Zepsułam okno. Właściwie, to mama się upiera, że zepsułam, bo ja twierdzę, że już wcześniej było zepsute, a ja tylko trochę... pgoroszyłam sprawę, o. No i nie mogę go zamknąć. Sąsiadka zaczęła mnie ostatnio straszyć, żebym uważała, bo w nocy wleciał jej nietoperz do domu, zaplątał się w firankę i musiała go wyrzucić razem z nią. Także cieszę się, że jeszcze żaden nietoperz mnie nie dopadł, nie zaplątał się w moje włosy i nie jestem łysa.
Szczerze współczuję wszystkim moim sąsiadom, bo dziś po raz pierwszy od zakończenia roku szkolnego (a właściwie, to od koncertu dyplomantów) otworzyłam futerał i rozłożyłam klarnet. Skomentuję to tak – co najmniej beznadziejna forma i co najmniej beznadziejny dźwięk i barwa. A poza tym nie mam stroików. Zostały mi jeszcze jakieś nieotworzone 2 ½ sprzed dwóch lat. Mam nadzieję, że nie okażą się za ciężkie na mój obecny stan. A tak w ogóle, to na stroikach 2 ½ grają dzieci, które dopiero zaczynają naukę. ;) Tak czy owak, jestem z siebie dumna. Znów mam cały pokój w nutach i stroikach i bardzo mnie to cieszy.
S. codziennie zdaje mi relacje z kolejnego dnia w pracy. Raz się cieszy, raz płacze do słuchawki i mówi, że mam się nie martwić. No tak, bo wiadomości typu „wbiłam sobie nóż do nogi” wcale nie sprawiają, że się o nią martwię. To przecież zupełnie normalne.
Jestem już przygotowana psychicznie na przyjazd kuzynek i kuzynów w liczbie 5. Na zabawę w chowanego, siedzenie w krzakach malin, uciekanie przed pszczołami, spacery na drugi koniec wsi, szczekające na nas psy, nieszczęsne pobudki o piątej rano, płacz, potłuczone kolana i szał dziadka na widok połamanych gałązek drzewek, o które tak obsesyjnie dba. Oby tylko nikt nie wpadł na pomysł, by nocować w namiocie. Przypuszczam, że kiepsko wychodziłoby mi udawanie, że nie boję się ciemności i wszystkich niebezpieczeństw, jakie mogłyby na nas czyhać w ogródku. :D
Hm, chyba czas na cotygodniową wizytę taty. Może później uda mi się jeszcze pójść do Pseudo i razem z nią pozachwycać się jej nowym kolorem włosów. A po drodze rzucę czymś w sąsiada, bo od ponad godziny słyszę tylko jego głośny, irytujący śmiech. No co, ja przecież nie grałam aż tak długo...
Szczerze współczuję wszystkim moim sąsiadom, bo dziś po raz pierwszy od zakończenia roku szkolnego (a właściwie, to od koncertu dyplomantów) otworzyłam futerał i rozłożyłam klarnet. Skomentuję to tak – co najmniej beznadziejna forma i co najmniej beznadziejny dźwięk i barwa. A poza tym nie mam stroików. Zostały mi jeszcze jakieś nieotworzone 2 ½ sprzed dwóch lat. Mam nadzieję, że nie okażą się za ciężkie na mój obecny stan. A tak w ogóle, to na stroikach 2 ½ grają dzieci, które dopiero zaczynają naukę. ;) Tak czy owak, jestem z siebie dumna. Znów mam cały pokój w nutach i stroikach i bardzo mnie to cieszy.
S. codziennie zdaje mi relacje z kolejnego dnia w pracy. Raz się cieszy, raz płacze do słuchawki i mówi, że mam się nie martwić. No tak, bo wiadomości typu „wbiłam sobie nóż do nogi” wcale nie sprawiają, że się o nią martwię. To przecież zupełnie normalne.
Jestem już przygotowana psychicznie na przyjazd kuzynek i kuzynów w liczbie 5. Na zabawę w chowanego, siedzenie w krzakach malin, uciekanie przed pszczołami, spacery na drugi koniec wsi, szczekające na nas psy, nieszczęsne pobudki o piątej rano, płacz, potłuczone kolana i szał dziadka na widok połamanych gałązek drzewek, o które tak obsesyjnie dba. Oby tylko nikt nie wpadł na pomysł, by nocować w namiocie. Przypuszczam, że kiepsko wychodziłoby mi udawanie, że nie boję się ciemności i wszystkich niebezpieczeństw, jakie mogłyby na nas czyhać w ogródku. :D
Hm, chyba czas na cotygodniową wizytę taty. Może później uda mi się jeszcze pójść do Pseudo i razem z nią pozachwycać się jej nowym kolorem włosów. A po drodze rzucę czymś w sąsiada, bo od ponad godziny słyszę tylko jego głośny, irytujący śmiech. No co, ja przecież nie grałam aż tak długo...
Hmm, to ja złamałem klamkę w swoim oknie, ale daje się zamykać czy coś, tylko jakoś tak, dziwnie xD.
OdpowiedzUsuńJejciu, biedni sąsiedzi, aż współczuję. Dodatkowo, jeszcze nauka gry na instrumencie. Ja zawsze chciałem się na czymś nauczyć ale jakoś, tak, no, eee, jestem leniwy xD.
Boisz się ciemności?
Jak się da zamykać, to jest dobrze. A ja znów będę musiała spać z otwartym. -.-
UsuńAle dlaczego biedni, pomiajając fakt, że muszą słuchać, jak gram? Ja żałuję, że nie zapisałam się wcześniej do muzycznej, na pianino na przykład w wieku sześciu lat albo coś takiego. Mama stwierdziła, że nie wykazywałam większego zainteresowania muzyką, więc nigdy nie wpadła na taki pomysł. Też mi coś. Właśnie ja też jestem leniwa i dlatego klarnet przez całe wakacje siedział w futerale.
Boję. Właśnie przybiegłam od Pseudo. No dobra, może nie przybiegłam, ale szłam szybciej, niż zwykle. Co z tego, że to trzy minuty drogi, podczas których mama wydzwania do mnie kilka razy, czy już idę, bo boi się, że zaatakują mnie żule.
Słodkich snów :3
UsuńCałe wakacje? Myślałem, że dopiero połowa minęła :P
Ja wielu rzeczy żałuję, że mamcia nie zauważyła jak byłem mały. Ale takie są już mamy.
LOOOL.
Jak moja, pomijając fakt, że telefon tylko by ich prowokował. Albo to, że na moim bloku, moje dresy mnie nie ruszą, bo moja mamcia z ich mamciami w jednej piaskownicy się bawiła.
Dzięki. :|
UsuńOjej, przepraszam. Przez ponad miesiąc. No jeśli ja będę miała dziecko, to na pewno pójdzie do szkoły muzycznej. :D
Raz to nawet mama po mnie przyszła, bo stwierdziła, że dziwne śpiewy dochodzą z baru i lepiej, żebym sama po ciemku nie chodziła :D Następnym razem to sobie chyba psa ze sobą wezmę. Kiedyś, jak wiedziałam, że będę musiała wracać po ciemku do domu, to się nigdzie nie ruszałam bez latarki i czegoś, czym mogłabym komuś prysnąć do oczu, żeby go oślepić, heheheh.
:PP
UsuńA ono będzie chciało być budowlańcem...
Nie tak, trzeba po prostu dawać szansę dziecku na rozwój, ale nie zmuszać. Pokaż mu pianino, skrzypce, coś, niech zobaczy. Pokaż mu sport, pokaż mu wszystko co się da i niech wybierze to co lubi.
Uroczo, to ja mamę od 3 lat proszę o pistolet hukowy :P
Módl się lepiej, żeby nie było burzy i żadnego nietoperza w pobliżu. I konika polnego. Nie lubię ich.
UsuńWiem i dlatego zacznę od muzyki, heheh. Ale skrzypce to dosyć ryzykowna opcja.
Z marnym skutkiem, rozumiem?
Ja mam się modlić? :P
UsuńMi to tam obojętne.
Ale to takie przykłady rzucałem. Poza tym, lubię skrzypce :P
Nie skądże, biegam i strzelam sobie w metrze.
To się nie módl, bo wciąż żyję i mam włosy.
UsuńTeż lubię skrzypce, tylko nie lubię, kiedy grają na nich dzieci.
Z kamieniem wskrzeszenia nie biegasz, to może z pistoletem. Ja tam nie wiem.
A jakie masz włosy? :P
UsuńMi to obojętne kto gra, byle ładnie.
No tak, to możliwe, ale nie, jednak nie mam :c
Brzydkie, ale i tak cierpiałabym z powodu ich utraty.
UsuńWłaśnie większość dzieci nie gra za ładnie. To znaczy, ja się tam na technice gry na skrzypcach nie znam, ale trochę się nasłuchałam, siedząc w muzycznej. No i ta moja kuzynka (ta od śliwki i słoneczka) cały rok mi rzępoliła "Pojedziemy na łów" na skrzypcach, ale teraz się przerzuca na wiolonczelę. Może to i nawet lepiej.
To może kiedyś mamusia Ci kupi. :p
Ale jakie, a nie jak je ocenisz :P.
UsuńBrązowe, białe, różowe, proste, kręcone, falowane, w warkocze, w kucyk, w kok, rozpuszczone, układane, bla, bla, bla.
Hmm, ja mówię, nie obchodzi mnie kto gra, ile ma lat, a nawet czy pali, ale ma dobrze grać.
Tak, na 18 :3
http://www.youtube.com/watch?v=lsr6NyMRslM
UsuńTak mi się przypomniał jeden filmik o dobrym graniu na skrzypcach :3
Brązowe. Albo raczej ciemnobrązowe. Kiedyś miałam nawet zalatujące w czerń, ale to jak byłam mała. Nie są ani proste, ani kręcone, tylko tak dziwnie falowane. Nie podobają mi się, jak już zdążyłeś zauważyć. Powinnam mieć proste, ale nieeee, muszę mieć włosy po mamie.
UsuńJej, nawet palenie Ci nie przeszkadza?
Wymiata koleś, ale to umca-umca w tle strasznie wkurzające.
:P
UsuńJa miałem kiedyś złote włosy, po mamusi, dosłownie najpiękniejszy odcień blondu jaki jest. Ale mi zciemniały i dziś taki ciemny blond mam przechodzący w brązy? Nie ogarniam mojego koloru włosów. Ale co do loczków to jestem pewien :P.
No, nawet palenie. Ale musi wtedy grać epicko.
Wiesz, dobre umca umca nie jest złe, może trochę zbyt dyskotekowe ale jednak nie aż tak razi. Ale co ja tam gadam, ja to słucham praktycznie wszystkiego poza niektórymi gatunkami.
Mogłabym mieć całkiem kręcone włosy albo całkiem proste, a nie takie nijakie, z którymi muszę ciągle stać przed lustrem z prostownicą albo lokówką. Ogólnie to niesprawiedliwe. Mój tata jest Wietnamczykiem, tam wszyscy ludzie na ogół mają proste włosy i wszyscy moi znajomi 'pół na pół' mają proste, czarne włosy, a ja nie. :| Dobra, znam jedną blondynkę, ale to w ogóle śmieszna dziewczynka jest.
UsuńW muzycznej sporo nauczycieli pali. I większość to jeszcze dęciaki, heheh.
A ja właśnie najbardziej umca-umca nie lubię.
Ej, ale po co? Nie możesz zostawić włosów w spokoju? Ja kiedyś na siłę prostowałem swoje. Nie prostownicą, ale grzebieniami, żelami no i rzadko myłem głowę, żeby się nie kręciły.
UsuńCzemu śmieszna?
Wiesz, ja szczerze jakoś nie traktuję poważnie nauczyciela który pali, jakoś tak mam :P
No rozumiem, gusty nie podlegają dyskusji, a ja nikogo na siłę nie zmuszam.
Nie mogę, bo rano każdy włos odstaje mi w inną stronę. I muszę chociaż przód wyprostować albo coś. Czasami przesadzam i zachowuję się, jak jakaś pańcia, np. jak jest burza, to od razu lecę sprawdzić, czy przypadkiem prostownica nie jest włączona do prądu, żeby mi jej czasami nie spaliło. :d
UsuńBo śmieszna, Natusia, heheheh. :D Wolę sobie nie przypominać, jak się z nią ostatnio z Pseudo bawiłyśmy. :D
Właśnie jak tak na nich patrzę, to nie wyglądają mi na dobrych nauczycieli. To znaczy, nie mówię, że źle grałam, bo słyszałam ich i widziałam te ich wszystkie dyplomy i inne duperele, które zdobyli na tych wszystkich konkursach, ale jacyś tacy dziwni są. No ale nawet dyr pali. Nikt nigdy nie słyszał, jak on gra, nie licząc jego uczniów, a ostatnio jedna laska powiedziała mu, że ja bardzo chciałabym pójść na jego koncert, hahahah. No chyba, żeby wąchać smród po fajkach.
To dobrze.
Weź, pamiętam jak moja była miała fioła na punkcie prostowania włosów. Co zresztą dziś jej przeszło i żałuje, że sobie wtedy prostowała, ale do rzeczy. Miała bardzo zużytą prostownicę, kabelek się nadrywał i w końcu nie chciała się nagrzać. Więc ja coś gmeram, coś próbuję zrobić i nagle pierd..., znaczy wybuchło mi w ręce - poszło zwarcie, korki wywaliło a prostownica w miejscu zwarcia się zapaliła i po prostu ją upuściłem przerażony. Kurde, obraziła się śmiertelnie a potem była zła, że to ja jestem zły (bo obrażenie było bezsensowne, więc sam strzeliłem focha) i w ogóle mam uraz do prostownic :P
UsuńUuuu, jak? No słucham :P
Ja pamiętam moje gim (zespół szkół plus LO - zresztą jeden z lepszych zespołów w Warszawie), mieliśmy tak. Dwa pokoje nauczycielskie i dwa kible. Niby podział LO-Gim, ale tak na serio na dla palących i nie palących. I jak miała być kontrola to robiono wywietrzanie. Ale tylko w kiblu.
Ogólnie jak w licealnym kiblu było szaro od dymu, to w nauczycielskim otworzenie drzwi było jak dźganie smoka w oko. Aż człowiek odsuwał się. Było tak ciemno, tak gęsto od dymu, że okna które było kilka metrów dalej nie było widać. Na serio.
Samo siedzenie tam mogło przyprawić o raka od jamy ustnej po żołądka.
Ja nie żartuję, kiedyś miała być kontrola z kuratorium więc otworzono okna, ustawiono wiatraki i ktoś z bloku obok wezwał straż bo przecież ciemny gęsty dym leci z okna.
Ostatnio prostowałam włosy prostownicą z naderwanym kablem, aż w końcu coś trzasło, kabel się urwał, poleciały iskry, a mama myślała, że już nie żyję. Dobrze, że włosy mi się nie zapaliły. :x
UsuńCo jak, a co można robić z czterolatką? "Natusiu, powiedz... Natusiu, zrób... Natusiu, a..." + wpychanie jej ryżu + noszenie na rękach, aż w końcu przywaliła w coś głową (to akurat Pseudo ją wtedy niosła, bo się upierała, że ona ma instynkt macierzyński) i wydobyła z siebie tylko takie ciche 'boljało' :( A potem jej przeszło i stwierdziłyśmy, że bezpieczniej będzie pooglądać bajki z całą resztą dzieciarni.
To u nas jedna z męskich toalet robi za miejsce dla palących, feee. Nienawidzę mieć lekcji gdzieś w pobliżu, ale na szczęście najwięksi palacze w szkole właśnie teraz odeszli, no ale pewnie znajdą się nowi.
To co to za dziwnych nauczycieli tam mieliście?
Nie używaj więc prostownicy :P
UsuńProstownica to zuo :P
No nieźle. Ale jak to Pseudo ją niosła i mała przywaliła w coś głową? Pseudo stwierdziła, że będzie testować śliskość kocyka?
Pamiętam jak ja raz miałem dziecko na rękach. Twu dwa razy. Raz brata i próbował mnie ugryźć więc go upuściłem (na łóżko żeby nie było, ale jednak miał te swoje miesiące czy coś), a raz bosze, nawet nie wiem kto to był. Dano mi taką małą dziewczynkę do rąk i ona była taaaaka słodka <333 Jejciu i tak się jeszcze wtuliła i zasnęła. Normalnie taki banan, że aż arbuz.
A u nas najbardziej palą dziewczyny. Co jest dla mnie patologiczne. Normalnie już mi się jakaś podoba, nawet wiem, że nie jest głupia, a tu wychodzę ze szkoły a ona przed szkołą kopci.
W sumie normalnych, ale lubili sobie palić. Pomijając że to była szkoła dla bananów i jak był człowiek, bez kasy to był gorzej traktowany, to byli spoko.
I tak będę, chociaż też tego nie lubię. Ale nie moja wina, że mam takie włosy przecież.
UsuńNie, nie nosiłyśmy jej w kocyku, to był lipiec i było gorąco, a poza tym po co nosić czteroletnie dziecko w kocyku? Po prostu chciała ją posadzić na krześle, ale nie zauważyła, że nad nim wisi półka, no i tak jakoś.. bum. :d I nie wiem, jak mogła tego nie zauważyć, skoro to było u niej w domu, heheh.
Tylko dwa razy? I jak możesz nie wiedzieć, kto to był? XD
To ja ostatnio trzymałam takiego pięknego chłopczyyyka. *___* S. ma obsesję na punkcie małych dzieci, więc ciągle bierze dzieci jakichś sąsiadów na spacery czy coś, no i wzięła tego chłopca ostatnio. Jest taki śliczny, że wszyscy myślą, że jest dziewczynką.
To ja jeszcze chyba nie widziałam u nas żadnej palącej dziewczyny. Przynajmniej nie w kiblu, chociaż większość pewnie chodzi za kwiaciarnię. :x
No jak moja była. Nie cierpiała wcześnie wstawać, ale na sugestię żeby olać prostowanie i dłużej pospać reagowała słodkim "chyba Cię pojebało...".
UsuńEeeeeee, no spoko.
- Jak to się stało? - Pyta pan policjant.
- No bo ten samochód i top drzewo, i jeszcze tego nie zauważyliśmy i no, tak jakoś, bum...
Nie wiem, nie zdziwiłbym się, jakbym nawet jej nie znał xD. Bądź co bądź, wzbudzam zaufanie, choć mój wzrok wtedy zdradzał chęć porwania tego małego cudu.
Ej, to coś jak ja xD.
Nie cierpię palących dziewczyn, to jak facet sikający na siedząco.
Dla niej najlepszym rozwiązaniem byłoby chyba trwałe prostowanie włosów.
UsuńNo ale przecież tak było.
Czyli idziesz sobie ulicą i pierwsza lepsza babka daje Ci swoje dziecko, żebyś je przez chwilę potrzymał?
Skromność.
Ale teraz zostawiła loki. I właśnie żałuje, że wcześniej była głupia i prostowała.
UsuńNo właśnie.
Nie, nie aż tak.
Nie moja wina, że mam rysy twarzy po mamie i jakbym schudł to byłbym ładny. Miałem kłamać? :P
Jakbym miała loki, to też bym nie prostowała.
UsuńNo to o co Ci chodziło z tym policjantem? :p
Już myślałam.
Tak. :D
No ale ona prostowała.
UsuńTaki żarcik sytuacyjny.
Ale chwila rozmowy i rzeczywiście ludzie mi ufają, zwierzają się czy coś :P.
Nie lubię kłamać, wybacz :P.
Swoją drogą, to bardziej przeraża mnie, jak chłopak używa prostownicy. A mam takiego jednego w klasie, chociaż broni się, że wcale nie prostuje tych swoich kłaków.
UsuńŻarcik, mówisz..
Nie lubię, jak ktoś mi się zwierza, bo czuję na sobie jakiś dziwny ciężar i za bardzo się tym później przejmuję. :o
Pfff, trudno. Może jakoś tę skromność zniosę.
Eee, spoko. A po czym poznajesz? Zapach spalonych włosów?
UsuńNo dobra, mi żarty nie wychodzą, zresztą czytałaś, że mam dziwny humor :P
A dla mnie to spoko, chyba, że to jakieś trudne rzeczy, jak cięcie się czy coś.
Ujemną skromność :P
Nie, po prostu skoro sama już od tylu lat prostuję włosy, to jestem w stanie rozpoznać po ich wyglądzie, kto też prostuje. A poza tym on robi to nieumiejętnie, bo tył ma taki dziwny.
UsuńNie wiem, mam krótką pamięć ostatnio.
Cięcie się... mam w tym temacie spore doświadczenie. Jak sobie przypomnę kazania, które wygłaszałam i nawet pisałam, masakra.
Taaaaa.
Hmm, no ok.
UsuńKazania, doświadczenie? Hmm?
Pseudo, krótko mówiąc.
UsuńA Pseudo lubi takie zabawy?
UsuńJa z trzy raz sprawiłam że okno w kuchni się zacięło o nie można było poruszyć klamką ani w jedną ani w drugą stronę. .___. Ale myślę że gorzej było gdy najnormalniej w życiu wyrwałam dwa gniazdka w domu oraz upuściłam żelazko na panele .
OdpowiedzUsuńMoi sąsiedzi mają też przeze mnie przerąbane. Dlaczego? Ponieważ ilekroć wychodzę z psem na dwór/idę do sklepu/idę na dwór, to zawsze, ale to ZAWSZE śpiewam na klatce. Dopiero jak słyszę że ktoś wychodzi z domu albo wchodzi do klatki to się zamykam. XD Ale oni i tak tak wiedzą że to ja i założę się że nawet ci z czwartego piętra mnie słyszą. :D
Ja mam młodszą siostrę w domu ... ile ten mały wypierdek ma pomysłów to to jest koniec. .___. Współczuję, gdyż Ty będziesz miała u siebie piątkę. :D
Uściski, Natalia. :3
Ja urwałam klamkę od okna w muzycznej, hahah. :D Ale potem się okazało, że to już było zepsute, na szczęście. Gniazdka też ciągle wyrywam. Raz jeszcze odleciał mi kabel od prostownicy, kiedy prostowałam włosy i poleciały takie iskry i strzeliło. Myślałam, że padnę na zawał.
UsuńAaaa, mieszkasz w bloku? :> To ja nie, więc moi chyba mają trochę lepiej.
A ile ma lat? W sumie to kuzynki mi nie przeszkadzają, tylko ci kuzyni...
ahahahaha, to jak mi żelazko upadło na panele, to się tak z deski zsunęło i tak tym ostrym czubkiem walnęło prosto w podłogę, to nie dość że ja odskoczyłam jak głupia, to jeszcze w panelach jest taka dziura. XD Tata tylko usłyszał takie "jebs!" i zaraz mnie ochrzaniał. :D
UsuńNo w bloku, na pierwszym piętrze na szczęście. NIE MUSZĘ SIĘ MĘCZYĆ ZA BARDZO. :D
Moja siostra w październiku skończy 5 lat. :3
O Jezu, to ja rozbiłam drzwi kabiny prysznicowej i pochlastałam sobie nogi, hahahah. I tata się wydziera "co się stało?", a ja "no drzwi rozbiłam", a on "a to nic się nie stało, ubierz się tylko". Ciekawe jak, jak byłam bez okularów, a wszędzie było szkłooo! :x
UsuńTo masz szczęście rzeczywiście :D
A ja lubię takie dzieci w wieku mniej więcej 5 lat :D Ale tylko dziewczynki, bo chłopcy chcą tylko biegać. A ja biegać nie lubię, heheh. :D
OESU, niee, to mi się jeszcze aż takiego wielkiego rozboju w domu zrobić nie udało. :D Pamiętam tylko, że jak byłam mała to wymalowałam lodówkę farbami bo kartka mi nie starczyła, oraz że z bratem wylewaliśmy z wanny na podłogę wodę, by móc tam więcej nalać. GENIUSZE. Oczywiście lekką powódź spowodowaliśmy nie tylko w naszym domu, ale także pod nami mieszkała babcia i jej poprzeciekało. No ale cóż. BYLIŚMY MALI :D
UsuńJa raczej lubię od takich niemowlaków/noworodków do 3/4 roku życia. W 5 już dzieci zaczynają mieć swoje zdanie, przynajmniej moja siostra. Jest baardzo pyskata. :D Zdziwiłabyś się będąc z moją siostrą, bo duszę to ona ma chłopca. Nie wiem jak ona to robi, że dopiero o 23 zasypia, a o 8 już jest na nogach, BIEGAJĄC CAŁY DZIEŃ. o.O
Ale te drzwi też były zepsute, przysięgam! :D O, to ja pamiętam, jak miałam zabawkową pralkę i zalałam nią całą łazienkę, bo mi się prania zachciało, heheh. :D
UsuńDo 3/4 roku życia też są fajne dzieci. Ale w sumie to zależy, czy je polubię. I ode mnie i od dziecka i od godziny :D
Ja osobiście mogłabym wymienić jeszcze parę sytuacji z dzieciństwa, gdzie naprawdę nieźle nabroiłam, ale nie mogę się na żadną zdecydować. :D
UsuńJa lubię wszystkie dzieci tak naprawdę. Jedynie że trafi się rozpieszczony przemądrzalec, ale takich chyba nikt nie lubi. :D Jestem do nich zresztą bardzo przyzwyczajona, bo w gimnazjum organizowałam dla takich dzieci festiwale i albo byłam tam ich opiekunką albo im tłumaczyłam konkurencje, a czasami obie te czynności były bardzo trudne. C:
A ja sobie właśnie nie mogę nic ciekawego przypomnieć :D Ogólnie byłam dziwnym dzieckiem, bałam się wychodzić z domu i siedziałam na progu i pytałam wszystkich, czy mogę iść się pobawić w piaskownicy. XD
UsuńJejku, ja chyba nie umiałabym nic takim dzieciom wytłumaczyć, bo za szybko się denerwuję i nie umiem udawać miłej zbyt długo :D
Niee, to ja byłam mega energicznym dzieckiem. Jak tylko weszłam do przedszkola to od razu zapominałam o rodzicach i mogłam tam zostać do wieczora gdybym mogła. Mój brat płakał gdy go rodzice zostawiali, a ja gdy mnie stamtąd zabierali. Historii zaś mam tak dużo, że to koniec. :D Wiem, ze kiedyś jak mama poszła farbować włosy to mi i Maciejowi dała po Danonku żebyśmy mieli się czym zająć, a ja zamiast go zjeść to go sobie nałożyłam na głowę, po czym stwierdziłam że też mam pofarbowane włosy.
UsuńJa już przy 6/7 grupie dzieciaków nie miałam albo cierpliwości albo głosu. Nie dość że tam był hałas i trzeba było mówić głośno czasem wręcz krzyczeć by coś zrozumieli, to jeszcze na dodatek powtarzanie tego samego któryś raz z rzędu, a jeszcze czasem powtarzanie dzieciakowi który nie słuchał potrafi być MEGA MĘCZĄCE. :O
Ojej, hahahahah. Chciałabym Cię poznać :D
UsuńZawsze odnoszę takie wrażenie, że jak mówię do dziecka w wieku mniej więcej 7 lat, to ono mnie nie słucha, a jak nie słucha, to i tak nic nie rozumie.
Dziękuję i w sumie też chciałabym Cię poznać. :D Lubię takie znajomości przez internet, czasem są trwalsze niż te prawdziwe. c:
UsuńNO DOKŁADNIE. Ale na szczęście na festiwalach jakoś łapali co do nich mówiłam i wykonywali moje polecenia, więc nie było tak źle. Zresztą - wiek dzieci od 7 do 12 lat to jest taki, którego ja nie cierpię. Nie da się z nimi pogadać na poważniejsze tematy, ale nie są to już takie małe brzdące które nie wiedzą co się wokół nich dzieje. Ughr.
Oprócz bloga, to właściwie mam niewielu takich internetowych znajomych. Czasami piszę z ludźmi poznanymi na omegle, ale zazwyczaj kontakt się urywa.
UsuńWłaśnie ja zawsze mam wrażenie, że małe dzieci to nic nie rozumieją. I raz poszłam z S. na spacer, na który ona zabrała taką małą dziewczynkę, którą czasami się zajmuje, ma może z 4 lata. No i jest siostrą naszego kolegi, którego nie lubię. I jest do niego tak podobna, że kiedy na nią patrzę, to widzę jego i się wkurzam. I kiedyś powiedziałam do S. "nie pójdę z wami na ten spacer, bo ona jest głupia", a ta mała tak się na mnie popatrzyła, że myślałam, że mnie zabije. :x Mam nadzieję, że nie powtórzyła tego w domu.
Ja mam właśnie z blogów parę znajomych, niektóre mam w znajomych na fejsie, z niektórymi utrzymuję kontakt przed GG albo właśnie tak przez komentarze. U mnie zazwyczaj się nie urywa, jedną dziewczynę poznałam z 5/6 lat temu i do dzisiaj utrzymujemy kontakt. Rozmawiamy przez telefon, piszemy smsy, wysyłamy pocztówki, no i fejs. C:
UsuńAhahahahaha, moja siostra raz na mnie zrobiła taki mega zabójczy wzrok bo powiedziałam że mnie już wkurza. XD Albo robi taką typową podkowę w dół kiedy nie chce jej czegoś dać, gdyż jest mega rozpieszczona. Ale mnie zazwyczaj ten jej wyraz twarzy mega śmieszy. XD
Mnie się urywa tylko kontakt z ludźmi z innych krajów, bo po kilku miesiącach przestają mi odpisywać albo coś.
UsuńA ja nie mam fejsa, bo jestem aspołeczna. :D
Co do dzieci, to uwielbiam tę dziewczynkę :D
http://www.youtube.com/watch?v=XA1X8AxUDoo
No to lepiej fejsa nie zakładaj, ja nawet jak na nim nic nie robię to mam go włączonego.
UsuńAhahahaha, no to ta dziewczynka jest dokładnie jak moja siostra.
Wiktoria: Latalia, a dlacego ta pani ma pomalańcowawe włosy?
Ja: Bo je po prostu ma, z takimi się urodziła.
W: A dlacego?
J: Bo jej rodzice pewnie takie mieli.
W: A cemu?
J: Wika, nie wiem czemu. Idź już sobie.
W: A cemu mam iść?
J: Bo mnie denerwujesz.
W: Aha. Ale ja ciebie, Latalia, kocham, a ty mnie wyganiasz.
J: Dobra, to zostań jak chcesz.
W: Nie, idę się pobawić zabawkami.
I wychodzi z zacieszem na twarzy. XD
A ja nie mam takiej kochanej siostrzyczki! :( W ogóle nie mam rodzeństwa. Kiedyś jakoś mi to nie przeszkadzało. To znaczy, nie cieszyłam się, ale było mi dobrze tak, jak było. A im jestem starsza, tym częściej myślę o tym, że jednak fajnie byłoby mieć siostrę albo brata.
UsuńWiesz co Ci powiem? Posiadanie rodzeństwa to zarąbista sprawa, ale zależy od wieku. Np. ja mam lat 16 a mój brat 17. Jest między nami mała różnica wieku, co oznaczało że przed 9 lat chodziłam z nim do tej samej szkoły, widziałam go codziennie na korytarzach i na dodatek w domu. Nie lubimy się, mimo że czasem mamy fajne chwile gdzie się razem śmiejemy itd. Ale tak to nie ma dnia bez kłótni. I nie takiej jaka się zdarza rodzeństwom, tylko ostrych sprzeczek zaczynających się od byle gówna, czasem taka sprzeczka przechodzi w bójkę. Raz on zaczyna, raz ja. On mnie znieważa np. przekleństwami bo nie chciałam mu czegoś podać, a ja mu wypominam wszystko co kiedyś zrobił źle. I tak jest od zawsze. Gdyby między nami były 3/4 lata różnicy, to czuję że byłoby o wiele lepiej. A tak to z siostrzyczką jest mega fajnie, widać że tak jakby mnie faworyzuje bardziej od Macieja, przez co jest dla mnie mega kochana i tylko ze mną chce np. wychodzić na spacer, spać, bawić się lub grać w coś. Maciej pod tym względem nie jest w ogóle brany pod uwagę. Więc posiadanie rodzeństwa jest fajne, ale to też chyba zależy od różnicy wieku. :3
UsuńTo ja się nawet posprzeczać z kim nie mam, a co dopiero pokłócić albo pobić! :D I muszę przyznać, że to bardzo nudne.
UsuńMoże masz rację, nie wiem. Ale może kiedyś, jak już będziecie dorośli i będziecie mieć swoje rodziny, to inaczej będziecie do tego podchodzić.
Hahahahah, Maciej, a nie Maciek - to wyjaśnia wszystko. :D
Rozumiem, że Wasza siostra traktuje go, jak powietrze. ;)
Czasem bym nawet chciała taką nudę w domu, ale wiesz - zawsze chcę się tego czego się nie ma. :D Ja mam szczerą nadzieję że właśnie tak będzie, że za te 10 lat będziemy mieli lepszy kontakt. c: Ahahahahah, no, teraz już wiesz. XD
UsuńTak, jak powietrze, jedynie że ją bolą nogi i wtedy on ją na barana bierze. :D
Chociaż jak sobie pewnie teraz pomyślisz o tym, że Cię braciszek będzie odwiedzał, a Ty do niego 'cześć Maciuś!', to wydaje Ci się to niemożliwe :D
UsuńNo tak, trzeba mieć w końcu jakieś korzyści z posiadania brata, co nie?
"Maciuś" raczej nie, prędzej "Maciek" XD Więc tak, wydaje mi się to niemożliwe. :D Ja też mam często z niego korzyści, bo on jest w klasie informatycznej i ogólnie od zawsze w komputerze umiał wszystko zrobić. Więc np. formatowanie komputera, wyszukiwanie jakichś cracków czy też naprawianie wszystkiego zawsze leży w jego rękach i zawsze wszystko mu wychodzi. :D
UsuńNo tak, napisałam to z rozmachu, wybacz, hahah :D I pewnie jeszcze jest dobry z matmy, bo ma rozszerzenie? Ja też chcę takiego brata, mogłabyś mi go pożyczyć na rok szkolny? Przynajmniej miałabym za darmo korki z matmy. XD
UsuńZ matmy jest dobry, ale nie potrafi za Boga tłumaczyć. Muszę jeździć do dziadka na drugim końcu Poznania by mi coś wytłumaczył tak bym zrozumiała. Niestety i Maciejowi i mnie w naszym gimnazjum trafiły się okropne nauczycielki. Więc nie polecam go za bardzo. :D
UsuńEh, to szkoda.
UsuńU mnie okna też są popsute. Tylko czekać, aż się całkiem rozwalą (może z moją pomocą?)
OdpowiedzUsuńEj, to jest prawda z tymi nietoperzami? Że się wplątują we włosy? :D
Współczuję bardzo kuzynów. Zajmowanie się dzieciarnią to koszmar :D
Na mnie nie licz :D
UsuńPodobno tak jest, ale nie chcę o tym myśleć przed snem. (;
Dzięki.. egh, nie wiem, czy to przeżyję.
Ach, weź do serca opowieść sąsiadki, mój kot mi przyniósł nietoperza, którego upolował na balkonie. Nie wiem, jak to uczynił, bo mieszkam w centrum miasta w stosunkowo nowym bloku. ;D
OdpowiedzUsuńA przyjazd kuzynek i kuzynów.. przeżyjesz! Ja mam prawie codziennie najazd dwóch siostrzeńców i dwóch bratanic. Masakra, jeszcze najstarszy ma dopiero 3 lata. ;D
Serio? Nawet nie mów mi o takich rzeczach, bo okno dalej się nie zamyka. :o Ale nietoperz w mieście to dosyć dziwne.
UsuńMam nadzieję, że przeżyję! Nie przyjeżdżają do nas w końcu pierwszy raz. 3 lata? To ja już wolałabym takich maluchów, a nie rozbieganych dziesięciolatków. ;)
No mówię Ci, przyniósł mi i jeszcze był zdziwiony, że zaczęłam piszczeć zamiast się zachwycać, jaki z niego cudowny koci łowca!
UsuńJa też mam obsesję na punkcie HP, od małego ;) więc gdybyśmy zaczeły rozmawiać razem to.. oj działo by się działo ;D
Dobrze, że nie mam kota. Jakoś za nimi nie przepadam. A kot + nietoperz to już w ogóle dziwne połączenie.. tym bardziej w mieście.
UsuńTeż tak myślę, hahah. Ale dla mugolskich osób, że się tak wyrażę, to jest strasznie wkurzające z tego, co zauważyłam. ;)
Przestań, mugolami się nie przejmujemy. Jak to powiedział Stan w Błędnym Rycerzu: Mugole to tumany!
UsuńDa się tu jakoś obserwować twojego blogaska? ;D Chciałam kliknąć i nie mogę znaleźć :(
O, dokładnie :D
UsuńHm, szczerze mówiąc, to nie wiem, bo jestem tu od niedawna i nie bardzo się jeszcze orientuję w tym wszystkim. A nie masz gdzieś u siebie opcji, żeby dodać bloga do obserwowanych?
A ja jeszcze nie miałam farby na włosach :p
OdpowiedzUsuńJa też nie. Nigdy.
Usuń5? Współczuję! Już jeden to dla mnie dość niezręczna sytuacja, że tak powiem; przeżyłam to ostatnio. :D No cóż, nie jestem stworzona do małych dzieci; jakieś 15 minut pograliśmy w badmintona i tyle. ;)
OdpowiedzUsuń* "tak że" ;) - na blogach rzadko kiedy widzę napisane to poprawnie, naprawdę. :D
Oni nie są tacy znowu mali. Kuzynki mają 10 i 11 i są bardzo fajne, a kuzyni.. eee, 9 i 10 czy jakoś tak i są okej, kiedy nie biegają i się nie odzywają :D Po ostatnich rekordach z Pseudo to mam dziwnie wysokie wymagania, jeśli chodzi o dobór graczy w badmintonie, hahah. :D
UsuńEj, 9-11 lat to nie jest źle. Jak przyjadą do mnie MOI w wieku 3-6 to jest dopiero porażka :|
OdpowiedzUsuńA z tymi stroikami do klarnetu, to nie mam pojęcia, o co chodzi, ale może to i lepiej. To znaczy domyślam się, ze są po to, by nastroić klarnet, ale nie mam pojęcia, o co chodzi z tymi cyframi.
Już sama nie wiem, co gorsze. ;)
UsuńNo właśnie nie, tym się nie stroi klarnetu. Powinnam się zająć nauką muzyki w podstawówce, żeby uświadomić wszystkim, czym są stroiki. :D Stroik to po prostu takie cienkie, specjalne drewienko, bez którego klarnet by nie grał, bo to ono drga, kiedy się dmucha. O, proszę. Tu sobie poczytaj http://pl.wikipedia.org/wiki/Stroik_(aerofony) :D
A co do tych numerków, to w sumie numeracje są różne, zależy od firmy. I oznaczają po prostu twardość danego stroika. Im mniejsza cyferka, tym lżej się dmucha (chyba), że tak powiem. Powinnam grać na 3, ale mi się skończyły i nie chce mi się wydawać fortuny na nowe w sklepie muzycznym, więc czekam na wrzesień, aż nauczyciel zamówi wszystkim i dostaniemy w ten sposób zniżkę. :D
Ahaaaaa, no to trochę mi rozjaśniłaś. Czyli chodzi Ci mniej więcej o to, że mając takie stroiki mniej się wysilasz grając, tak? :)
UsuńBuahahaha, w tym momencie cieszę się, że moje NAJMŁODSZE kuzynostwo ma 15 lat xD
OdpowiedzUsuńCiiicho, to mnie wcale nie pociesza!
Usuń:D
Usuńale wiesz, mówi się, że małe dzieci są słodkie :D
U mnie jedyne co wpada do pokoju to muchy. Też wyciągnęłam skrzypce :3 Teoretycznie szło całkiem czysto, ale... Nagrałam się na telefonie, a potem posłuchałam. Jakoś tak bez życia, bez emocji. Zwyczajnie zagrany utwór. Trochę szkoda...
OdpowiedzUsuńTeż się zawsze nagrywam i później słucham, bo kiedy gram, nie jestem w stanie wyłapać błędów. Teraz nie mam jak ćwiczyć, bo kuzynostwo jest dosłownie wszędzie i nie można ich zostawić samych nawet na pięć minut, ale jak tylko pojadą, to biorę się za granie.
UsuńNietoperze? Bardziej bałabym się ciem. Jeszcze w czasie roku szkolnego zasnęłam, zmęczona nauką, z uchylonym oknem. Następnego dnia miałam w pokoju szesnaście ciem, których nikt nie chciał wyrzucić. Na szczęście mama się nade mną zlitowała, bo gdyby nie ona, znając mnie, one wciąż byłyby w moim pokoju, a ja spałabym na dywanie u siostry.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Ćmy możesz przynajmniej jakoś zabić... a nietoperza? Wolałabym w nim nie celować podręcznikiem do matmy. ;)
UsuńPrzecież takie tomisko, jak podręcznik do matmy, nadaje się do wszystkiego. Sama ilość materiału, która się w nim mieści, zwala z nóg!
UsuńZastanawiałam się jak można popsuć okno dopóki sama tego nie zrobiłam. :D Dobrze, że nie było moje.
OdpowiedzUsuńMnie od nieproszonych gości broni siatka w oknie. Ciekawe czy poradziłaby sobie z nietoperzem. :)
Ojej, nie chciałabym komuś zepsuć okna. ;)
UsuńA co do siatki, to nie wiem, jak nietoperz by ją pokonał, ale nie wydaje mi się, żeby nie miał ostrych zębów.
Gdyby z premedytacją chciał się dostać to pewnie by użył zębów, ale jeśli tak po prostu zabłądził, to chyba nie byłoby się czego bać. :D
UsuńNietoperze? Boję się. Mam jakiś taki paniczny wstręt co do nich.
OdpowiedzUsuńMojej przyjaciółce regularnie wpadają do domu nietoperze. Kiedyś mi opowiadała, że jak sobie spała to coś zaczęło chodzić jej po ręce, ona się wystraszyła i wstała z łóżka a na jego środku leżał sobie nietoperz.
OdpowiedzUsuńJaki kolor włosów ma Pseudo?? :) Kurczę, ja zawsze chciałam umieć na czyms grac, ale niestety...
OdpowiedzUsuńTo dobrze, że tak dużo się u ciebie dzieje :)
OdpowiedzUsuńOch, przypomniałaś mi, że dawno nie spałam pod namiotem ! Mimo tego, że również boje się ciemności.. uwielbiam spać w tej klitce.
OdpowiedzUsuńChciałabym być uzdolniona muzycznie, oj chciałabym..
widzę, że wakacje w pełni ;)
OdpowiedzUsuńspanie pod namiotem nie jest takie złe ;) chyba, że o 5.30 trzeba wstawać do pracy, wtedy owszem, jest fatalne ;p