynajmniej ja :D W wakacje jadłam, bo nie miałam co robić, a teraz jem, żeby się nie uczyć :D

      Usuń
    16. Ja ostatnio by się nie uczyć na sprawdzian z historii przez DWIE GODZINY piekłam babeczki. BABECZKI. Które się robi w niecałą godzinę. Ale ja wszystko musiałam starannie dobrać, wymieszać, odlać itd. :D

      Usuń
    17. A ja się wczoraj nauczyłam 4 kartek o wojnie trzydziestoletniej w dwie godziny :O Teraz tez się powinnam uczyć, ale mi się nie chce.. :<

      Usuń
    18. Ja na szczęście się bardzo szybko uczę. C: Wystarczy mi przed snem dwa razy coś przeczytać i większość pamiętam, a później rano jak wstanę sobie jeszcze raz przeczytać i przed lekcją i już wszystko umiem. :D

      Usuń
  4. Eee, rozmowa telefoniczna w domu nie ściąga pioruna. Nie ważne czy jesteś z miasta, czy ze wsi (gorzej jak jesteś w jakiejś chacie na pustkowiu), ale jednak do tego trzeba pustej przestrzeni. No i telefon sam "ściąga" pioruny bo cały czas sam się łączy z najbliższą anteną :P

    A co do reszty, hmm, szkoła. Nie lubię tego tematu, wszystkim o tym mówię, więc każdy mnie zagaduje. Mam fajnych znajomych...

    No cóż, trzymaj się ciepło kochana :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja wiedziałam, że nie ściąga, tylko nie wiedziałam czemu :D Ale dzięki, zaraz jej to powiem. Poza tym tak się wtedy bałam tej niby Kayako przed samowłączającym się telewizorem, że piorun może nie byłby takim złym zakończeniem tej historii. :d

      Jest rok szkolny, więc i tak wszyscy mówią i będą mówić głównie o szkole. :x

      Usuń
    2. Hmm, no pomysł logicznie. Powiedzmy takie miasto. Piorun leci po sygnale, więc w mieście musiałby praktycznie uderzać w powietrze, bo praktycznie wszędzie są sygnały. Na wsi mniej, ale dalej sygnału jest dość dużo (dodatkowo promieniowanie od linii elektrycznych), więc dalej wokół Ciebie ma bliższe i bardziej kuszące miejsca do uderzenia.

      A jeśli już będziesz powiedzmy w górach, to już gorzej, dlatego należy wyjąć baterię lub włączyć tryb samolotowy (jeżeli masz) - chodzi o odcięcie sygnału. Jeśli będzie tylko wyłączony telefon, ale bateria w środku, to telefon dalej potrafi się kontaktować z anteną.

      No niby tak, ale wiesz.

      Usuń
    3. Dlatego nie chodzę w góry.
      Ale i tak ciekawe, czy piorun uderzyłby we mnie czy w Pseudo. XD

      Nie wiem?

      Usuń
    4. No spoko.

      To zależy, do której miałby bliżej, która z was byłaby wyżej itp :P

      Nie wszystko kręci się wokół szkoły :P

      Usuń
    5. No to pewnie w nią XD

      Ale większość. O, na przykład teraz siedzę i się germanizuję.

      Usuń
    6. Skoro tak twierdzisz :PP

      Jak uroczo.

      Usuń
    7. Ale zawsze zakładamy, że to ja pierwsza umrę, jak już coś.

      Nawet bardzo. Jeszcze tylko trzy kartki. ♥

      Usuń
    8. Nie wiem, chyba od podstawówki nam tak zostało, jak wchodziłyśmy na zegary śmierci i zawsze wychodziło, że ja umrę wcześniej XD A raz Pseudo okazała się być bardzo nietaktowna i powiedziała, że jak coś, to przyjdzie do mojej mamy i powie jej, żeby jej oddała wszystkie moje zabawki (tj. moje lalki barbie i domki dla lalek i wszystkie super ubranka), ale to było jeszcze wcześniej. A potem to już się zaczął okres, kiedy ja zaczęłam być tą dziwną, nielubiącą ludzi, no i tak jakoś wyszło, że na starość zbzikuję, umrę razem z psem, a potem będę ją straszyć. W sumie, to się nas boję trochę. -.-"

      I właśnie nauczyłam się odmieniać wyrażenia 'rosyjska wódka' i 'kubańskie cygara' przez przypadki, jej.

      Usuń
  5. U mnie się zaczął etap studniówka, więc szalejemy na tym punkcie, a odnośnie półmetka zeszłorocznego, to Lu zapłaciła za niego, ale na niego... nie poszla, bo wolała się w łóżku wylegiwać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, rozumiem :D Właśnie też myślę o tym, żeby nie iść, no ale pewnie wszyscy będą mówić 'no chooooodź, będzie fajnie', a ja przecież i tak wiem swoje.

      Usuń
    2. Hahahahaha, u mnie miałyśmy we cztery koleżanki iść. Tak rozprawiałyśmy o sukienkach, a okazało się, że z nas poszła tylko jedna, która później na resztę była fochnięta :D może fajnie będzie! :)

      Usuń
    3. No właśnie tak sobie myślę, że skoro już mam iść na ten półmetek, to muszę już zacząć szukać sukienki i butów, bo w dwa tygodnie to ja sobie nic nie znajdę XD

      Usuń
    4. Dwa tygodnie?! Matko, ja mam studniówkę w lutym a już szukam sukienki, butów i wgl!

      Usuń
    5. No właśnie o tym mówię :D Ale znając życie, to i tak pójdę w czymś, co nawet mi się nie podoba. Czyli lepiej byłoby nie iść.

      Usuń
    6. dlatego ja zdecydowałam się na szycie sukienki :D

      Usuń
  6. Hahah, ta noc przypomniała wszystkie moje noce, kiedy sikam ze strachu bo mi się coś przypomina.
    Parabole olej - ja się nimi męczyłam, bo zawsze dałam ramiona do góry, jak trzeba było na dół, albo w ogóle spieprzyłam coś innego ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nienawidzę tych nocy. :x Potem rano to wydaje się takie śmieszne i głupie, ale to tylko dlatego, że nie jest już ciemno i nikt nie śpi.
      A to ja z ramionami akurat nie mam problemu na razie, ale ogólnie z matmą nieciekawie u mnie. ;)

      Usuń
  7. U mnie ponoć któregoś z ostatnich dni nad razem była burza. Nie wiem kiedy, bo spałam.
    A co do Pseudo i babeczek o pierwszej w nocy. Kiedyś zostałam na noc u koleżanki, oglądałyśmy film i o 2 w nocy nagle nabrała ochoty na robienie prania i na prasowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie zawsze się budzę, kiedy wszyscy w domu śpią i to nie jest fajne.
      Nie rozumiem, jak można mieć ochotę na robienie prania i prasowanie, no ale okej :D

      Usuń
    2. Ze mną to różnie bywa: raz się budzę, jak wszyscy śpią, a raz nic nie jest w stanie mnie obudzić :D
      Ja też nie rozumiem, ale na serio tak było :D

      Usuń
    3. Chyba lepiej jest spać całą noc i się nie budzić :D
      To co ona, w ciąży była? :D

      Usuń
    4. To jeszcze zależy, z której strony patrzysz.
      Nieee, ona czasem ma takie dziwne schizy, ale to pobiło wszystko inne.

      Usuń
  8. Burze spoko sprawa, o ile jestem schowana bezpiecznie w domku. Lubię sobie patrzyć na pioruny.

    Na szkolne dyskoteki (i chyba w ogóle dyskoteki) nie znoszę chodzić, zupełnie nie bawi mnie ten klimat. Nawet zwolnienie z ustnej odpowiedzi nie zachęci mnie do tego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię jeszcze, jak mi miga światło :D

      Gdybyś miała następnego dnia chemię i biologię z moją wspaniałą nauczycielką, to byłabyś w stanie nawet iść na dyskotekę. ;)

      Usuń
  9. Raz miałam tak, że jak widziałam jedną osobę, to miałam ochotę jej z całej siły, za przeproszeniem, przypier**lić. I ku zaskoczeniu mojej najlepszej przyjaciółki i mojego najlepszego przyjaciela i dobrego znajomego i również tej osoby - zrobiłam to. Podobno ślad utrzymywał się jeszcze baardzo długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojojoj, to widzę, że lepiej z Tobą nie zadzierać :D Ja póki co, powiedziałam tylko, że mam ochotę nią po prostu potrząsnąć i coś mi się wydaje, że jeśli ona się nie zmieni, to rzeczywiście to zrobię, ale bez zbędnych rękoczynów :D

      Usuń
    2. Haha, no nie warto :D ale teraz jak już napięcie po tamtym incydencie przeszło, mam z tą osobą lepszy kontakt niż przed nim ;p więc skutki są dobre ;d

      Usuń
    3. Nie licząc pewnie paru blizn :D

      Usuń
    4. Nie no, nie przesadzajmy :>

      Usuń
    5. Nie, gdzie tam :) prawdziwy facet dziewczyn nie bije :>

      Usuń
    6. Aaaa, bo to facet? Myślałam, że dziewczyna! :D W sumie też czasem mam ochotę jednemu przywalić, bo go tak z całego serca nie znoszę, ale on już na sam mój widok jest agresywny i myślę, że byłby w stanie mnie pobić, więc wolę nie podskakiwać, wystarczy przedrzeźnianie go na każdym kroku. XD

      Usuń
    7. Nie, nie, dziewczyn nie biję :D chyba, że Chudą jak zaczyna gadać bzdury ;d
      Jak się przywali to jest wielka ulga - polecam ;p

      Usuń
    8. Jakoś sobie nie wyobrażam siebie bijącej kogoś. Raz udrapałam Pseudo w nos i to tak porządnie (nie specjalnie, oczywiście :D), więc jak się jej mama dowiedziała, że to moja sprawka, to tylko wybałuszyła oczy i powiedziała 'Patrycja?! Takie-grzeczne-dziecko?!' :DDD

      Usuń
    9. Też sobie siebie nie wyobrażałam :P do czasu. Jej, biedna Pseudo!

      Usuń
    10. Ja mam taki refleks, że.. w ogóle go nie mam.
      No ale nie celowo to zrobiłam przecież, poza tym ja też przez nią cierpiałam :D Raz tak mnie uszczypała w nos, że cały dzień chodziłam z fioletowym. Nasza wychowawczyni mi wmawiała, że już nigdy mi to nie zejdzie, byłam przerażona. :x

      Usuń
    11. Hahahaha! Jaka trauma :D ja mam do teraz ciemną plamkę na nosie po "wypadku" w ostatnią noc na obozie w lipcu -.-

      PS. Tak mi się rzuciło w oczy "Michał Winiarski". Wiem, że to było w kontekście kierowcy busa, ale uwielbiam go <3

      Usuń
    12. Co było w ostatnią noc na obozie w lipcu? :>

      Hahaha, dziś znów z tym panem jechałyśmy :D Naprawdę wygląda, jak on! Tylko jest trochę grubszy, no i niższy.

      Usuń
    13. Pytasz o "wypadek" czy o całą noc? ;d

      Michaś <3 następnym razem zrób zdjęcie i mi pokaż :D

      Usuń
  10. ee, dwója to przecież ocena pozytywna :D a gotyckie okna, powiem Ci, miały bardzo różne kształty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a, no widzisz :D i po co to od razu zakładać najgorsze... :D

      Usuń
    2. Najgorszą opcją byłaby pała ;) Ale nie jest źle, mam już +3 i 3, więc chyba uda mi się uciągnąć na trójach do końca roku albo chociaż semestru :D

      Usuń
    3. i tego się trzymajmy ;) a może nawet jakieś 4 ci zaczną wpadać ;)

      Usuń
    4. Wystarczą mi 3, 4 to już by było 'powyżej oczekiwań' :D

      Usuń
    5. a tam od razu, że powyżej ;p nie można równać do dołu, trzeba w górę! ;p

      Usuń
  11. chciałabym potykać się na kasztanach i chodzić po liściach które skrzypią pod naporem stóp. Jesień ma swoje uroki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potykanie się na kasztanach jest fajne tylko na początku, później już naprawdę można powybijać sobie zęby. ;)

      Usuń
    2. Ale tak opisane, że aż masz ochotę się uśmiechać na samą myśl tylko. I w wyobraźnia podsuwa obraz cudownej, złotej jesieni. Szkoda tylko, że w rzeczywistości ta jesień jest szara ..

      Usuń
    3. U mnie była złota aż do.. dzisiaj.

      Usuń
    4. U mnie tylko dwa dni były złota. Ale warto docenić choć te dwa dni ..

      Usuń
  12. A u mnie po kasztanach ani śladu :(

    moze-byc.blogspot.com (nowy blog - Fausta)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja stosunkowo niedawno (okej, na przestrzeni 1,5 roku) przeszłam dziwną metamorfozę. Jestem pewna, że to za sprawą mojego chłopaka... Nie do końca przekonana czy na dobre czy na złe, ale oduczyłam się walenia ludziom prosto z mostu tego, o czym w danej chwili myślę. Niektóre rzeczy zachowuję dla siebie, przez co momentami odnoszę wrażenie, że będą mnie musieli zamknąć w psychiatryku, ale co poradzę? Już nie przechodzą mi tak łatwo przez gardło różnego rodzaju komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojejciu, jejciu ;). Strasznie pozytywny ten post w tej swojej codzienności :). Dzisiaj właśnie jadąc tramwajem i mijając sklepowe witryny zapragnęłam już świąt i kupowania prezentów (choć normalnie tego nienawidzę!). Choć z drugiej strony święta oznaczają zimę i śnieg co już nieco zmniejsza moją tęsknotę ;).
    Uczeń bez dwói jest jak żołnierz bez karabinu, więc nie ma się co martwić - grunt, że nie trzeba się uczyć na poprawę! :D
    Haha, wieczorne eskapady lub pieczenie ciasteczek ma swoje niepowtarzalne, niezapomniane uroki, więc fajnie, że są! :)

    OdpowiedzUsuń