Dawno nie było na blogu zdjęcia, które w jakikolwiek sposób by mnie odzwierciedlało (no, może nie licząc tej nieszczęsnej choinki), a to jest wręcz idealne! Tak właśnie spędzam ostatnio czas. Okulary na nosie, za duża bluza, legginsy w panterkę (tak, mam legginsy w panterkę, ale cicho!), cola, którą prawie zalałam laptopa, parę książek (czyt. lektur) i jestem w niebie. Nawet minę przez parę dni miałam identyczną, bo byłam tak wspaniałomyślna, że wyszłam po S. i po drodze prawie się połamałam. Auć…
Hm. Nie chcąc dobijać tych, którzy muszą chodzić jeszcze do szkoły, nieirytująco napiszę, że mam ferie. I co robię? Ano, właściwie, to już wiecie. Poza tym nudzę się niemiłosiernie i tradycyjnie narzekam, że nie mam co robić, chociaż po powrocie do szkoły czeka mnie już kilka sprawdzianów. Niektórzy z Was pytali, jak poszła mi matma. Otóż, poszła mi beznadziejnie, ale po co mam się tym teraz przejmować, kiedy żyję wszystkim, tylko nie szkołą? :D
Nie wiem, do jakiego stopnia interesuje Was moje monotonne życie, ale skoro już spytaliście o matmę, to napiszę też o całej reszcie (mój standardowy repertuar). Więc partner mojej mamy poleciał w siną dal, gdzieś za ocean, więc od dwóch dni ćwiczę umysł (i moje matematyczne zdolności), odejmując siedem godzin. I tu po raz kolejny ujawnił się mój egoizm i charakter rozpuszczonej jedynaczki, cóż zrobić. Chyba sobie nawet nie zdajecie sprawy z tego, jak bardzo się cieszyłam, kiedy pojechał (i jeszcze ta skrywana radość mojej ukochanej Babci!). W gruncie rzeczy, to cały czas jestem w wyjątkowo dobrym humorze (a u mnie to przecież rzadkość; pesymiści, łączmy się!) i wszystko byłoby okej, gdyby nie… Mama. Darujmy sobie już te wszystkie gadki-szmatki o miłości, blabla i innych tego typu sprawach. Po prostu nie rozumiem jednego. Kiedy cały czas był – było źle. Kiedy go nie ma – jest chyba jeszcze gorzej. I tu moi drodzy, zaczyna się kolejny etap, który został zainicjowany przez mój chory umysł, doszukujący się problemów, ich przyczyn, skutków i – zapewne niemożliwych – rozwiązań.
A tak poza tym jestem w bardzo dziwnym momencie swojego życia, kiedy na coś czekam, ale nie wiem na co i chciałabym coś zmienić, ale też nie wiem co i niby wszystko jest takie jak kiedyś, ale właściwie, to nic takie jest… no i powiedzcie mi, po co mi te ferie, skoro co rok przerabiam dokładnie to samo?
17/02/2012: „Jednego dnia wszystko jest w porządku, kolejnego znów to wszystko roztrząsam, innego postanawiam sobie, że koniec z tym, trzeba iść do przodu, a następnego wszystko zaczyna się od początku. Witamy w moim świecie, totalnie błędnym kole.”Ojej, dwa lata temu chyba byłam w całkiem niezłym nastroju. Tylko popatrzcie.
13/02/2011: Spod łóżka wygrzebałam wczoraj różne starocie. Szczerze mówiąc, dziwię się, że zawsze zajmowałam czołowe miejsca w konkursach ortograficznych, bo gdy teraz patrzę na to, co napisałam w podstawówce, to sama nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Nie mogłam się zdecydować, co opublikować, więc wybrałam najciekawsze fragmenty z pamiętnika jakże udanej ośmiolatki.25.06.2003 r. „Dzisiaj nie jestem w dobrym chumoże i nie wyspałam się. Teras jest godzina 20:30 i jestem już w łóżku.”27.06.2003 r. „[...] Puziniej z Olom rysowałysimy obrazki. Babcia chciała usipici Ole ale Ola nie chciała spać. [...] Och nareszcie mama przyjechała. Teraz jedziemy po dziatka. Dziadka kolega ma dzisi imieniny i siwiętowali. Na imieninach dziadek upił się po paru łykach. Gdy przyjechaliśmy mama wzięła się za sprzątanie. Gdy odkurzała włączyła muzykę a dziadek zaczął taniczyci na siedząco. Koniec.”25.10.2003 r. „Wstałam wczesinie rano. To, co zdażyło się popołudniu przy obiedzie było okrutne! Ja nie chciałam zjeść zupy bo takiej nie lubię a babcia myśli że mi nie smakuje i była zła.”
30/01/2010: „Niestety, nie pozostaje nam nic innego, jak głupie gapienie się w kalendarz w okienko z cyferką „1″. Przy mojej jedynce wielkimi czarnymi literami napisane zostało słowo BUDA. Wygląda to okropnie, choć przypuszczam, że w praktyce będzie jeszcze gorzej.″
![]() |
| mam ten kalendarz do dziś ♥ |
14/02/2009: „A wracając do tematu ferii, to jestem po prostu przeszczęśliwa. Chociaż nie wyjadę na żadne narty, obóz, czy coś w tym stylu, to i tak się cieszę. Nareszcie będę mogła się wyspać, obejrzeć jakieś filmy i poczytać Harry’ego ze świadomością, że w ciągu najbliższych dni nie pójdę do szkoły.”
Tyle lat, a ja ciągle o jednym i tym samym, nie? ;) Nie wiem, czy ktoś dotarł do tego momentu, ale to nieważne. Cieszcie się, że ferii z 2008 roku nie mam nigdzie odnotowanych, pozdrawiam!

Teraz jest źle, ale wierzę, że będzie dobrze :D Trzymaj się, niedługo sama będziesz o sobie decydować i wtedy pokażesz samej sobie, że może być lepiej :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :D
Decydowanie o samej sobie też jest poniekąd przerażające.
Usuńkoooooocham ferie i to tfÓrcze nicnierobienie <3
OdpowiedzUsuńGorsze jest to, co przychodzi później, ale staram się o tym jeszcze nie myśleć.
Usuńhahaha, ja też. no bo po co przejmować się czymś na zapas? :D ostatni tydzień ferii, cieszmy się i radujmy :)
UsuńNo właśnie, jeszcze pięć dni, kupa czasu :D
Usuńferieferieferie. Spędzam je dokładnie tak jak Ty, narzekam zamiast wyjść XD
OdpowiedzUsuńJa mam legginsy z cekinami po boku, panterka nie jest taka zła. .__.
No cóż, mimo że problemy z mamą u Ciebie są, to masz przynajmniej humor dobry. c: Ja zazwyczaj w takich sytuacjach nawet się nie przejmuję innymi, zwłaszcza że dobry humor zagościł u mnie ostatnio pierwszy raz od baaardzo dawna. c:
ahahhaha, ojej, okrutne zdarzenie przy obiedzie mnie powaliło. :D
Pozdrawiam ciepło, Natalia ♥
Nie rozumiem nas :D
UsuńJa też takie miałam (to znaczy, to nie były cekiny, tylko takie kiczowate świecidełka, których nienawidzę) i próbowałam je poodrywać, ale z jednym męczyłam się chyba 10 minut i w końcu oddałam je kuzynce :D
Głupio mi trochę, że traktuję jej faceta jak problem, no ale... jak mam się nie cieszyć, skoro wiem, że zobaczę go dopiero w lipcu..? :D Jestem straszna.
Taaak, to było naprawdę straszne.
Bo jesteśmy dziwne, tyle w temacie XD
UsuńJa właśnie też, tak z boku po nodze idące. XD ja je noszę na zmianę z takimi fajnymi szarymi, no bo też są fajne i w ogóle takie ciepłe. XD Grunt to bycie faszjonel w każdej postaci - czy to w domu czy to gdzieś indziej. :D
Z Twoich postów i tego jak do niego podchodzisz, to nie dziwię się że się cieszysz. :D
Ja miałam kiedyś coś podobnego, tylko że mnie przyłapali jak dawał psu moje jedzenie. XD Okrutnie na mnie nakrzyczeli :c
Zawsze jak przychodzi listonosz albo ktoś obcy, to tak mi głupio w tych moich gatkach wychodzić :D
UsuńW sumie to już widzę chyba większość minusów jego wyjazdu, no ale trudno. W końcu się wyprowadzę i będzie święty spokój. :> Poniekąd.
Aż tak okrutnie? Ojeeeeeej :D
A moje ferie przypadają dopiero od chyba 11.02 D: Ale tym razem nie narzekam, bo zbiegły się idealnie z feriami przyjaciółki z Anglii i jest szansa, że się spotkamy c:
OdpowiedzUsuńSpędzam czas w podobny sposób, bo musiałam się przeziębić. Przynajmniej z tej nudy przypomniałam sobie o blogu.
No widzisz, to jednak szczęśliwy przypadek :) Szczerze mówiąc, wolałabym mieć ferie jakoś później, bo po Bożym Narodzeniu byłam w szkole dokładnie przez osiem dni, w ciągu których zdążyłam się z powrotem wkręcić w moje szkolne życie, a tu niespodziewanie nadeszło wolne... i za tydzień znów będę musiała się przyzwyczajać do wszystkiego na nowo. :x
UsuńBlog zawsze dobry :)
Ciesz się, że tylko prawie rozlałaś colę na laptopa. Ja kiedyś rozlałam herbatę i skończyło się naprawą i schudnięciem portfela. Teraz herbatę trzymam z DALEKA od laptopa.
OdpowiedzUsuńCiesz się feriami, ja mam dopiero od połowy lutego!
pozdrawiam ;)
Ojej, ja też raz rozlałam herbatę, ale to jeszcze przy starym komputerze. W ogóle miałam strasznie dużo klawiatur i myszek, ciągle coś psułam, zahaczałam, wylewałam ;)
UsuńBędziesz za to miała zasłużone wolne. Nie to, co my :D
Cóż za wspominki :D
OdpowiedzUsuńLubię je :)
UsuńTeż gdy nieraz czytam swój pamiętnik z ubiegłych lat to aż chwytam się za głowę i myślę "Boże, ale z Ciebie było głupie dziecko Olu" :D
OdpowiedzUsuńłączę się z Tobą w nudzeniu feriowym. ale jednak to ferie (:
Dlaczego od razu głupie? Każdy miał jakieś swoje.. dziwactwa :D
UsuńUrocza byłaś! I przynajmniej "łóżko" dobrze napisałaś. :D Mój ulubiony wpis to definitywnie 25.10.2003. Człowiek na widok takich pamiątek aż sam do siebie się śmieje (co w moim przypadku nie byłoby niczym dziwnym, ale przypuszczam, że reszta ludzi jest normalna). :)
OdpowiedzUsuńNie wiem, jakim cudem byłam potem mistrzem ortografii cztery lata z rzędu, haha :D
UsuńWidzę, że wszystkich urzekła ta okrutna historia o zupie, hahahah :D
Ach, ja uwielbiam czytać moje stare pamiętniki, zawsze się śmieję jak głupia potem z tego ;D
OdpowiedzUsuńJa zdecydowanie też, można się popłakać :'D
UsuńJuż mi się Twój blog podoba! Jest taki z jajem :D I obiecuję, żadnych nominacji nie będzie :D
OdpowiedzUsuńOkrutną babcię masz... ;D Przeczytałaś jej to po latach? ;D
Lubię takie wspomnienia, można mieć z tego niezły polew :)
Czy z jajem, to nie wiem, bo akurat natrafiłaś na średnio pesymistyczny wpis. ;)
UsuńA wiesz, że nie? Zaraz przyjadą moje kuzynki, o których jako ośmiolatka pisałam "dzieci", więc myślę, że przeczytam to im wszystkim :D
Nudzisz się w ferie? :D Złap ciekawą książkę ^^ Polecam ''Peonia'' i ''Błękitny zamek'' Uprzedzam Cię, że łatwo się w nie można wciągnąć ^^ Można wypożyczyć z biblioteki, a nawet ściągnąć na chomikuj :D Kochana! Szkoda życia na pesymizm! Życie jest naprawdę piękne, tyle możliwości, tyle można zrobić, a już nie wspomnę o docenianiu tych małych chwil :)) A na zmianę w każdym momencie, w każdej chwili możesz dokonać :) Może będzie Ci łatwiej spisać tą listę do zrobienia? Masz ferie, a więc idealny czas na zmiany! Trzymaj się cieplutko! Pozdrawiam serdecznie :))
OdpowiedzUsuńChomikuj mam już obcykane i ściągam sobie książki nawet na komórkę, po czym czytam w środku nocy i jednocześnie zasypiam, więc dziękuję za polecenia, na pewno sprawdzę w najbliższym czasie :D
UsuńWiem, że szkoda życia na pesymizm, ale chyba się od siebie uzależniliśmy, taki pech. Walczę z tym, więc dziękuję za tyle optymizmu, który mi przekazałaś w tym jednym komentarzu! :)
Ja rozpaczam, że ten tydzień ferii już minął i że został tylko jeden :), co prawda, dla mnie to już się skończyły, bo muszę chodzić do szkoły na kurs z interpretacji poezji, ale może jakoś przeżyję ^^.
OdpowiedzUsuńDuuuużo uśmiechu. Jak jest optymistycznie, to człowiekowi od razu inaczej się żyje. I w tym przypadku inaczej znaczy lepiej ;)
Błagam, nie mówmy o tym ;)
UsuńWiem, wiem. Nawet ja zdążyłam już tego doświadczyć, a to doprawdy zadziwiające. :)
Haha, okej :D.
UsuńZadziwiające? Całkiem zrozumiałe. Podobnie, jak zakochani widzą świat przez różowe okulary, tak ludzie szczęśliwi :). Jeden z moich przyjaciół nauczył mnie bycia szczęśliwym przez cały czas, nawet jak nie wszystko się udaje i nie jest idealnie. To szczęście pomaga wstać z dołka, a nawet z dna :). Ludzie promienieją, zarażając tym innych.
Przyznam Ci się, że czasem, idąc ulicą uśmiecham się do obcych ludzi, uwielbiam ich zdziwienie, a potem odwzajemnienie uśmiechu. Od razu czuję, że dzięki temu będę miała lepszy dzień, oni też! ;)
A w moim przypadku jednak zadziwiające, bo jestem pesymistycznym tworem :D Ostatnio próbuję to zmienić, ale już chyba mam taką naturę, że po prostu zawsze znajdę sobie coś, na co mogłabym ponarzekać, co mi się nie podoba i blablabla. Jestem taka nudna pod tym względem. ;)
UsuńJa się uśmiecham głównie wtedy, kiedy na kogoś wpadnę albo kiedy z jakąś osobą idącą z na przeciwka 10 razy próbujemy się ominąć i nam to nie wychodzi :D Zazwyczaj to śmieję się do mojej komórki, a tego to zdecydowanie nie lubię.
Łetam! :) Pesymizm to tylko wmawianie sobie złego, żeby się dobijać, to nic trudnego, pójście na łatwiznę. :) Trzeba być optymistą, żeby coś dawać z siebie.
UsuńCzemu tego nie lubisz? ;)
No ja tak nie umiem :<
UsuńBo wpadam na ludzi i wchodzę w słupy :D
Nie umiem, nie umiem. Nie wiesz, że umiesz :P.
UsuńA, no tak. To rzeczywiście poważna sprawa. Lepiej tak nie rób :D Bo Ci zaszkodzi :D
Naprawdę nie umiem. Albo umiem przez chwilę, bo potem sobie o czymś przypominam albo coś wymyślam. No ja nie wiem, jak można tak ciągle żyć problemami. Chyba jestem nienormalna.
UsuńNie no, jak wpadam na ludzi, to jest całkiem zabawnie, o ile dany człowiek ma w miarę przyjazne usposobienie, ale ze słupami nie jest tak fajnie :D
Zadręczanie się wciąż problemami jest straszne. Jak można tak żyć, ja też nie wiem. To strzelanie sobie samobója!
UsuńMój przyjaciel Patryk raz wpadł na dziewczynę, a potem się z nią ożenił. Uważaj :D
Kocham ferie i w chwili obecnej również oddaję się słodkiemu lenistwu <3
OdpowiedzUsuńWspominanie fajna sprawa, o ile przywołujemy jakieś przyjemne i radosne wydarzenia, bo z tymi przykrymi chwilami to różnie bywa. Stare pamiętniki to chyba zawsze warto wspominać, tak z sentymentu ;)
Kto jak kto, ale w przywoływaniu smutnych wspomnień jestem naprawdę dobra. Chyba zauważyłaś. Ale czasami lepiej już poczytać stare pamiętniki, niż zadręczać się czymś nieprzyjemnym. :)
UsuńW takim razie chyba wspólnie przeżywamy ten dziwny moment; tyle że ja wiem, że za parę lat na 100% moje życie bardzo się zmieni. Nie mam pojęcia, jak to będzie wszystko wyglądać, czy lepiej, czy gorzej niż teraz, wiem tylko tyle, że będzie zupełnie inaczej i tak czekam, chociaż właściwie to nie jestem pewna, na co. Czekam też na to coś, co prawdopodobnie się za parę lat wydarzy, mam na to wielką nadzieję, ale kiedy przyjdzie co do czego... oj, będę się bardzo bać, i może jeszcze będziesz mnie uspokajać, kto to wie. :DD
OdpowiedzUsuńA wiesz, że byłaś dzisiaj moją inspiracją? :D Dosłownie chwilę po przeczytaniu Twojej notki dobrałam się do jednej z szafek w pokoju i wyciągnęłam wszystkie zeszyty, w których zapisywałam swoje PRZEMYŚLENIA jako jedenastolatka! I oczywiście przez następną godzinę innego tematu w domu nie mogło być: "Posłuchaj tylko tego!", "Ale to jest całkiem niegłupie" itd. Powiem Ci tylko, miałam wtedy jakieś zacięcie psychologiczne, bo każdy swój problem szczegółowo opisywałam i obmyślałam rozwiązania - to było mądre jak na IV klasę podstawówki, naprawdę. ;)
Ferie... a ja dopiero od 11 lutego. Jakby tego było mało znowu jestem przeziębiona (chociaż może tak bardzo przeżyłam mój projekt na przedsiębiorczość, gdzie występowałam w roli prowadzącej spotkanie literackie, że się z tego wszystkiego rozchorowałam! ;D) i chyba się uzależniłam od mierzenia temperatury. XD
Cóż, będę się już powoli stąd zbierać i poczytam jeszcze w łóżeczku moje ukochane "Tysiąc wspaniałych słońc". Tak, perfekcyjna kołysanka, nie ma co!
Oj, Wiki, Wiki, musisz odzyskać to gadu gadu, jeśli chcesz, żebym Cię uspokajała ;)A poza tym to strasznie dziwne. Czekanie na coś. Szkoda, że nie wiemy, na co dokładnie czekamy. Byłoby chyba o wiele prościej.
UsuńTo się cieszę. Musisz kiedyś jakieś ciekawsze fragmenty opublikować, bo czuję się trochę głupio z moją tragiczną historią o zupie :D
Od mierzenia temperatury można się szczególnie uzależnić wtedy, kiedy chce się być jak najdłużej chorym. Miałam tak ostatnio :D Właściwie, to nie chciałam być chora. Sęk w tym, że po prostu jestem leniem do kwadratu i nie miałam najmniejszej ochoty na powrót do szkoły. Skądś to znasz, co? :)
No, ja niby wiem, CO ma się wydarzyć, ale kompletnie nie wiem, czego mam się w związku z tym spodziewać... :D
UsuńAle wiesz, to dopiero za jakieś niecałe 3 lata, więc do tego czasu na pewno jakoś zdążę odzyskać GG. :D
Chętnie bym opublikowała, tylko że nie mogę się zalogować i będę chyba musiała zakładać nowego bloga - hasło nie odpowiada. :/
Znam to doskonale! :) To już nawet temperatura 39.3 jest lepsza niż... niż wiadomo co!
Haha, no nie wiem, musisz się streszczać, czas szybko leci :D
UsuńA nie dasz rady jakoś go odzyskać? Przez komórkę albo drugi adres mailowy, który podałaś?
Tym bardziej, że kończą mi się ferie...
Czas szybko leci, dokładnie, i wiesz, już zaczynam się bać. Czy dam radę, czy sobie poradzę, czy będę gotowa, czy nie zawiodę... Bo jak na ten moment to...niczego nie jestem pewna, a to będzie moja szansa i dobrze wiem, że nie każdy taką dostaje. :<
UsuńU mnie jakoś zawsze było tak, ze kiedy już raz gdzieś "zapodziałam" adres, to już był nie do odzyskania. :/ Żadnym sposobem. :/ Może coś źle robię, nie wiem. Trudno, w końcu to była tylko jedna notka, bo reszta jest na Onecie. Fajnie, zdążyłam napisać jedną notkę i koniec. W ogóle teraz chyba będę tylko komentatorką, jak to mówią - przejadły mi się blogi. :D
Tobie się kończą, a przede mną jeszcze prawie 3 tygodnie oczekiwania! :( Ale to nic! Wiesz, jak się cieszę, jak jakaś głupia po prostu... To uczucie, kiedy wiem, że dostanę oryginał swojej ulubionej, najukochańszej książki, oryginał prosto z Ameryki? <33 A 21 maja premiera, i dostanę następny oryginał? <3 Życie jest piękne!!
*Nie mam pojęcia, dlaczego dałam tam te dwa znaki zapytania, miały być wykrzykniki, jakby co. :D
UsuńBiedactwo, masz ferie jako pierwsza i później będziesz musiała najdłużej czekać bez jakiejś przerwy na święta. Tak bardzo ci współczuję tego wolnego... Możesz mi kawałek oddać, bo na pewno potwornie cię to męczy xD"
OdpowiedzUsuńCoś za coś, kawałek moich ferii za kawałek Twoich :>
Usuńteż mam gdzieś takie pamiętniki z czasów podstawówki - urocza lektura :D czasem aż człowiek żałuje, ze to już minęło;)
OdpowiedzUsuńRzeczywiście urocza, tylko zdecydowanie gorsza do odczytania. Wiesz, ta moda na brokatowe długopisy! :D
UsuńJak czytam swoje stare pamiętniki, to zawsze jest mi tak strasznie, strasznie wstyd ;P
OdpowiedzUsuńMnie wstyd za te późniejsze wpisy, już z 5/6 klasy podstawówki. No i stare notki, nic fajnego. ;)
Usuńkurcze podziwiam, że masz zapisane swoje notatki z trzech lat w tył - chociaż w sumie ja zaglądając na mojego starego bloga na onecie znalazłabym pewnie coś podobnego ;D w sumie trochę to niesamowite...
OdpowiedzUsuńSzkoda, że w ferie 2008 jeszcze nie miałam bloga, bo nie mam zielonego pojęcia, co wtedy mogłam robić ;)
UsuńMoże i poniekąd niesamowite, ale też przerażające, bo uświadamia mi, jak ten czas szybko płynie.
Notatek sprzed lat w formie materialnej nie posiadam. Jednak wiszą gdzieś w sieci. Trochę boję się je przeczytać. Uświadomić sobie jak bardzo się to wszystko zmieniło.
OdpowiedzUsuńCo do Twojej Mamy, to przypomniała mi się piosenka. Krzysztofa Krawczyka i Bartosiewicz.
Trudno tak...
Ja czasami też boję się czytać, ale mimo wszystko to miłe. :)
UsuńOch, pamiętam tę piosenkę. Zdaje się, że kiedy była nowością i hitem, to moja mama całkiem ją lubiła...
A wyjechał na stałe, czy tylko na jakiś czas? :) Cóż, przynajmniej będziesz mogła chwilę odetchnąć i przez chwilę będzie ci lżej :)
OdpowiedzUsuńNo właśnie, czy jest lżej, to nie wiem. Jest po prostu dziwnie, ale nie wiem czy lepiej czy gorzej. Wraca jakoś na wakacje, ale pewnie po paru miesiącach znów tam wróci.
UsuńPrzynajmniej odpoczniesz od jego obecności :) Zawsze jakiś plus.
UsuńJa też mam ferie:* Stety niestety i też się opierniczam.
OdpowiedzUsuńDotarłam do końca, czy przewidziałaś jakieś nagrody? :D Chyba pora odświeżyć pamiętniki z dzieciństwa i u mnie, bo widzę, że to niezły fun. Niektóre rzeczy jak widać się nie zmieniają, może to i lepiej.
OdpowiedzUsuńOby wolne trwało jak najdłużej, u mnie do 19.02. Jedyna zaleta studiowania na trzecim roku :)
Pamiętniki z dzieciństwa są PRO, jakby to powiedziała moja przyjaciółka. :D Przeczytałam do końca Twoją norkę i aż mi się mordka zaczęła cieszyć. Takie wspomnienia po latach są genialne! Osobiście nie mam już swoich pamiętników, ale nie wiem czy dobrym pomysłem byłoby ich czytanie. Zauważenie ile rzeczy się zmieniło, skomplikowało, ale też jak było fanie. Te dramatyczne przeżycia ośmiolatek bywają zabawne. xd
OdpowiedzUsuńObecnie również mam ferie i również nic nie robię, a sprawdziany czekają. < 3 Po co się martwić teraz, skoro można później? :D
Ech jak ostatnio znalalazłam swoje zapiski sprzed kilku lat to nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać. Chociaż niektóre moje "problemy" miały miejsce całkiem niedawno, a teraz sobie myślę: jak mogłam przejmować się takimi głupotami?
OdpowiedzUsuńZ innej beczki, pamiętasz mnie jescze może odrobinkę?:) bezstronna.blogspot.com
Twój nagłówek jest bezbłędny! ♥
OdpowiedzUsuńCo do ferii, to ja nigdy nie widziałam w nich nic dobrego, bo zazwyczaj były to dwa tygodnie nudy i lenistwa, które już po 2-3 dniach wyłaziło mi uszami...